RSS
piątek, 05 czerwca 2009
Podróż u Husseina Chalayana

  Właściwie co to jest fashion? Medytacja nad formą, nad zwyczajami, konwencjami, stereotypami. Nad pozorem, który uchyla sam siebie. Wedle Husseina Chalayana, o którego londyńskiej wystawie chciałam tu napisać, fashion to przede wszystkim podróż. Podróż w nieznane. Tytuł jego pokazu, który zakończył się 17 maja w londyńskim Design Museum, brzmiał From fashion and back (Od fashion i z powrotem)

 

Wszystko zaczyna się zapowiedzią podróży, jaką jest list. Projekt tej mail dress, sukienki, którą można wysłać pocztą, jest jednym z wczesnych pomysłów brytyjskiego kreatora. Brytyjskiego o tureckich korzeniach dodajmy - tutaj też jest ślad podróży.

 

 Wystawę otwierają ostatnie projekty Chalayana - suknia jako kropla wody (lato 2009), kropla wody na wietrze, dynamiczna i w ruchu. Daje wrażenie "bycia w pędzie", przemieszczania się jako trwałej formy bycia (wszak tytuł tej dynamicznej kolekcji to Inertia).

Fashion jest dla Chalayana wehikułem podróży. Pretekstem, aby być gdzie indziej. Tak jak istnieje moda nawiązująca do tradycji, do socjalności, do elegancji, do kanonów, u tego kreatora moda wyprzedza samą siebie, jest poza sobą. Jak futurystyczna wycieczka w inną czas i przestrzeń.

 

 Supra nowoczesność to jeden z jego wątków. Inspiracje science fiction są aż nadto widoczne. Zresztą futurystycznie brzmią same tytuły jego kolekcji (Geotropics wiosna lato 1999, Ambimorphous jesień/zima 2002, Before Minus Now wiosna/lato 2000, AirBorne jesień/zima 2007).

 Fashion u Chalayana podkreśla obcość samej konwencji, arbitralność jej istnienia, jej wieczną odmienność. Jako taki fashion jest wyzwaniem, jest projektem, a przemoc tego faktu obrazuje tu sięgnięcie po fantazję o obcym, o przybyszu, o Alienie.

 Podróż odbywa się także między konwencjami - od wioski nomadów po bal promocyjny w zachodnim college'u.

 Jednak wszystko jest tu autodynamiczne - nawet statyczne zazwyczaj modele, prezentujące stroje, wprawione są "w ruch" domniemaną czynnością.

 Ta kobieta jest modelem podmiotu autorefleksyjnego, ale i oddanego mocy fantazji.

 Aluzji do podróży jest wiele - lotniczy fotel...

...albo kołnierzyk w kształcie poduszki podróżnej...

 Suknia jako podróż w ciele, wyzywająca swoją "anatomią", naśladująca uterus jest radykalnym znakiem, że podróż jest także morfologiczna, organiczna, od niej wszystko się zaczyna.  

 

 Fantazje Chalayana jeśli są futurystyczne, nie są stechnicyzowane, a raczej właśnie organiczne. Stąd zresztą owa retronowoczesność. Żakiet, w który "wrosła" głowa podkreśla harmonijność przejścia. Czytelna jest jego aluzja do kuli ziemskiej.  

 

  

 Przed muzeum wystawę zapowiadają "ogrodniczki mody" - organicznośc i fashion, ruch i trwałość. Wszystko jest ruchem ku sobie. Dlatego jesli "od fashion" to także "z powrotem".

 

 Po wyjściu zastanawiam się jeszcze co ja takiego widziałam...

Hussein Chalayan, From fashion and back, Design Museum, Londyn, 22.01-17.05.09 

16:58, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 04 czerwca 2009
Belgijski i zielony - Bartosz Lech

  W nadchodzących wyborach do Parlamentu Europejskiego z listy beligjskich zielonych partii Ecolo kandyduje Polak 26-letni Bartek Lech. Jest to rzecz bez precedensu w belgijskiej polityce. W nawiązaniu do poprzedniego postu - akcji Pawła Althamera w Bruskeli, świętującej odzyskanie wolności przez Polskę 20 lat temu - nie może być chyba lepszego politycznego komentarza. Zresztą Bartka spotkałam przy finałowym wypuszczaniu złotych balonów na Place'u Flagey (patrz także poprzedni post). Jego kandydatura z ramienia belgijskich zielonych to także rodzaj świętowania 4 czerwca sprzed 20 laty...

