RSS
piątek, 27 marca 2009
Stephen Sprouse dla Louis Vuitton

  Przeciwko kryzysowi wytutował się chyba także Marc Jacobs w wielkie logo Louis Vuitton...A tak naprawdę chodzi o hołd dla przedwcześnie zmarłego parę lat temu artysty Stepena Sprouse'a, z którym Jacobs się przyjaźnił i zadedykował mu właśnie limitowaną edycję dodatków i ubrań. W sklepach Louis Vuitton jest ona dostępna do końca marca (w Londynie do końca kwietnia).

Marc Jacobs w obiektywie Terry Richardsona dla kolekcji Louis Vuitton, poświęconej Stephenowi Sprouse'owi

 

kolekcja Marca Jacobsa pamięci Stephena Sprouse'a dla Louis Vuitton

Stephen Sprouse był znanym nowojorskim fashion designerem i artystą, to on jako jeden z pierwszych połączył grafitti i streetlook z ubraniami typu haute couture w latach 80-tych. Marc Jacobs współpracował ze Sprousem już w 2001 roku nad wspólną kolekcją dla Louis Vuitton, która okazała się niebywałym sukcesem i zapoczątkowała właściwie współpracę marki z artystami takimi jak Takashi Murarakami czy Richard Prince. W stylu Sprouse'a pobrzmiewa echo  Debbie Harry z Blondie, któej był stylistą jak i atmosfery Studia 54 czy warholowskiej Factory, w których Sprouse formował się jako artysta.

kolekcja Marca Jacobsa pamięci Stephena Sprouse'a dla Louis Vuitton

Nowojorski butik LV w Soho wytagowany specjalnie na tę okazję

Stepehn Sprouse i Marc Jacobs

http://www.welovesprouse.com/

20:36, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 marca 2009
Art & Fashion last call?...

      Wiele wskazuje na to, że kryzys ekonomiczny miał dużo do powiedzenia także i tu. Nasilające się do paru lat więzi między sztuką a modą, podbudowane były prosperitą finansową: rosnący w siłę rynek sztuki oraz świetnie funkcjonujące luksusowe marki. Jednak finansowy impas, a jakim znajduje się obecnie świat, a zwłaszcza Zachód, zastopował siłę, rozwój i działanie obydwu. Czy tendencja art & fashion odrodzi się jeszcze z taką mocą, z jaką pojawiła się przed paroma laty? 

performens Vanessy Beecroft na otwarcie wielkiego gmachu Louis Vuitton w jesieni 2005 w Paryżu

reklama Louis Vuitton z marca 2008 roku zainspirowana pracą Beecroft 

Wiele rzeczy prawdopodobnie się nie zmieni. Sztuka pomaga markom luksusowym zmienić wizerunek. Od wielu lat świat luksusu próbuje odejść od imażu ąę, niedostępności i sztywności, który nadały mu lata 80-te. Luksus ma być cool i dostępny, choćby w marzeniach, dla każdego. Sztuka, jako domena eksluzywności o wiele bardziej merytokratycznej i dynamicznej tej odnowie wizerunku sprzyja. Dlatego na pewno na przykład Mobil Art, ruchome muzeum, które zbudowała marka Chanel (i o którym pisałam) po wojażach w Azji dotrze do Europy w przyszłym roku, tak jak zostało to zaplanoane. Galeria sztuki, jaka znajduje się przy głównym paryskim sklepie Louis Vuitton (wielkim gmachu na Champsees Elysees) na pewno nie zniknie. Tak jak pojawi się nowe "muzeum" fundacji sztuki Bernarda Arnault, szefa grupy LVMH, którego bryłę projektuje Frank Ghery, Na czele tej funacji stoi jedna z najważniejszych postaci artystycznego świata Paryża Suzanne Page, dawna dyrektorka Muse d'Art Moderne de la Ville de Paris. Te wysiłki są konieczne i nie dziwią, jeśli ogólnie wiadomo, że pan Arnault pragnie swą kolekcją sztuki zaimponować panu Pinault (dawnemu szefowi grupy Gucci), najsłynniejszemu francuskiemu kolekcjonerwoi, który od dwóch lat swoje zbiory udostępnia w Palazzo Grassi w Wenecji!...  

dżinsy Levis zaprojektowane przez Damiena Hirsta do kolekcji jesień 2008

arty-dżinsy Jeana Charlesa de Castelbajaca dla Lee Cooper, jsień 2008 

Nie zniknie na pewno fundacja sztuki i galeria, którą w Mediolanie posiada Prada. Nie znikną dzieła sztuki z nowego salonu Diora przy avenue Montaigne w Paryżu, który jest pomyślany praktycznie jak galeria sztuki. Podobnie jak wnętrza butików Balenciagi w Paryżu, Cannes (oba otwarte w zeszłym roku), Mediolanie i Nowym Jorku, które zaprojektowała znana francuska artystka Dominique Gonzales-Foerster. Zaś w Brukseli marka Hermès na pewno zatrzyma swoją wielką galerię la Verrière, gdzie trwa obecnie wystawa Katarzyna série, przedstawiająca gigantyczne rzeźby i rysunki Gabriela Coigneta w hołdzie...Katarzynie Kobro (wkrótce o niej napiszę)!!!... 

