RSS
sobota, 28 października 2006
Fiac Luxe! i Espace Louis Vuitton

Nie tylko pawilon Fiac Luxe! wymaga oddzielnego omówienia, ale jak głoszą fiacowe plotki Suzanne Paget, dotychczasowa dyrektor Musée d'Art Moderne de la Ville de Paris, jedna z filarów (stelli!...) paryskiego świata sztuki została prezeską fundacji sztuki Louis Vuitton, sic!

    

 

 Vanessa Beecroft, Logo Louis Vuitton, 2005

Luksus i sztuka! Ten temat stał się także jednym z gości tegorocznego FIAC-u, a to dzięki Komitetowi Colberta - istniejącemu od lat 50-tych zrzeszeniu luksusowych marek, które za swoje credo wzięło maksymę słynnego ministra Ludwika XIV-ego: "tworzyć, upiększać i oczarowywać". Komitet Colberta patronował przestrzeni "Fiac luxe!" stworzonej przez modny duet "wirtualnych wirtuozów" Electronic Shadow i udostępnionej do zwiedzania w pawilonie w Luwrze, gdzie zwykle odbywają się pokazy podczas Tygodnia Mody, przestrzeni, która miała przypominać "Ogród idei". Cel, jaki przyświecał temu pomysłowi nie mógł być jaśniejszy: zamienić idyllę coraz częstszych współczesnych związków między sztuką a luksusem w oczywistą unię.

Oba światy przenikają się w sposób oczywisty. Domy mody zabiegają o artystów, którzy mogli by z nimi współpracować, moda staje się tematem sztuki. Jedno z najoczywistszych dzisiaj połączen (pisałam o tym sporo w blogu!) stworzył Jurgen Teller, który do sfotografowania ciuchów Marca Jacobsa (pracującego też dla Louis Vuitton) zaprosił Cindy Sherman. Seria powstałych w ten sposób obrazów weszła do wielu kolekcji na podwójnej zasadzie. Inne to np. znana szwajcarska artystka Sylvie Fleury, która od lat 90-tych po prostu zaczęła "portretować" w rzeźbach znane torby kultowych marek Chanel, Gucci, Kenzo. W 2006 roku Marc Jacobs na podstawie jej dzieła stworzył kolejną wersję torby Keepall (najbardziej znanego klasyka marki, popularnego w pewnych kręgach także w Polsce). O wystawie "Ikony" poświęconej pracy artystów na temat torebek-ikon współczesnego społeczenstwa w Espace Louis Vuitton jeszcze napiszę.

Sylvie Fleury, Kelly Bag, 1998, brąz patynowany i chromowany, 32 x 33 x 13 cm (Torebka Kelly marki Hermes zawdzięcza swoją nazwę Grace Kelly, która ją sobie upodobała. Istnieje jeszcze inna "kultowa" torba tej marki Birkin na cześć Jane Birkin - znalazłam kiedyś w tłumaczeniu na polski jednej z amerykanskich powieści współczesnych ciekawy błąd - tłumacz podawał, że bohaterka miała przy sobie torbę od...Hermesa Birkina...Otóż chodziło roczaj o model Birkin od Hermesa, zbitka angielska pewnie była zbyt trudna do tego "modowego" rozszyfrowania...)

Podczas gdy muzea organizują wystawy projektantów mody, świat luksusu pragnie zbliżyć się do sztuki, nie tylko wspierając artystów czy wystawy, ale stając się prawdziwym aktorem w świecie sztuki. Dom mody Hermes ma swoje galerie, Francois Pinualt pieniądze zarobione na modzie (Gucci) lokuje w sztukę. Nie wspominając o nowo otwartej przestrzeni wystawienniczej Louis Vuitton, która to marka 2 października ogłosiła inaugarcję nowej fundacji sztuki, na której czele stanęła Suzanne Paget i której otwarcie przewidywane jest na 2010 rok (złośliwi już mówią o "konkurencji pana Arnaulta z panem Pinault" - na czele grupy Louis Vuitton stoi Bernard Arnault).

Bernard Arnault i Marc Jacobs na wernisażu wystawy "Ikony" (zdjęcie pochodzi z "Figaro", 16.09.2006)

"Zaślubiny między modą a sztuką, luksusem i współczesną kreacją są na dobre skonsumowane" - stwierdza magazyn Beaux-Arts (numer poświęcony FIAC-owi, listopad 2006) - "Mimo wszystkich przeciwienstw, podobienstwa się przyciągają!".