Bartek na akcji Althamera

I rozdający ulotki na ulicach Bruskeli

a oto moja prywatna kampania popierająca kandydata wzorem brukselskich zwyczajów wywieszona w oknach mojego domu 

trzymamy kciuki w niedzielę! :)

22:51, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
Złoty dzień w Brukseli

 Najpierw czułam się kompletnie zagubiona w Parc Royal (Parku Królewskim), gdzie udałam się w porze obiadu. Miałam spotkać złotą grupę z Polski. Szeroko zapowiadana w polskich mediach (w brukselskich raczej cicho) akcja Pawła Althamera miała trwać od rana, kiedy to ze złotego samolotu użyczonego przez LOT wysiadła liczna grupa (ok. 140 osób) ubrana w złote kombinezony. By na ulicach stolicy Europy uczcić obalenie komunizmu w Polsce 20 lat temu. Jednak w parku było bardzo zielono, a złota nie było nigdzie widać. Na szczęście dostrzegłam samotnego "kosmitę", który skierował mnie w "odpowiednie krzaki". Jego widok przy fontannie, zwłaszcza, że towarzyszyło mu dziecko w złotym wózku, zrobił chyba na mnie najbardziej wzruszające wrażenie.

 

Złota grupa złotych piknikowiczów ukryta była rzeczywiście w bujnej roślinności, gdyż tu tylko władze miasta zezwoliły na ucztę.

Po przebyciu już części trasy (grupa odwiedziła słynne atomium oraz budynki instytucji europejskich) panowała atmosfera miłego odprężenia.

Beata Podgórska (dyrektor nowo powstałego Instytutu Polskiego w Brukseli) oraz Stach Szabłowski (kurator z CSW w Warszawie) - ona na miejscu przybrała kostium, on przyleciał w nim z Warszawy.

  

Jeden z członków grupy - Krzysztof Materna oraz polski ambasador przy Królestwie Belgii Sławomir Czarleski

oto wzór koszulki, w jakie ubrani byli polscy pracownicy instytucji europejskich, którzy powitali przed swymi budynkami grupę z Polski

 

a oto medal, jaki kosmonauci mieli na piersiach...

Po wyjściu z parku cała sprawa stała się bardziej widoczna - złote skafandry na ulicach rzeczywiście raziły w oczy

 Ja na tle złotego "wyjścia z parku", złotego coming out-u...

w drodze na Grand Place

 

Paweł Althamer z wzorowo zaciągniętym kapturem

Kulminacja akcji na Grand Place w otoczeniu złotych kamienic

Manneken Pis z tej okazji także ubrał złoty kostium, który podpisano "rocznica odzyskania wolności przez Polskę". Szkoda, że złota grupa nie miała w planie tu dotrzeć - słynny Pisio znajduje się o dwa kroki od rynku i zawsze jest przy nim tłum turystów, komentujących jego strój. Ogromne wrażenie zrobiła by na nich paralelnie ubrana wielka grupa z Polski - to mogło by być wydarzenie, o którym przy Pisiu mówiło by się do wieczora...

 

Stach Szabłowski ofiarował swój medal studentom psychologii z Wielkiej Brytanii, którzy o to poprosili

 

 Następny punkt programu to Place Flagey, z którego puszczone zostają złote balony (tu widok z okien nowiutkiego Instytutu Polskiego)

 Balony lecą w świat...

 

Ja zaś patrzę machinalnie w dół i wreszcie dostrzegam złote buty Stacha, pomalowane dzień wcześniej sprayem!!!

Tuż przed wypuszczeniem balonów spotkałam Bartka Lecha, polskiego kandydata do Parlamentu Europejskiego z ramienia belgiskiej partii zielonych Ecolo, ale o tym za chwilę...