jedna z pierwszych wystaw w galerii La Verrière przy sklepie Hermèsa w Bruskeli w lipcu 2007 roku

wnętrze butiku Balnciagi w Cannes zaprojektowane przez Dominique Gonzalez-Foerster

oraz podobnie - butik Balenciagi w Mediolanie

"Wielkie sklepy staną się muzeami, a muzea wielkimi sklepami" - głosił 30 lat temu Andy Warhol. Nic nie wskazuje na to, żeby się mylił...:))))

La Verrière Hermès
bld. de Waterloo 50, Bruxelles

17:55, agata_araszkiewicz
Link Komentarze (2) »
sobota, 14 marca 2009
Y-dress Happy Enterprise

     Emergency Wedding Dress Recyclable (Błyskawiczna Suknia Ślubna Do Użycia i Potem), Instant Princess Dress (Księżniczki Suknia w Proszku), Up&Down (spodnie i ozdobna bluza w jednym), 3in1 (trzy sukienki w jednej) to tylko niektóre propozycje brukselskiej marki Y-dress. Prowadzi ją Polka z pochodzenia Aleksandra Paszkowska -  pierwszy raz przeczytałam o niej jakiś czas temu w belgijskim Elle.

 

pokaz mody Y-dress na lato 2009 w Polskiej Ambasadzie w Brukseli w czerwcu 2008

Aleksandra urodziła sie w Polsce (w 1969 roku), ale maturę zrobiła w Szwecji. Studiowała w Niemczech, Francji i Belgii. Ukończyła słynną brukselską uczelnię sztuki i mody La Cambre w 1996 roku. Potem pracowała krótko we Włoszech dla Ermenegildo Zegna i Gucci. Swój pierwszy sklep w Brukseli otworzyła w 2003 roku, dzisiaj sprzedaje swoje rzeczy we Francji, Włoszech, Szwajcarii, Hiszpanii, USA i Japonii.   

Y-dress, Wrinkle dress, zima 2008/09

Zasady konceptu Y-dress, które wymyśliła Aleksandra są bliskie grafice i architekturze, jej ubrania są dowcipne, minimalistyczne w środkach a maksymalistyczne w wyrazie i bardzo  konstrukcyjne. Aleksandra powołuje się czasem na słynnych modernistycznych architektów jak Jean Prouvé czy Mies van den Ruhe. Przykładowo seria Archibasis to kolekcja ubrań których geometryczne kroje są ograniczone do najbardziej elementranej ekspresji, bliskiej abstrakcji, ale można używać ich na wiele sposobów (towarzyszy im często instrukcja obsługi).

pokaz mody Y-dress na lato 2009 w Polskiej Ambasadzie w Brukseli w czerwcu 2008

publiczność na pokazie mody Y-dress na lato 2009 w Polskiej Ambasadzie w Brukseli w czerwcu 2008

Z kolei produkt-logo marki Y-shirt narodził się we Włoszech w 1996 roku. Jego rękwy wycięte są w górę w formie litery Y, jak w uśmiechu, stąd jego nazwa happy Y-shirt. Opakowany jest próżniowo, co powoduje, że się nie starzeje i nie potrzebna mu data spożycia. Jego "szczęśliwa forma" polega na tym, że nie podlega sezonowym kaprysom mody.

Aleksandra Paszkowska w swoim sklepie prezentuje Y-shirt

Y-dress Happy Enterprise to współczesna marka nietypowych ubrań - ich poliwalencja, spontaniczność, dowcip i abstrakcja mieści w sobie tyleż samą esencję kreatywności mody jak rozmaite geopolityczne i społeczne aluzje. 

Y-dress, Grass skirt, lato 2007

Takie pomysły jak 3in1 (czy 2in1) - gdzie w jednej sukience drzemią tak naprawdę, które uzyskuje się poprzez grę ze sposobem założenia rękawów lub ramiączek lub odwrócenie na lewą stronę, która staje się prawą naraz minimalizują i makysmalizują garderobę, czyniąc ja transsezonową.

Y-dress, 2in1, lato 2007

Z kolei Instant Princess Dress to zwykła sukienka, do której można dodać tren. Podobna zasada patronuje Emergency Wedding Dress Recyclable, którą w odpowiednim zestawieniu można używać także w mniej zobowiązujących okolicznościach.

Y-dress, Emergency Wedding Dress Recyclable, lato 2008

Y-dress, instrukcja obsługi: jak zaparzyć Instant Princess Dress...:)

Y-dress, Siamese cardigan

Wedle Paszkowskiej moda powinna budzić kreatywność osoby, która ją nosi - stąd pomysł na spódnicę, sprzedawaną z puszką farby (Print Skirt). Można ją pomalować np. kilka razy siadając na świeżo rozprowadzonej farbie na jakiejś powierzchni...