Claude Closky, Gucci/Prada, 1998, kolaż, 51 x 70 cm

Pisałam już o współczesnych butikach mody, które w Azji zamieniają się we współczesne muzea. To "Chanel" zaczęła ten artystyczny wyścig (pisałam o tym w lutym). Podobno aleja Omotesando w Tokyo zamieniła się w żywe muzeum. Jak mówil kiedyś Warhol: "Muzea zamienią się w butiki, a butiki w muzea". Dziś Luwr czy Ermitaż okupują tłumy, a butki mody pokazują ekskluzywne wystawy i same zamieniają się w dzieła sztuki i architektury (po etapie, kiedy były nimi nowoczesne muzea budowane w latach 90-tych). Przykłady to sklep Prady zaprojektowany przez Rema Koolhaasa w Soho w Nowym Jorku, sklep Hermesa przez Renzo Piano w Tokyo, butik Commes des Garcons autorstwa Future Systems w Nowym Jorku czy hotele stworzone przez Philipa Starcka dla Iana Schraegera w Nowym Jorku, San Francisco i Los Angeles.

Sasnal na reklamie Marca Jacobsa? Nawet jako konceptualny żart pozostaje najświeższą tendencją."Trzeba skonczyć z ideą, że luksus jest piękną rzeczą, ale nieco nudną i przestarzałą, zarezerwowaną dla starszych pokolen lub snobistycznym gestem na pokaz, by pokazać na co mnie stać." - mówi Francoise Montenay, prezeska "Chanel" - "Dla mnie to nie jest luksus i chciałabym, aby młode pokolenia to rozumiały. Luksus to sztuka rozumienia i doceniania rzeczy pięknych, które powinny zaskakiwać. Jestem aktywistką współczesnego luksusu, który nie przestaje się ciągle tworzyć." Według magazynu Beaux Arts luksus i sztuka należą do tego samego świata, mówią podobnym językiem i posługują się podobnymi wartościami właściwymi polu kreacji. Limitowana seria, unikatowy egzemplarz, precyzja wykonania,  dokładność formalna, przynależność do danej szkoły i tego, co nazywamy dziedzictwem kulturowym. Rzemiosło podniesione do rangi sztuki przez witruozerię i dbałość, ogrom czasu i troski poświęconej przedmiotom, które współtworzą horyzont kulturowy także przez swój intelektualny wymiar. Niemożliwe bez historii, bez świadomości, bez przechowywania tradycji. Bez konceptu, techniki, kreatywności i wyjątkowego skupienia. Luksus jest przede wszystkim twórczy... 

Widelco-szklanka, projekt młodego twórcy Benedicte'a de Lescure'a dla marki Taillevent

Te wszystkie cechy powodują, że można zestawić świat luksusu i jego rzemiosło ze sztuką przez wielkie S, a także z modą, sztuką stołu, wina i gastronomii - ten typowo francuski, co Francuzi podkreślają z dumą, punkt widzenia ptaronował tegorocznemu całokształtowi FIAC-u.

Przyznam, że z trudem przyszło by mi nie podzielać tego stanowiska. Dzięki Francuzom nauczyłam się dostrzegać sztukę wszędzie tam, gdzie dotąd jej nie widziałam, zbliżyć się do tego, co nie było mi znane i co oni nazywają "sztuką życia"... (Przypominam sobie moich francuskich znajomych, którzy raz z niechęcią wybierali się do Berlina: "Wiesz, oni nie umieją żyć...". Zdjęła mnie zgroza. Dziś przyznaję ze śmiechem, że chyba wiem o co im chodziło...oczywiście niczego Berlinowi i krajom postkomunistycznym nie ujmując...).

Czy można powiedzieć, że artyści jak Fleury i Alain Ducasse (francuski mistrz gastronomi) i Kral Lagerfeld prowadzą podobną walkę?...