Podsumowując: złota grupa na pewno zaistniała na ulicach Brukseli, nawet jeśli jej znaczenie nie było dla wszystkich jasne. Belgijski taksówkarz na przykład, wiozący mnie ze starówki na Place Flagey, zapytał z ciekawością "jakich frytek to jest reklama i dlaczego taka liczna grupa"?... Po prostu widział paru złotych ludzików jedzących słynne belgijskie frytki... i bardzo był zdziwiony moim wytłumaczeniem. Interesujące w tej akcji artystycznej jest to, że sztuka wchodzi tutaj w płynny romans z polityką. Wydaje mi się, że jest to najbardziej wyrazista polska artystyczna manifestacja, która ma silną wymowę polityczną od upadku muru berlińskiego właśnie. Z drugiej strony widzę ją osadzoną w kontekście społecznych projektów artysty - napisu 2000 utworzonego z zapalonych okien w praskim bloku na przywitanie nowego stulecia, zaproszenie młodzieży z Bródna do Zachęty, a nawet wizytą więźniarek z kobiecego więzienia symbolizującą obecność artysty na jego zaproszenie w jednym z programów kulturalnych. Althamer lubi rozmywać swoje autorstwo i swoją interwencję - wyraża się przez wiele głosów osób, z którymi pracuje, lub które angażuje. Bruskelska grupa składała się wszak ze znajomych z bloku na Bródnie, rodziny, przyjaciół. I tu chyba jest sendo. Wolność w Polsce to także rewolucja osobista, indywidualna, dotykająca ludzi z wszystkich warstw społecznych i środowisk i słusznie jest uczynić z nich bohaterów jej świętowania.

Wedle Stacha Szabłowskiego złoty kolor całej interwencji wynika niejako z całej drogi twórczej Althamera, a zwłaszcza jego wczesnej podróży inicjacyjnej do Mali, gdzie artysta odwiedził prymitywne plemię, podające się za przybyłe z kosmosu. Kolor złoty jest kolorem słońca i księżyca, kolorem gwiazd, ale także synonimem świętości, dojrzałości duchowej, światła i ciepła. W tym porządku przylecenie z nieba i odlecenie w kosmos w ciągu jednego dnia, jak to zrobiła złota grupa z Bródna, wydaje się tu naturalną konsekwencją. Wolność jest na wagę złota.

Dopisane w poniedziałek 8 czerwca po zebraniu paru komenatrzy:

Czy jednak gest Althamera broni się poza tym kosmicznym porządkiem? Cały czas o tym myślę, gdyż warto spytać o przejrzystość tego polskiego, "złotego" gestu dla obserwujących go cudzoziemców (już metafora fyrtek była tu dosyć dosadna.) Belgijski dziennik Le Soir napisał nazajutrz po zdjęciem "złotych kosmonautów": Paradoks - Polacy pobiją rekord wyborczej absytnencji, chociaż świętowali wczoraj - z astronautami wolności - ich rolę w upadku komunizmu przed 20 laty: 4 czerwca 1989 roku w Polsce odbyły się pierwsze pół-wolne wybory w całym bloku wschodnim. Jak to naprawdę jest z polskimi przemianami? Czy lekcja odzyskania wolności da się naprawdę przekuć na język bardziej uniwersalny, by nie pozostawać zawsze w polsko-polskim kontekście, nawet zagranicą? Czy Althamerowi się to udało? Zdarzało mi się słyszeć przygodne głosy obcych obserwatorów, że niewiele z tego zrozumieli, prócz faktu, że Polacy pragną zwrócić na siebie uwagę. Stylistyka "desantu" kryje w sobie pewną niejasność. Czy ta jej "nagłość", "przebranie" nie jest rodzajem parawanu dla typowo polskiego kompleksu niższości-wyższości? Jestem gorszy i lepszy naraz, nie tyle ukażę się, co wam pokażę? Czy gdyby "złota grupa" wykonała jakiś trwały gest w mieście Bruksela, zainterweniowałą poztywnie w miejski pejzaż - znaczenie jej obecności, jej chęci dawania, nie było by mocniejsze? Jeden z dziennikarzy Le Soir powiedział mi, że w jego opinii Polacy zamiast się naprawdę rządzić robią jak zwykle show. Czy w świetle polskiej sceny politycznej, tak bardzo przechylonej na prawo, wobec upadku myślenia obywatelskiego, organizacji publicznej debaty wokół defensywnych, nacjonalistycznych wartości symbolicznie reprezentowanych przez Muzeum Powstania Warszawskiego czy Instytut Pamięci Narodowej (owo ciągłe rozpamiętywanie krzywd, nigdy prawdziwej konfrontacji własnej odpowiedzialności), Althamer dał się zmanipulować? W moim przekonaniu podjął próbę innej inwestycji w dyskurs polskiej tożsamości. Chciałabym, aby mu się ona udała...           