Y-dress, Print Skirt, lato 2007

Sukienka Nenufar jest wykrojona z trzech  kół w różnych kolorach nałożonych na siebie i transparentnych. 

Y-dress, Nenuphar, lato 2007 

 

Towel dress to ręcznik plażowy i gąbka w jednym, który staje się suknią z kieszenią, która tak naprawdę staję się torbą, w której wszystko się mieści. Przekształceniom nie ma końca. Ubrania Paszkowskiej są konwersyjne, wielofunkcjonalne, transgresyjne, transformacyjne: spódnica przekształca się w szykowny top za jednym pociągnięciem zamka, bufiaste spodnie stają się bluzką-nietoperzem w zależności jak je włożymy.

Y-dress, Towel dress, lato 2007

Y-dress, jumper&skirt&dress, zima 2008/09

Y-dress, Siamese sirt&dress, lato 2008 

Y-dress, Up&Down, lato 2008

Dewizą tych propozycji jest nie tyle hasło "To nie jest suknia", co "Moja suknia jest moja graderobą". W jej wizji życie w mieście jest eksperymentem w terenie:  ubranie to przestrzeń gry i zabawy. I co najważniejsze dla  miejskich nomadow - prawdziwy cud - mniej bagaży, więcej możliwości!

Kreatywne propozycje Y-dress w naturalny sposób rymują się ze sztuką - dwie belgijskie artystki Marie-France i Patricia Martin wykorzystały sukienki Aleksandry podczas performansu Patrick, reviens! (Patrick, wróć!) 5 marca na wystawie (patrz post wcześniej)Toute Cruaté est-elle bonne à dire? Podwójność dziewczyn wraz z podwójnością (w tle!) Fridy Khalo znakmoicie wybrzmiewa z formułą Paszkowskiej 2in1 przenosząc ją w jeszcze inne rejony....

Y-dress Aleksnadry Pazkowskiej, 102, rue Antoine Dansaert, Bruksela

www.ydress.com

17:31, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 marca 2009
Okrutna Maryja...

    Najnowsza belgijska sztuka to, coś do czego ciągle jeszcze nie mam do końca klucza. Wydaje mi się bardzo narodowa i bardzo zwrócona do siebie, do własnych kontekstów dla mnie w większości nieczytelnych. Niezależnie od tematu wystawy często pojawia się w niej motyw kulturowego konfliktu, jakim Belgia od lat żyje. Może jest tak także dlatego, że kultura francuska jest dla mnie przezroczysta, znam ją dobrze i rozumiem od dziecka. Uzurpacją (kolonialną?) było oczekiwanie, ze Belgia jest częścią Francji? :)

Oto wystawa przeglądowa poświęcona okrucieństwu w jednej z ważnych przestrzeni wystawienniczych Brukseli. Wybieram z niej kilka prac:

Serge Goldwicht, Belgische Kunst macht frei, 2009

François de Coninck, Podkładka pod talerz na stół (negocjacji?), 2007

"Czy Belgia jest wypadkiem Historii, polityczną niewydolnością, kulawą konstrukcją?"- czytamy w katalogu wystawy. "Z pewnością. I tutaj leży jej szansa. Belgia jest konstytuwnie poza wszelką iluzją, narodową, kulturową, lingiwstyczną, historyczną. (...) Ma tylko swoją "metafizyczną nagość", "antropologiczną wyjątkowość", której może się trzymać"... 

 

Jacques Lennep, Codzienny obowiązek, 8 luty 2002 (napis na rysunku głosi "Flandria dalej nas obgównia"...)

Vincent Strebell, Walonia i jej dziury po kulach, 2000

"Czy każde okrucieństwo nalezy wymówić?" - to tytuł wystawy. Prace oscylują wokół egzystencjalno-narodowej tematyki, mierząc się z próbą krytyki z perspektywy mniejszości czy post-kolonializmu. Wallońsko-flandryjski konflikt pozostaje jednak w samym centrum. Jak, w którą stronę iść? Nie jest jasne i na te polityczne dylematy nie odpowiedzą także pradwopodobnie dzieła sztuki, które próbują je opisywać i zjakoś zmieścić. Wszystko wskazuje na to, że Belgia pozostanie w swoim zawieszeniu. Czy to jest właśnie okrutne?

Serge Goldwicht, Ślepa plamka, 2007

Chéri Samba, Reorganizacja. Muzeum Królewskie Centralnej Afryki, 2002

Roby Comblain, Kąt Walonii-Brukseli, 2008 (znamienny motyw pistoletu na tradycyjnej flandryjskiej koronkowej serwetce, które sprzedaje się do dziś w pamiątkowych sklepach)  

Na koniec parę feministycznych elementów:

Jean Harlez, Notre-Dame inkoncepcji królewskiej, 2002-2008

Marie-France & Patricia Martin, Kobieca fantazja, 1995

Laurent d'Ursel, Dziewica, ale okresowa (Medytacja na temat krwi), 2009

Okrutna Maryja...