Portmonetka, projekt Kataliny Rozsa dla Christiana Diora

Luksus rymuje się z elegancją i rezerwą, może być klasyczny i przesadny, widzialny i niewidzialny (jak pewne maniery czy sposób obsługi...)...Podobnie jak sztuka posługuje się takimi krytariami jak wyjątkowość i ekskluzywność, selektywna dostępność, fakt bycia zrozumiałym i nie...To także to, co podnosi ich "cenę"...Przyjemność i gust doceniania obiektów i rzeczy...Jeśli sztuka jest tym, co czyni życie bardziej interesującym, niż sztuka, luksus jest także sprawą przyjemności i pragnienia...Przedmioty luksusowe są tym, o czym się marzy...Marka to nie tylko ciuch czy przedmiot, to także styl życia i jego jakość. Luksus i sztuka w podobny sposób nawet mogą zwracać się czegoś, co duchowe i konceptualne lub intelektualne, wysubtelniają codzienność. Można bez nich żyć, ale z nimi żyje się lepiej. Luksus stawia sobie za cel umieszczenie sztuki tworzenia w centrum codziennego życia. "Fiac luxe!" czyli jak luksus żyje na codzien jako sztuka stosowana.

Światło na ręce z Chanel, projekt Patrice'a Renaudota

Tym sposobem tegorocznej edycji francuskich targów sztuki towarzyszyły różne wycieczki i pokazy: po atelier Diora czy Hermesa, po designerskich obiektach w hotelach Bristol czy Ritz, nie omijając degustacji w słynnych restauracjach designerskich koktajlów i potraw...

L'alco-mist, koktajl w sprayu jako przykład "food-designu" Mathildy Verriere dla baru w hotelu Plaza Athene, płatki lodu do degustacji na języku spryskane odrobiną alkoholu

Ja wybrałam wizytę na wystawie "Ikony" w Espace Luois Vuitton, gdzie dziewięciu klasykom z kolekcji torebek produkowanych od początku wieku odpowiadało dziewięć realizacji artystycznych...Trudno zaprzeczyć, żeby owe ikony naprawdę nie tworzyły pejzażu paryskiej ulicy...Tym bardziej ciekawe zoabczyć na jakiej zasadzie stają się elementem wyobraźni artystów i wchodzą do historii sztuki (czy historii kultury materialnej, ikonograficznej i socjalnej). W koncu jesteśmy wolni w wyborze naszego pola twórczości czy wrażliwości. Dlaczego nie luksus z jego artystycznym rytaułem - po prostu?...

Sylvie Fleury na wernisażu wystawy "Ikony", w tle jej praca Keepall z brązu, która natchnęła Jacobsa do odświeżenia torby stworzonej pierwotnie w 1930 roku i swtorzenia jej nowej "lustrznej" wersji , którą na zdjęciu artystka trzyma w ręku (zdjęcie pochodzi z "Figaro", 16.09.2006)

 

fragmenty nadal "lustrzanej" instalacji pokazującej projekty Jacobsa wraz z filmem o nim (sfotografowane przez mnie...)

Andree Putman rewizytuje torbę Steamer Bag (1901) (projekt i zdjęcie z wystawy)

 

James Turrell i jego wersja podróżnej garderoby Wardrobe (produkowanej od 1857 roku) 

Tim White-Sobieski, instalacja odnosząca się do torebki Alma (stworzonej w 1934 roku)

04:47, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
Fiac i ceny

Jak targi to i ceny! Dzięki blogowi kolekcjonerów, który od niedawna działa przy "Obiegu" możemy wreszcie przyjrzeć się bliżej mechanizmom kształtowania się cen i funkcjonowania rynku sztuki. Nawet jesli francuska prasa nie przestaje powtarzac, ze mimo wszystko  prawdziwy rynek sztuki jest tylko w Nowym Jorku, paryskie targi są do tego także pewną okazją. Magazine "Beaux-Arts" proponuje ankietę przeprowadzoną pośród galerzystów na temat sposobu kształtowania się cen dzieł sztuki - żadna jednoznaczna regula lub recepta jednak z tego sie nie wylania. Jak zawsze w przypadku rynku - można nim sterować lecz jak wyjdzie nie wiadomo (jednym z ciekawych przypadków są prace Takashi'ego Murakamiego, które z 30 000 dolarów w 2002 roku wzrosły do 200 000 w 2005 roku, by powrócić w 2006 do 40 000). Tymczasem sam magazyn "Beaux-Arts" (listopad, 2006) proponuje własny przewodnik po cenach na paryskich targach.