22:00, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 czerwca 2009
Fantazja Abla Auera

  Ponadto winna jestem dwie marcowe zaległości, związane z pobytem w Londynie. Pierwsza to wystawa Abla Auera, malarza, mieszkającego w Brukseli, pochodzącego z Niemiec, a druga to Hussein Chalayan w Design Museum, ale o tym za chwilę.

Abel Auer, Untitled, 2008

Abel Auer, reprezentowany w Londynie przez galerię Corvi Moira, ma zadziwiającą wyobraźnię. Widać tu wpływy niemieckiego romantyzmu, a szczególnie baśni braci Grimm. Z dzieciństwa czyni on temat doniosły i groźny dla dorosłych, przesuwa kategorie dojrzałości, bawi i straszy. Gotycyzm wrażliwości tego malarza zadziwia. Z jednej strony czujemy, że żartuje z nas i drwi, ale z drugiej...

 

 Abel Auer, Mr Miller's Animal, 2009

Abel Auer, The Emperor's Old Clothes, 2009

 

Pisząc kiedyś o Ablu, aby go "przysposobić" do "dorosłego" odbioru, posłużyłam się kategorią queer - nie znalazłam nic bardziej wywrotowego, a zarazem odwołującego się do naiwności, wiary w rodzaj idealizmu. Bunt i idealizm to przeciez podskórne podłoże gotyckich baśni.

 

Ja na londyńskiej wystawie przy pracy The Third Door, 2008

 Abel Auer, The Swan, 2009

 

Abel Auer, Untitled, 2008

Abel Auer (z kwiatami we włosach i Dagobertem)

23:01, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
Iggy Pop śpiewa Houellebecqa

  Na otarcie łez po ostatnim komunikacie proponuję francuski news - Iggy Pop zadebiutował we francuskiej telewizji śpiewając w duecie z ...Michelem Houellebecqiem. Piosenkarz zainspirował swój ostatni album "Preliminaires" powieścią pisarza "Możliwość wyspy". Ostatnio obaj stali się doborowymi kompanami.  Pop przyznaje, że zwrócił uwagę na książkę, czytając prasowe recenzje, a zwłaszcza jedna utkwiła mu w głowie - jej autorka skarżyła się, że Houellebecq zaproponował jej seks podczas wywiadu... No cóż! nie ma to jak męski kryzys wieku średniego... 

 

 

www.iggypoppreliminaires.com

22:16, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
RZADZIEJ....

 Jak zapewne zauważyli czytelnicy od pewnego czasu wpisy pojawiają się rzadziej. Niestety z powodów osobistych, intymno-zdrowotnych i egzystencjalnych tendencja ta może się utrzymywać do odwołania, za co przepraszam, tych, którzy pragnęliby więcej. Miejmy nadzieję, że jeszcze się odkujemy!!!!!!!!!!!!!!:)

21:59, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 maja 2009
Slavs and Tatars

   Slavs and Tatars to kolektyw kilku artystów (o geograficznej siedzibie między Londynem, Paryżem, Brukselą, Warszawą, Moskwą i Teheranem), których zainteresowania i obsesje lokują się gdzieś w obszarze usytuowanym na zachód od dawnego muru berlińskiego i na wschód od wielkiego muru chińskiego... W jego skład wchodzi Kasia Korczak, Payam Scharifi, Boy Vereecken i Victoria Camblin. Obecnie w podbrukselskiej miejscowości Aalst odbywa się ich wystawa Kidnapping the Mountains.