 

Toute cruauté est-elle bonne à dire?, La Centrale Eléctrique, Bruxelles, 6.02.09-29.03.09, kurator: Laurent d'Ursel 

 

20:39, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 marca 2009
Błekit nieba i błękit mózgu...

   Nad Brukselą zawisł ostatnio ...ludzki mózg... Nieznacznie odcina się od błękitu nieba nad szacowną instytucją MIM czyli Musee des instruments de musiques (Muzuem Instrumentów Muzycznych). Wedle jego przedstawicieli ma pokazać, że muzeum nie jest martwą materią, lecz żywymi szarymi komórkami, które nakazują nam myśleć i przemyśliwać nas ciągle od nowa.    

Mózg jest dziełem dwóch młodych artystów Chrisa Christofelsa i Jose Rolanda i ma tytuł InstruMENTAL. Jak dla mnie skupia coś charakterystycznego dla młodej belgijskiej sztuki - pewną dosłowność, odwołanie do surrealizmu i komiksu naraz. Pojemność niewinnie wygladających "niebieskich komórek" to 240 metrów sześciennych, wypełnionych piaskiem, co czyni przedmiot odpornym nawet na wiatry o prędkości 170 km/h. Sami artyści ten rodzaj sowjej sztuki nazywają artonaut.

Błękitny kolor mózgu ma odwoływać sieędo koloru ważnego dla wielu kompozytorów, łączy się on z tonacjami majorowymi, które mają wyrażać szczęście. 

Chris Christoffels i Jose Roland, InstruMENTAL, poliester, powietrze i piasek, 2009

http://www.artonaut.be/

19:42, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 marca 2009
Agata i inne świętości...

   Nowa wersja mojej gablotki w warszawskim Saturatorze, którą zamierzam tu szybko podsumować, wzięła się stąd, że ostatni pobyt w Polsce zaczął się tak naprawdę od moich imienin, które przypadają na 5 lutego. Legendę o świętej Agacie poznałam w całości w przedziwnych okolicznościach (lub może nie takich przedziwnych...), gdy podczas ferii zimowych zadzownił do mnie raz ksiądz prowadzący wówczas katechezę. Miałam wtedy 12 lat i mój ksiądz zaprosił mnie do siebie z okazji imienin. Wzięłam ze sobą młodszą siostrę, gdyż byłyśmy w domu same i miałam się nią opiekować. Ksiądz, uwielbiany zresztą przeze mnie, podarował mi worek czekoladek ( z zagranicy - były to jeszcze czasy ciężkiego kryzysu) oraz powróżył mi z ręki... Same dobre rzeczy! Następnie, ciągle trzymając mnie za rękę, dał mi do przeczytania legendę o świętej: była pobożną dziewicą, lecz zakochał się w niej bogaty książę. Ponieważ nie chciała mu ulec, ścigał ją i wytropił w ukryciu, a za karę obciął jej piersi. Święta Agata, jako swoista odwrotność Salome z głową Jana Chrzciciela na tacy, bywa często przedstawiana z obciętymi piersiami, które trzyma przed sobą w podobnym naczyniu. Czułam sie wyróżniona, gdyż na zakończenie mój ofiarodawca zastrzegł, abym nie opowiadała nic innym dzieciom, gdyż będą one zazdrosne, jako, że tylko mi chciał złożyć wyjątkowow życzenia imieninowe... Moje szczęście trwało aż do powrotu rodziców z pracy, którym wcale ta historia się nie spodobała... Ojciec poszedł nawet do kościoła z bardzo srogą miną i nieco zdenerwowany. Nigdy więcej zdarzenia tego w domu nie komentowaliśmy...

Satuartor i ja, Sexy Life, listopad 08 - luty 09 (ku pamięci kamelii!...:)))...)

Saturator i ja, Agata i inne świętości, luty 09 - .... :))))

Ze świętą Agatą spotkałam sie jeszcze raz po wielu latach u moich przyjaciół markizów z Prowansji, którzy w swoim obszernym domu, zachowali jeden pokój poświęcony świętej (pisałam o tym tutaj). Pomieszczenie dominuje jej wielki portret, a jest ono poświęcone także pamięci ich kuzyna, który umarł tam otruty w strasznych męczarniach przez mnicha, poszukującego skarbów tuż po Rewolucji Francuskiej... Duch kuzyna nawiedza ten dom do dziś, przypominając nie tylko jego okrutną historię, ale także okrutną legendę świętej Agaty.

sierpień 09 - w pokoju świętej Agaty w domu moich przyjaciół w Saint-Paul-Trois-Chateaux

Agata i inne świętości już na nowym miejscu i w innym oświetleniu...(miałam prawdziwym problem ze zrobieniem dobrego zdjęcia, które się w sumie nie udało...:(...)...