Od 100 euro:

  

(Nieskonczone poszukiwanie perfekcji Jonathana Monka, 2006, seria limitowana)

do 1 250 000 euro za:

Jean-Michel Basquiat, bez tytułu (Autoprotret jako król), 1981.

Pomiędzy nimi znajdują się na przykład:

Crazy kuku Sylvaina Ciavaldiniego (2006) za 4 500 euro

Instalacja But You Get Up Again Pascala Birchera (2006) za 8 000 euro

"Stolik" bez tytułu Vincenta Beaurina (2006) za 7500 euro

Man Ray, Skrzypce Ingresa (1924) za 150 000 euro

Flea Market Lady Duanea Hansona, egzemplarz  nr 3 z serii 4 sztuk, (1991) za 380 000 euro

 

Christo, Packed Supermarket Cart, (1963) za 520 000 euro

04:15, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 października 2006
Raster na FIAC-u

 Otwarcie 33 edycji najważniejszych francuskich międzynarodowych targów sztuki FIAC (26 - 30 październik) należy już do historii. Po kilku wstępnych ceremoniach wernisażowych dla publiczności bardziej i mniej ekskluzywnej oraz dla zwykłej targi już się rozpoczęły ( ja się załapałam do tej drugiej kategorii...). 168 galerii z całego świata, więcej niż połowa nie francuskich prezentuje swoich artystów w dwóch przestrzeniach - Pałacu Grand Palais przy Polach Elizejskich (to ta część bardziej prestiżowa i klasyczna) i w pawilonie na Kwadratowym Dziedzińcu Luwru (w którym zwykle odbywają się pokazy mody podczas Tygodnia Mody), w którym skupiły się młode galerie, prezentujące najważniejsze tendencje na młodej mapie światowej sztuki lub nowy trendy w designie i jego historię.

 

Tak, po raz pierwszy pokazywane są obiekty sztuki używanej - meble, krzesła, szklanki i inne przedmioty codziennego użytku, podkreślając tendencje, o której już także pisałam. Sztuka stosowana coraz częściej wkracza w obszar wielkiej sztuki - najlepsze projekty kupowane są do wielkich kolekcji, a ich twórcy stają się rozchwytywanymi artystami.

Dodatkowo francuska edycja targów sztuki podkreślą swą specjalność w po raz pierwszy specjalnie skonstruowanym mikro-pawilonie poświęconym kreacji przedmiotów luksusowych. Część FIAC-Lux, podejmująca grę słowną z powiedzeniem "Fiat lux!" - "Niech się stanie światło!" - pokazuje wybrane dzieła z palety oferowanej przez luksusowe domy mody, powstałe przy współpracy artystów-designerów z drobiazgowo dopracowanymi technikami produkcji, czyli tzw. savoir-faire oferowanym przez daną markę luksusową przy użyciu materiałów najwyższej światowej jakości. Ten fenomen kultury materialnej wydaje się oczkiem w głowie Francuzów, a na pewno głównego komisarza targów Martina Bethenoda, współpracującego z w tej materii z Florence Montenay (prezeską marki Chanel i Comité Colbert) i Elisabeth Ponsolle des Portes (przedstawicielką Comité Colbert, głównego organizatora konkursów dla młodych designerów).

Dodatkowo Luwr i Grand Palais łączy specjalnie utworzona aleja rzeźb prowadząca przez Ogrody Tuilleries od jednego budynku do drugiego. Mamy też kilka pokazów off-owych, jak to na szanujących się targach wypada.

 

Tony Craig, I'm alive, 2006

Zwiedzałam w ekskluzywnym tłumie w dniu przedwernisażowym targi wczoraj w towarzystwie Olgi Stanisławskiej i była to przygoda bardzo barwna, niezwykle inspirująca intelektualnie, ale też estetycznie i socjalnie. Robi wrażenie ilość niezwykłej klasy dzieł często wielkich artystów wystawiona po prostu na sprzedaż. Jednak nasze zdolności interpretacyjno-hermeneutyczne musiały ustąpić pola pytaniu: czy "szukanie sensu" jest najlepszym kluczem do zwiedzania targów sztuki, nawet przy założeniu, że poszczególne galerie starają się nadać jakąś całość kolekcji prezentowanych artystów. Zwłaszcza, że targi to przede wszystkim wydarzenie biznesowo-socjetowe, choć trzeba przyznać, że proponowane przez nie spojrzenie "z wnętrza" rynku jest nie mniej warte uwagi.