Slavs and Tatars, widok wystawy w Aalst

 

Slavs and Tatars, widok wystawy w Aalst

 

Slavs and Tatars, widok wystawy w Aalst

W swej niedawno wydanej książce Niesamowita Słowiańszczyzna, Maria Janion próbowała udowodnić, że podczas Transformacji w swoistym wysiłku konstruowania nowej tożsamości, Polacy, nie identyfikujący się do końca z Zachodem, ani tym bardziej ze Wschodem, mają możliwość fantazmatycznego odwołania się do swej słowiańskiej odrębności. Oznacza ona specyficzne symboliczne uplasowanie wobec świata, związane z bliższą i bardziej zamierzchłą przeszłością oraz cywilizacyjnymi wyborami. Przy ogólnej  globalizacji tłumaczy to wiele z łatwości zachodzenia pewnych procesów i oporności w przebiegu innych. I choć tezę o "niesamowitości Słowiańszczyzny" można by na wiele sposób dyskutowac jeszcze i analizować, jedno jest pewne - wartością jest samo kwestionowanie własnej odrębnej identyfikacji i jej rewindykowanie.

      

 I właśnie ta teza jest fundamentem działania Slavs and Tatars. W swych pracach, mających wiele wspólnego z rodzajem koneptualnego designe'u, kolektyw zderza ze sobą różne geograficzne style myślenia, zachowania językowe i rozmaite obyczaje.   

Slavs and Tatars, Resist Resisting God

Tytuł wystawy Kidnapping the Mountains odnosi się do samej idei "porwania", która w rozmaitych kulturach rozmaicie funkcjonowała. Afisz Kidnap over-here, marry over there egzaminuje orientalny obyczaj porwania ukochanej podyktowany przez zasady romantycznej miłości, przeciwstawiającej się interesom rodziny niezgodnym z wolą obojga kochanków. Zresztą ten model miłości znakomicie w romantyzmie, także polskim, się przyjął - wystarczy wspomnieć utrwalające takie porwania obrazy Juliusza Kossaka. Jednak w wypadku Slavs and Tatars "porwanie" to także porwanie znaczenia - przywłaszczenie sobie miejsca, by ze środka kultury zachodniej mówić o geograficznie z niej wypartej (obcej)symbolice. Przesuwając granice mapy - przesuwamy horyzonty naszej wyobraźni, relatywizujemy i wzbogacamy znaczenia. Przesuwając granice mapy - nie tylko symbolicznie pokonujemy góry, stanowiące zwykle nieprzebyte, naturalne granice, ale także "przenosimy góry" znaczenia... Porywamy góry znaczenia... Skupienie na desginie i języku pokazuje doniosłość tych symbolicznych operacji.    

Slavs and Tatars, jedna z prac na wystawie w Aalst

Slavs and Tatars, jedna z prac na wystawie w Aalst

Poza oczywistą atrakcyjnością konceptu Slavs and Tatars pojawia się jeszcze jedna rzecz. Trafia on w samo sedno polkso-słowiańskich fascynacji orientem czyli najważniejszej obsesji polskiej szlachty od XVIII wieku - obsesji Sarmacją. Choć nie stało się to jeszcze bezpośrednim odniesieniem żadnej z prac kolektywu (na co niecierpliwie czekamy!!!!), warto podkreślić, że upór z jakim polska noblesse koniecznie upatrywała świadectwa początku swej świetności z dala od Zachodu, kultywując orientalny strój i styl w dekoracjach pozostaje bardzo insprujący. Zwłaszcza dzisiaj - w dobie, gdy "niesamowitość Słowiańszczyzny" wzywa!!!   

Kasia Korczak

Payam Scharifi wraz z ojcem na otwarciu wystawy

 przed budynkiem muzeum w Aalst w dniu wernisażu

W letnim wydaniu kultowego berlińskiego pisma 032c, które własnie się pojawi, Slavs and Tatars prezentują fragment swego nowego projektu poświęconego latom 1979 (fundamentalistycwnej rewolucji w Teheranie) i 1989 (upadku berlińskiego muru i początku Transformacji).

Kidnapping the Mountains, Slavs and Tatars, Center for Contemporary Art, Aalst, Belgium, 26.04-13.06.2009 (wystawa będzie zaprezentowana w 032c Museum Store w Berlinie, 11.09-29.10.2009)

http://www.slavsandtatars.com/allprojects.php

01:52, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 kwietnia 2009
FR - femme Rykiel albo feministka rewolucyjna!...