Zasady gablotki w Saturatorze już przytaczałam: pewnego razu zostawiłam tam parasolkę, którą moi przyjaciele i właściciele klubu... umieścili w  gablotce. Przede wszytskim dlatego, że zawsze umawiajając się tam ze znajomymi, przybywam spóźniona (mea culpa!), więc główny żart, z powodu którego pękaliśmy ze śmiechu brzmiał: "Agaty jeszcze nie ma, ale jest jej parasolka..." Ustanowiliśmy, że za każdym pobytem w Polsce wnętrze gablotki będzie ulegało zmianie - jedynym jej stałym elementem będzie parasolka (nie przez przypadek od jakiegoś czasu miałam dwie takie same!...). Jako taka - gablotka jest dziełem wspólnym, powstaje w przestrzeni wspólnego spotkania między właścicielami Saturatora, różnymi duchami a mną. Jest dziełem unikalnym, a wszelkie próby kopiowania jej, powtarzania, odtwarzania z góry skazane są na pośledniość i wtórność...:))) Gablotka ujrzała światło dzienne w listopadzie ( wersji Sexy Life), w lutym byłam po raz drugi w Polsce i tym razem poświęciłam ją świętej Agacie.

Sexy Life w Saturatorze... (flâneria gablotki przypomina nieco moją, wędrowała z miejsca na miejsce z powodu remontu...)

a oto Marcin Brzózka - z nową gablotką...:)

Przeciwstawiając się tradycji umartwiania ciała i martyrologii przyjemności chciałam tym razem ciało zaafirmować w wielu jego aspektach. Wypełniają ją (bardzo belgisjkie!) imitacje części ciała wykonane z marcepanu (najpiękniejszy jest tatuaż w różę...), czekolady i słodkiej pianki, które pochodzą z Antwerpii. Nowa gablotka zbiegła się z Festwialem Queer, więc jej wydźwięk jeszcze się wzmocnił. Afirmacja ciała ma dla mnie znaczenie feministyczne i polityczne, przeciwstawia się seksofobii i seksualnej opresji. Cieszę się, że pisze o tym w dzień po Dniu Kobiet i po X Manifie. 

Naprawdę czasem pewna przyjemność jest święta!...:)))  

Edward Dwurnik i Ela Łebkowska w znamiennym kadrze na pamiątkę odwiedzin...

Edo i Ela, dziękuję! - mam nadzieję, że jeszcze się tu spotkamy!

Marcin Brzózka i Aneta Starowieyska - współ-właściciele Saturatora także w kadrze....

....oraz vice-Burmistrz Pargi Północ Artur Buczyński wraz z żoną i Marcinem Brzózką

a tu choć gablotki nie widać, późna noc w Saturatorze i...narada uwieczniona przez Dominika Jałowińskiego:) - kolejna twarz klubu czyli Mikołaj Starowieyski i ja - tak powstają rozmaite szczegóły, także te związane z gablotką...:))) 

Znacie? to posłuchajcie!...(można przeczytać jeszcze raz od początku!...:)))...)

Saturator, ul. 11 Listopada 22, Warszawa  

21:25, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 marca 2009
Kamelie, kamelie, camelissimae...

     Zanim przejdę do nowej wersji mojej gablotki w Saturatorze, co stanie sie bez wątpienia naturalną koniecznością po każdym z wyjazdów do Polski, na chwilę powrócę do wersji starej. I to poprzez nawiązanie do styczniowych pokazów haute couture w Paryżu. A mianowicie do obsesji Chanel Couture na temat...kamelii!!!

 

 

Chanel, haute couture, lato 2009

Kamelie były tworzywem spajającym elementy Sexy Life, któremu ostatnia gablotka była poświęcona. Były to prawdziwe kamelie Chanel dodawane do toreb zakupowych lub ozdobnych opakunków marki. Zanim odejdą ze sceny przypomnijmy triumf chanelowskich kamelii także podczas pokazów haute couture na lato 2009 w Paryżu w styczniu tego roku. Oto defilujące kamelie:

 

Chanel, haute couture, lato 2009

Ubieranie w kwiaty, ubieranie jak kwiaty. Dla Coco Chanel kamelia była najbardziej perfekcyjnym z kwiatów, minimalistycznym i wyrazistym. Stała się znakiem firmowym jej stylu.

 

 

 

   

Chanel, haute couture, lato 2009

Kamelie jako peruka Marii Antoninny i pogański wianek, jako wiosenny czepek i kapelusz na wyścigi konne. Jako korona cierniowa i gruby warkocz. Kamelie jako siano i kapusta, wielki bukiet i mała miniaturka. Być może nie wszystkie te propozycje są równie udane, ale nie brakuje im pomysłu, dosadności i dowcipu.

Przypomnijmy na koniec nie mniej dowcipne dzieło szwajcarskiej desginerki Sandrine Pelletier, którym skomentowałam kiedyś pierwszą gablotkę (Romans i kamelie...)..:)))...

 

kredyt zdjęciowy: Madame Figaro, wyd.paryskie, 27.11.08 i www.vogue.fr

16:28, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 marca 2009
Warszawa genderowa(2)!...