Po raz pierwszy znalazły się tutaj takie galerie jak Barbary Gladstone z Nowego Jorku, Jablonka z Kolonii czy Sadie Coles z Londynu, a także, co z polskiej perspektywy najważniejsze, warszawski Raster, wymieniany nawet w oddzielnym omówieniu przez wpływowy magazyn "Beaux-Arts".

Fragmenty instalacji Sarah Lucas w przestrzeni galerii Sadie Coles w Grand Palais

Po opuszczeniu Grand Palais, w którym w najbardziej prestiżowej jego partii królowały kostiumy Chanel i torebki od Prady (na galerzystach i publiczności) udałyśmy się więc do bardziej młodzieżowej części w Luwrze, gdzie panowała raczej elegancja spod znaku "city-jungle".

Stanowisko Rastra zaliczyło jeden sukces. Główna praca ekspozycji duetu Budny-Rogalski zatytułowana "Projekcja" znalazła już nabywcę - jest nim FNAC (skrót ten wbrew pozorom nie oznacza sieci sklepów będących francuskim odpowiednikiem Empiku :), lecz narodową fundację sztuki współczesnej Fonds National d'Art Contemporain, posiadającą największą kolekcję sztuki we Francji zbudowaną w ciągu ostatnich 200 lat przez państwo francuskie). Oprócz tego dwa obiekty Budnego (też cieszące się zainteresowaniem), prace Jana Smagi i obraz Maciejowskiego ("Góral", 2006).

Michał Budny, Zbigniew Rogalski, Projekcja, 2006

Skromnie, ale z polotem, a zważywszy, że w tym roku ostrzejsza selekcja przy przyjmowaniu na targi i pomniejszone stanowiska z uwagi na względy bezpieczeństwa. Humor, miejscami może trochę wisielczy (Michał Kaczyński desperacko skupiony na piciu szampana „Laurent-Perrier”, oferowanego przez organizatorów!...), też dopisywał!

(Pomimo spisków z Łukaszem Gorczycą nie udało nam się także wspólnie udać na imprezę wernisażową do modnego klubu "Le Baron" - opisywaną w prasie jako wersję otwarcia pełnego glamouru wobec wzmożonego zainteresowania sztuką przez jet-set...:)))))...Zbyt mała ilość zaproszen do dysypozycji - jedno na stoisko, a sama ekipa Rastra z asystentką to 4 osoby- a dużo chętnych. Jak zapewniał mnie dziś Łukasz w smsie: "Nic nie straciłaś - tłum, syf i nastolatki!". Z tego wyznania wygląda na to, że ten glamour to chyba lipa!...).

Łukasz Gorczyca (w tle obraz Maciejowskiego "Góral", 2006)

Pochodzący z Polski artyści – Adam Adach i Agnieszka Kalinowska – prezentowani są także przez znaną z „Flânerii!” wiedeńską galerię Rosemarie Schwarzwälder (Galeria Nächst St.Stephan). Oraz gwiazda Piotr Uklanski - pokazywany przez Galerię Emmanuela Perrotina z Paryża (obie wymienione galerie stacjonują w Grand Palais).

 

Piotr Uklanski, bez tytułu, 2006

Agnieszka Kalinowska

i Adam Adach (Antena, 2006) na "ścianach" galerii Rosmarie Schwarzwälder

22:18, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
Francois Pinault najważniejszy! Ranking Power Art magazynu ArtReview i Wall Street Journal

 W weekendowym dodatku Wall Street Journal z 13-15 października ukazał się ranking Power Art wykonany przez  pismo ArtReview, dotyczący najważniejszych osobistości w globalnym świecie międzynarodowej sztuki. Na pierwszym miejscu znajduje się ... francuski kolekcjoner Francois Pinault wraz z muzuem w Palazzo Grassi w Wenecji, które miałam niedawno przyjemność wam przedstawić!!! 