   W Paryżu zakończyła się właśnie retrospektywa z okazji jubileuszu 40-lecia pracy twórczej Sonii Rykiel, trwająca od listopada. "Kobieta-skarpeta" - tak prasa określała nigdyś rewolucyjność Rykiel, polegającą na wyborze miękkich tkanin - dżersejów i trykotów w rysowaniu kobiecej sylwetki. Ta moda miała być wygodna, miała służyć kobietom, upodamiatawiać je a nie fetyszyzować.

 dzinina to bez wątpienia największe królestwo Rykiel - "stworzyła" ona sweter tak, jak Vivienne Westwood t-shirt

 

 wzory i druki, oraz przyleganie do ciała - to nawjażniejsze jej pomysły

Sonię Rykiel wiele łączy z feminizmem - do dziś przyjaźni z Hélène Cixous, prawdziwą królową francuskiego Feminizmu II Fali, która chętnie pokazuje się w kreacjach Rykiel, jak i zaprasza ją na konferencje naukowe. Na wystawie pokazywany jest też film o kreatorce, z którego zapożyczyłam tytuł wpisu, zrobiony przez Antoinette Fouque - inna legendę francuskiego feminizmu, założycielkę wydawnictwa Les Femmes i posłanke do Parlamentu Europejskiego. Rykiel wiele łączy z historią ruchów obywatelskich XX wieku. Po pierwszych triumfach w butiku męża na perferiach Paryża, gdzie zasłynęła projektem obszernej sukni dla kobiety ciężarnej, którą wkrótce nosiły wszystkie Paryżanki, bez względu na stan błogosławiony, otworzyłą swój pierwszy butik na Saint Germain de Pres. Stało się to w maju w 1968 roku w przedzień studenckiej rewolucji, więc następnego dnia rano nie mogła przedostać się do pracy uniesiona tutmltem wydarzeń (Saint Germain de Pres sąsiaduje z paryską Sorboną).

opływowe miekkie kroje i ...beret, nieodzowny paryski beret, który także "swtorzyła" Rykiel

jako pierwsza projektowała także oddzielną odzież sportową dla kobiet

Wybór, by ulokowac swój butik na lewym brzegu Paryża też był wielce znaczący. Lewy brzeg to tradycyjnie bardziej intelektualna i artystyczna część miasta w odróżnieniu od burżuazyjnego brzegu prawego. Rykiel zawsze podkreślała, że jest kreatorką mody i intelektualistką - napisała kilkanaście powieści, na witrynach swoich butików zawsze umieszczała głośne w danej chwili książki, w swych projektach modowych często pracowała ze słowami, które wkomponowywały się w ubranie.

dzianina od stóp do głów nigdy nie ubierała lepiej - jesli ktoś nie wierzy wystarczy spojrzeć

 Rykiel to także classy chic spod znaku fru fru, piór i koronek

Jest kilka rzeczy, które moda światowa zawdzięcza Sonii Rykiel. Na pierwszym miejscu będzie to odzyskanie trykotu. Tak jak Vivienne Westwwod wprowadziła T-Shirt na salony mody, tak Rykiel zawdzięczamy sweter. Dopasowany, kolorowy, ozdobiony aplikacjami, nadrukami w postaci słów, w paski, z nowatroskim dekoltem lub bez - wszystko to nie istniało przed nią. Podobnie ona pierwsza połączyła modę i sport. Prymat wygody w elegancji dla kobiet sprawił, że jej sukienki określano mianem "sukienek dla mężczyzn" ze względu na ich prostotę i łatwość noszenia. Brała modę pod włos - pierwsza wprowadziła widzialne szwy na zewnątrz, ubrania noszone "na lewą stronę", rozmiar oversize. Rykiel utrwaliła także sławę czerni jako koloru-fetyszu mody.

Projekt Martina Margieli na jubileuszowy pokaz Sonii Rykiel (pisałąm o tym tutaj)