      Warszawską flânerię genderową podsumowuje Festiwal QueerSaturatorze. Queer to słowo pochodzące z XVI-wiecznej angielszczyzny, ale swoje współczesne znaczenie wykształciło w XIX wieku podczas konsolidowania się społeczeństwa mieszczańskiego, powstającej w odstępstwie od niego formacji dandysów i rosnącego znaczenia emancypacyjnego obywatelskich ruchów mniejszościowych. Queer to "zboczeniec" lub "odmieniec", osoba naruszająca swoim zachowaniem przyjęte normy lub otwarcie referująca się do swojej seksualności. W wieku XX słowo to zostało przyjęte z dumą, odwracającą jego znaczenie, jako swoiste logo ruchów gejowskich. Queer to podróż między płciami, to wybuch wielu możliwości, podważanie tradycyjnie bi-polarnej sceny różnicy płciowej. Queer jest anty-dyskryminacyjny i seksofilski i afirmuje seksualność, to teatralizacja seuksualności, próba różnych jej samków. Rymuje się dobrze ze sceną artystyczną, muzyczną i klubową. Festiwal w Saturatorze podkreśla, że właśnie o smak tu chodzi. Kontynuuje nie tylko dzieło ruchów gejowskich i feminizmu (dzieło takich rzeczy i wydarzeń jak DIKFagazine Karola Radziszewskiego czy wieczory w dawnym Cafe Baumgart), ale potwierdza zadomowienie się pod polska strzechą tendencji obecnych na zachodniej off-owej jak i mainstreamowej scenie klubowej (zwłaszcza, że Festwial zbiegł się z rozdaniem nagród Wdechy, do których praskie zagłębie klubowe było nominowane w kategorii najlepszego miejsca roku). To dalszy ciąg polskiej rewolucji seksualnej, rewolucji, która się nie odbyła, ale którą skokami, czasami w poprzek, czasami na wyrost nadrabiają czasy Transformacji. Queer to opowieść o możliwości wyboru, blisko namiętności, którą egzaminuje, blisko pasji między duchem a ciałem, między tym, co w seksualności materialne a ulotne i nienazywalne. To pozytywa odpowiedź na usztywniony gorset płci, moment ujścia, ferment, który produkuje tlen w zbyt zastygłym stawie.   

Ania Zaradny i Robert Piotrowski z cudwną dziewczyną-psem...:)))

Pan Belina (jako kołderka...)

Petra Flurr, dyrektor artystyczny Festiwalu, wraz z Mercurio i jego stuffem, wzywa na scenę kultową Rysię jako "Queen Elisabeth"...

Marcin Brzózka i Aneta Starowieyska, twórcy Saturatora i Festiwalu

w środku Aneta Starowieyska...

kolejna twarz Saturatora - Mikołaj Biberstein-Starowieyski, tym razem tyłem i jako queerowa Alibabka...

oraz ostatni człon ekipy Saturatora - nieoceniony Tomek Walewski...:)))

Mercurio wraz ze swoją ekipą

 

Festiwal Queer w Saturatorze, 6-8 luty 2009, Warszawa

 

21:43, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
Warszawa genderowa!...

      Och, przerwa przedłużyła się w nieskończoność, za co najmocniej przepraszam, kajam się i w ogóle, ale już do dzieła! Zaczynam od wspomnień z Warszawy comme il faut, zawsze po powrocie, gdyż przerwa spowodowana była wyjazdem do Polski (jak mi się to 3 lub 4 razy do roku zarza). Tym razem w pierwszym tygodniu lutego, Warszawa przywitała mnie genderowo, co tym bardziej ciekawe, że w tę niedzielę, o ile mi wiadomo, odbędzie się X Manifa feministyczna...

Kropla drąży skałę!...

Otóż pierwszą rzeczą w jakiej dane było by mi uczestniczyć - a pamiętajmy, że ten blog wbrew pozororm w dużej mierze polega na przygodności jak prawdziwa flâneria właśnie! - był wykład Karola Radziszewskiego w CSW w Warszawie w ramach "Mojej  historii sztuki". Tytuł małego filmu wideo, który przygotował Karol brzmiał: "Artysta jako przedmiot pożądania". Wypowiedzi przyjaciół i znajomych artysty - innych artystek i artystów, kuratorek i kuratorów oraz galerniczek i galerników analizowały na poziomie zwykłej codzienności kewstie uwodzenia i sexy looku na współczesnej polskiej scenie artystycznej. Jaki jest codzienny styl polskiego młodego artysty? Co się zmieniło? Otóż wiele...

Tradycyjnie chyba do niedawna, mówiąc nieco żartobliwie, polski artysta był raczej Pigmalionem, delegującym swoją seksualność na kobiecy model. Najlepszym tego dowodem była trwająca równolegle w zamkowych salach quasi-przekrojowa wystawa grupy Łódź Kaliska, zatytułowana nomen omen "Niech szczezną mężczyźni. 300 lat Łodzi Kaliskiej"! Co za koincydencja!!!

Łódź Kaliska, Rybaczki z Darłowa, 2009

Łódź Kaliska, Pompy, 2009

Nie mogę wyzbyć się nachalnego wrażenia, że produkcje Łodzi Kaliskiej przepełnione są do bólu specyficznym duchem PRL-u...Duchem, jeśli nie ciałem, gdyż chodzi mi o specyficzne połączenie kulturowe, które PRL ze swym stłuminiem wykształcił - nazywam je czasem seksofobicznym seksizmem. Między "Seksmisją" a "Czterdziestolatkiem" - najpopularniejszymi filmami PRL nie bez przypadku ujmującymi obie kwestie - sytuuje sie według mnie wrażliwość, która generuje wyobrażenia à la Łódź Kaliska. Fotografie dzisiaj pokazywane są żywywm cytatem z "Seksmisji" (1984!), a równocześnie przypominają nieco limitowane fantazje inżyniera Karwowskiego, który i owszem chodził czasem do dansingu w tajemnicy przed żoną a nawet romansował z piosenkarką. Ubóstwo kultury seksualnej i brak uwodzicielskiego wyrafinowania w słynnym serialu uderzały mnie już we wczesnej młodości. (No cóż polska klasa średnia do dziś nie jest sexy, jeśli mierzyć jej sprawność w tej dziedzinie serialem "Klan"...Ostatnio ktoś ze znjaomych opowiadał mi odcinek o tym, że pani Elżbieta - aptekarka podrywana przez młodzika decyduje się pójść na wieczorek poetycki... pierwszy raz od czasów studiów...W tej historii brak potrzeby kultury rymuje się z brakiem kultury seksualnej, szkoda gadać po prostu... ) Łódź Kaliska zdaje się cierpieć na syndrom "Czterdziestolatka", którego ostatnie wzruszenie związane jest z obejrzeniem "Seksmisji"... Seksistowskie "gołe baby" w męskich zawodach obnażają nie tylko pusty narcyzm pseudo-kokietującego kobiety post-PRLowskiego męskiego ego ale także kiczowaty prymitywizm nadwiślańkich polo-menów. Żadnego wyrafinowania tu nie będzie. "Kopernik była mężczyzną", że zacytuję moje hasło, parafrazujące "Seksmisję", które było jednym z pierwszych haseł feministycznych manif. I co z tego? Co z tego, że pewna generacja polskich mężczyzn, nie przetrawiona zachodnio 68 rokiem, boi się kobiecej emancypacji jak ognia? Niestety jest to smutna opowieść o nich samych.  

Łódź Kaliska, Oponiary, 2009

 

Łódź Kaliska, Rozdzielnia, 2009 

Inna sprawa daleko bardziej głębsza dotyczy kondycji samego artysty w naziwjmy to post-PRL-u. gdyby czytac tytuł wystawy "Niech sczezną artyści" to byłaby to może pewna równie smutna konstatacja na temat kastracji i głębinowego poczucia bezsilności, jaką były system oferował artystom w sytuacji braku prawdziwej wolności, zarówno twórczej jak i ekonomicznej. Polska kultura ciągle zmaga się z plagą bycia wtórną i zapóźnioną. Podobnie jak w pewnym sensie prace Łodzi Kaliskiej. Piętnują one niejako wbrew sobie nieprawdopodobny seksizm, jaki ciągle jest udziałem środowisk artystycznych (i uczelni) w Polsce. Zmagają się z własna wtónością i anachronizmem. Pozorna ironia tych prac, jak i towarzyszący im manifest wywyższający niby to kobiety, stają się bronią-bumernagiem. Wyobrażenia nagich ciał kobiet są tyleż seksistowskie, co seksofobiczne. Obnażają potworną ciasnotę wyobraźni samych ich twórców. Kobieca nagość, zdjęta wprost z akademickich płócien XIX-wiecznych i wprowadzona w krąg męskich fizycznych zawodów staje się alegorią mentalnej pustki Transformacji. Społeczeństwo zmienia się, tak, jak zmieniają się obyczaje. Ale artyści pozostający na siłę w PRL-u pozbawieni są wyrafinowanej sztuki seksu. Lekkość, zabawa, gra są tu ciężkie i trywialne, nie tyle smucą, co śmieszą. Choć bez wątpienia pewna transgresja w nie wyidealizowanych ciałach kobiet o różnej tuszy i wieku jest tu pewnym plusem. Pewien pornokratyczny dyktat zostaje tu uchylony. Ale co dalej? Ejże, Panowie, jeszcze jeden wysiłek!...