 a oto Jean Paul Gaultier i jego wizja Rykiej

      W 1971 roku zorganizowała pokaz mody, w którym spod obszernej sukni widzom ukazało się nagie ciało znanej wtedy aktorki. Nie była to prowokacja, ale oświadczenie. Moda nie jest protezą, ale ma być przedłużeniem naturalności i wygody. Nie jest zamiast, ale uzupełnia coś, co jest już dane.  Uzuepłenia i uszczęśliwia. Rykiel zawsze wprowadzała do swego przekazu dodatkową osobistą nutę afirmacji kobiet, osobistego zaanagażowania w ich dobre samopoczucie. Jej pokazy długo organizowane w macierzystym butku miały charakter domowych defilad, sponatnicznych i pełnych rodzinnego wdzięku. Od lat 80-tych zaczęła je organizować jej córka Nathalie - zawsze w myśl podobnej idei nieskończonej zabawy i podobnego scenariusza. Najpierw jedna modelka wyłania się z ciemności w jakimś dowcipnym ujęciu czy scenerii, a za nią reflektor wydobywa cała grupę roześmianych i szczęśliwych, kroczących beztrosko kobiet, doskonale spełnionych w sowim towarzystwie. Uderza ich witalnośc, ruchliwość i szczęśliwość, ich powtarzalna niepowatrzalność. Ta kobieta jest podmiotem, bawi się i śmieje, najbardziej naturalna, niczego nie udaje i pragnie.   

Sonia i Nathalie Rykiel na zakończenie pokazu wiosna/lato 2008

 

Sonia Rykiel: Exhibition, Musée de la Mode et du Textile, Paris, 11.08-04.09

20:16, agata_araszkiewicz
Link Komentarze (1) »
środa, 01 kwietnia 2009
Rebecca Warren: the female grotesque

   Przedostatni weekend w Londynie to przede wszystkim wystawa Rebeki Warren w Serpentine Gallery. Artystka urodzona w 1965 roku, była nominowana do Nagrody Turnera dwa lata temu, a to jej pierwszy solo show. Mówi się o niej, że penetruje męskie terytorium sposobów patrzenia na ciało i seksualność, igrając z rodzajem tradycyjnego wszechobecnego męskiego spojrzenia (male gaze). Jej prace finzeyjne i oporne naraz, posługują się też duża dawką ironii i groteski, penetrują świat relacji intymnych: rodzinnych i erutycznych.

Rebecca Warren, Helmut Crumb, 1996

 

Pierwszą pracą, która przyniosła jej rozgłos w tej dziedzinie, jest rzeźba Helmut Crumb, zwana czasami przez artystkę "cunt on legs"... Stanowi ona nawiązanie do fotografii Helmuta Newtona i komiksów Roberta Crumba. "Przedrzeźnia" pewne sposoby widzenia kobiecego ciała, ironizuje z samej siebie i może z pewnego rodzaju kobiecego masochizmu. Mamy też swoiste pomieszanie między sytuacją obcowania z treściami kulturowymi a sytuacją obcowania intymnego, by tak rzec. Ta bliskość i nieuchwytność, rozmazanie i gubienie tropów, ale kanalizowanie przekazu jest bardzo właściwa pracom Warren. "Pussy Power" jest górą! 

Rebecca Warren, We are dead I-VIII, 2008

Rebecca Warren, Perturbation, my Sister, 2008, instalacja

Powyższa praca to jedyna jaką udało mi się sfotografować (dedykują ją mojej siostrze!...), gdyż w Serpentine jak się okazało jest to zabronione nawet dla prasy... Żałuję więc, że nie mogę tu przywołać instalacji z serii: Hasbund... Penetrowanie relacji intymnych i rodzinnych, a także tych, które z intymnych stają się rodzinne to stałe tworzywo świata artystki.

 

Rebecca Warren, The Other Brother, 2008

Rebecca Warren, widok wystawy w Serpentine, od lewej: Vertical Composition, 2009, Bernice Palais de de la la louloulou de la, 1998-2008, A Culture, 2008, Noir, comme mon âme, 2007

Rebecca Warren, The Mechanic, 2000 i Cube, 2006

Instalacje Warren posługują się techniką zbieractwa ulotnych ornamentów codziennej banalności. Znajduje się tu umieszczone w witrynie to, co możemy sobie wyobrażać, że zostaje na podłodze po złożeniu mebla, wytrzepaniu zakurzonej narzuty, zebraniu rozsypanego brudnego prania. Montaż i demontaż stałych układów społecznych przebiega według określonych scenariuszy - ścinki i odpadki rzekomo do nich nie należą. U Warren są centarlnym motywem opowieści.