Tymczasem artysta, który wyłania się ze zbiorowego portretu Radziszewskiego (zaledwie w sali obok!), jest metroseksualny i bardziej współczesny. Świadomy tego, że seksualność jest teatrem, w którym uczestniczy każda ze stron. Wideo Radziszewskiego ma w sobie pewne przymrużenie oka, jest seksofilskie. Podobnie jak wernisaż sióstr Borowych, który odbył się dwa dni później w WizyTUjącej Galerii. Wystawę "Chłopaki" można przeczytać jaką małą odpowiedź dla Łodzi Kaliskiej. 

na wernisażu sióstr Borowych, przed obrazem Doroty Borowej, Maciek, 2008 (zdjęcie dzięki uprzejmości galerii)

Agata Borowa, Krzysiek, 2008

Dziewczyny gadające o chłopakach i malujące ich, bezkarnie z odrobiną czułości i uprzedmiotowienia to miły odskok po Łodzi Kaliskiej. Siostry Borowe, pracujące w teamie jako girlsband, penetrują swoją "dziewczyńskość" w sposób otwarty i szczególny. Choć to może mało znana sprawa w historii sztuki...:)..dziewczyny oraz kobiety także patrzą i widzą. Męskie ciało tradycyjnie nie jest poddawane oglądowi ani w tradycji artystycznej (prócz antyku!), ani w innych dziedzinach wizualnych (reklama, pornografia).  

 

Dorota Borowa, Niko, 2007

 

Agata Borowa, Artur, 2008

Heteroseksualne oko nie uprzywilejowuje męskiej nagości, często eksploatuje zaś kobiecą. Męski akt to margines sztuki. Właśnie dlatego prace sióstr Borowych są takie znaczące. Korespondują niejako z męską metroseksualnością w sztuce (i w społeczeństwie)diagnozowaną przez Radziszewskiego. Jednak modele na obrazach (nawet jeśli nie chodzi tu o akt) w jakiś sposób są podmiotowi. Borowe nie wcielają się w rolę kobiecych Pigmalionów, które kontrolowałyby każdy aspekt przedstawienia, a także nawet to, co jest poza jego ramą. Ich portrety są relacyjne - właściwie każdy z nich opowiada jakąś historię spotkania, obecności, może fascynacji. Patrzące oko, podobnie jak malujący gest są czujne i przychylne. Nie próbują powtarzać "systemu nagości" czy systemu patrzenia. Próbują tworzyć rodzaj patrzenia wraz z daną portretowaną osobą. Chłopaki są przez to szczególni, poszczególni. Każdy ma imię, jak i domyślny kontekst.

 

Dorota Borowa, Łukasz, 2009

Ta zabawa jest dla dziewczynek. Choć muszę przyznać, że w trakcie zwiedzania wystawy w grupie mi towarzyszącej nieoczekiwanie w dyskusji pojawił się temat "błędu" - błędu anatomicznego. Jak, dlaczego, skąd? Czy nie jest tak, że ciągle dziewczyny malujące chłopaków kojarzą nam się nieświadomie z pewnym rodzajem "systemowego błędu"? Jak dawniej kobieta sięgająca po pędzel? Sztuka kobiet tradycyjnie odczytywana była często jako "błąd" i "skaza" w męskocentrycznej dumnej dziedzinie. Prace sióstr Borowych są tyleż konceptualne, co plastyczne - jak dla mnie wszelka próba błędu jest u nich bardzo mile widziana!:)    

Na zakończenie flânerowania po nadzwyczaj genderowej Warszawie proponuję udać się do Saturatora, gdzie w dzień po wernisażu "Chłopaków" miał miejsce Festiwal Queer (ale o tym w następnym poście!)...

Karol Radziszewski, Artysta jako przedmiot pożądania, wideo w ramach wykładu "Moja historia sztuki", CSW Warszawa, 4 luty 2009

Łódź Kaliska, Niech sczezną mężczyźni. 300 lat Łodzi Kaliskiej, CSW Warszawa, 19.01-01.03.09

Siostry Borowe, Chłopaki, WizyTUjąca Galeria, Warszawa, 6.02-6.03.2009

20:08, agata_araszkiewicz
Link Komentarze (1) »
wtorek, 03 lutego 2009
Kropla wody na lato i przerwa do 18.02

     Ogłaszam przerwę do 18 lutego. 

A w trakcie przerwy w ramach niejako backstage pokazów haute couture na lato 2009, które właśnie się skończyły w Paryżu (zdołam się do nich odnieść po powrocie), zostańmy może z propozycją Husseina Chalayan, aby ubrać się w kroplę wody (pochodzi ona z pokazów prêt-à-porter na lato 2009, które odbyły się jesienią).

Hussein Chalayan, prêt-à-porter na lato 2009

Hussein Chalayan, prêt-à-porter na lato 2009

Hussein Chalayan, prêt-à-porter na lato 2009

Hussein Chalayan, prêt-à-porter na lato 2009

Kropla wody na wiejącym wietrze - tak chyba należało by określić inspirację tych sukni, zwłaszcza, że włosy w podobny sposób "wieją"... Jeśli zima jest taka sroga, to pewnie zapowiada się upalne lato, ciuch, przypominający szklankę wody będzie więc bardzo na miejscu. :)

04:31, agata_araszkiewicz
Link Komentarze (2) »