Rebecca Warren, 2001, 2002, 2003, 2004 or 2005, 2006

Warren bywa także Pom-Pom Girl - mały biały zakurzony pomponik często powraca w tych instalacjach. Kobieca sygnatura niesubordynacji i humoru? dziecinności i wesołości? Chodzenie w poprzek obyczajów, jakaś doza szczerości i cierpienia, skłonność do wątpliwości, intymność, ale także odrobina dystansu powodują, że atmosfera tych prac przypomina mi atmosferę dzieł Louise Bourgeois. No może jest tu dużo więcej ironii... 

podpis z pomponem do jednej z prac, której nie udało mi się sfotografować...

Hans Ulrich Obrist zachwala u Warren to, że jest ona jednym z tych artystów, którzy zrozumieli, że powolne osiągnaie szczytów sprzyja artystycznej długowieczności...:))) 

Rabecca Warren w swojej pracownii (z mojego osobistego doświadczenia wynika, że artystka ma na sobie sweter Sonii Rykiel, co prowadzi nas płynnie do następnego postu...)

Rebecca Warren, Serpentine Gallery, 10.03-19.04.09, Londyn

www.serpentinegallery.org

ostatnie zdjęcie: brtish Vogue, April 2009

18:32, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 31 marca 2009
Warszawska odyseja

   Warszawska odyseja, a na dodatek lutowa, ale tych parę klatek pamięci zdecydowanie muszę tu zamieścić!...:)

 

Obraz z Paris i Dagobertem W dniu imienin (!!!), który dostałam na imieniny od Eda Dwurnika i Eli Łebkowskiej... Najcudowniejszy prezent! Tak, tak, tak zaczyna się ta odyseja...

wystawa szewca na ulicy Hożej - widziane w nocy z Oskarem Dawickim (to jego ulubiony szewc!)

kontrola ostrości - barek w Saturatorze... Butelki tym razem to temat przewodni...

i znowu motyw psa....w klubie Capitol...

Edo i Pola Dwurni

Sarmen Beglarian i...

...Kasia Burza w Saturatorze... 

na Pornowalentynkach i koncercie grupy z Wielkiej Brytanii Le Couteau Jaune...

na pewno Porno i na pewno Walentynki na pewno w Satu...

Shaun Bass z Le Couteau Jaune i Sarmen Begalrian dzień wcześniej w Tomba Tomba...

Le Couteau Jaune czyli Żółty Nóż... 

pomarańczowy sms....

czerwony mikrofon...

a oto decydujący moment - anty-parapetówa w moim starym warszawskim mieszkaniu, które już nie jest moje... akcja opróżniania barka, a na jej czele najlepsza na rynku firma w tym się spcejalizująca... - na zdjęciu Łukasz Gorczyca

warsztat menadżera akcji opróżniania...

częściowo Oskar Dawicki, ja oraz Ana Janevski (oj, coś smutno...)

Le Couteau Jaune z Łukaszem...

Sarmen Beglarian i Magda Araszkiewicz

Ana Janevski, Frederico Rossa i Adam Adach

Oskar Dawicki, Agnieszka Kurant i Joanna Warsza...

Paulina Reiter i Wojtek Pustoła

Haiki

i Negro

Mikołaj Starowieyski i Marcin Brzózka

Shaun Bass i Aneta Starowieyska

Ania Baumgart ze znajomym

Joanna Turowicz i Tomek Plata

Magda, Marcin Mazurkiewicz i Sarmen

Le Couteau Jaune i Marek Flis

Shaun Bass i ja

moje oko i Shaun...:)

wizutujący artyści z Zielonej Góry - na pierwszym planie Stefan Hańckowiak

odyseja antyparapetowa zamienia się w nocną - Mikołaj Starowieyski oraz Festiwal jego Toreb... i Ania Ciabach

w nocy przed Planem B: Ania Baumgart, artysta z Zielonej Góry, Ania Ciabach, Mikołaj, Le Couteau Jaune, ja, Shaun Bass i Oskar Dawicki ( w Kronice Towarzyskiej Obiegu wszyscy urośliśmy do rangi "artystów z Zielonej Góry", którzy nawiedzili właśnie miasto...patrz tutaj)

wejście do Planu B

ostatni polski kadr...

dziękuję za zdjęcia Stefanowi Hańckowiakowi (z Zielonej Góry...:)...)

16:11, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 37