Sztuka dzisiaj stała się nawjażniejszym językiem kreacji, który mówi o współczesnym świecie, jego zmianach, napięciach i pasjach. W dobie "globalnej wioski", społeczenstwa spektaklu post-konsumpcyjnego i prymatu paradygmatu wizulaności (nad chociażby paradygmtaem słowa) sztuka skupia na sobie największą uwagę - zarówno intelektualną jak i "popularną" także w świecie ekonomii czy biznesu. Wiele osób jest zdania, że sfera oddziaływania sztuki się w ostatnich dekadach bardzo powięszyła i zatacza coraz szersze kręgi, wzrasta też jej prestiż i znaczenie społeczne. Ranking ArtReview bierze pod uwagę w pierwszej kolejności galerzystów (jako "układ mięśniowy" rynku sztuki), a następnie: kolekcjonerów, artystów, krytyków, architektów i kuratorów. Wall Street Journal w specjalnym dodatku przedrukowuje "tylko" pierwszą setkę.Na pierwszym miejscu najbardziej wpływowych ludzi w świecie sztuki jest Francois Pinault - kolekcjoner, który od trzydziestu lat pokazuje jak pieniądze zarobione na obrocie luksusowymi towarami (był on m.in. dyrektorem generalnym Gucci, obecnie zastępuje go jego syn - wspominałam o tym przy okazji niedawno) inwestować w rynek sztuki i wspierać takich artystów jak Hirst, Konns, Sherman. Wraz z otwarciem Palazzo Grassi w Wenecji jego kolekcja prywatna ułożona według pomysłu kuratorki Alison Gingeras stała się najważniejszą dzisiaj na świecie. Charles Saatchi jest dopiero na 7 miejscu. Artyści Jeff Koons i Damien Hirst odpowiednio na 10 i 11, Gerard Richter na 17, Andreas Gorsky na 22. Galerzytska Barbara Gladstone z Nowego Jorku na 24, Sadie Coles z Londynu (prezentująca obok artystó amerykanskich i brytyjskich jak Sarah Lucas m.in. Wilhelma Sasnala, którego w krótkiej prezentacji wymienia jako artystę, którego pragnie więcej pokazywać, "Moją receptą na sukces jest spędzanie towarzysko jak najwięcej czasu z artystami - dodaje - dla mnie to najważniejsze, wszysycy czują się wtedy bardziej zrealaksowani i mamy więcej wspólych pomysłów do budowania silnej propozycji"). Kurator Hans Ulrich Obrist znajduje się na 46 miejscu (obecnie opuścił on Paryż dla Serpentine Galley w Londynie), architekt Frank Gehry na 58. Projektantka mody Muccia Prada na 65 (wpływowa dzięki swemu imperium, w którym ubierają się nawet diabły...:)...posiada własną kolekcję ponad tysiąca dzieł sztuki, współpracuje z artystami jak Tom Sachs, ma poczucie humoru i choć przysięga, że nie chce na siłę żenić mody i sztuki przewiduje otwarcie tymczasowego sklepu Prady w Bazylei podczas trwania targów sztuki...). Kurator Hou Hanru na 85 miejscu (odpowiedzialny za wielkie ekspozycje m.in na 50 Biennale w Wenecji, pokazał m.in. Adama Adacha na wystawie "Force de l'art" na wiosnę w Paryżu - A.A.). Malarz Luc Tuymans na 96 miejscu (z pochodzenia Belg, kluczowa figura dla powrotu malarstwa figuratywnego, porzucił w latach 80-tych malarstwo na rzecz filmu, by potem wprowadzić wiele technik filmowych i wrażen optycznych do swej pierwotnej aktywności, tak znaczący, że niektórzy mówią dzisiaj o pokoleniu "post-tuymansowskim"). Na miejscu setnym znajduje się... Google (najpopularniejsza wyszukiwarka interentowa, która zrewolucjonizowała ideę komunikacji, jedno z najważniejszych narzędzi współczesnej sztuki, w przedziwny sposób wyznaczająca hity, któe mogą legitymizować artystę, kuratora czy marszanda w jego działalności).

Jak wiadomo dzięki Google mogą tak świetnie prosperować blogi o sztuce...Ale jak na razie w rankingu żadnego nie znalazłam ... :)))

20:26, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 października 2006
Dita von Teese w Crazy Horse

 Witaaaam! Po długaśnej przerwie związanej z moimi podróżami!!! Kiedy to się skonczy?...

Podróżowałam między innymi ...do Polski, gdzie spędziłam chwilę przed ostatecznym powakacyjnym powrotem do Paryża. I pewnego wieczoru całkiem przypadkiem spotkałam w pewnej miłej i modnej knajpie na Foksal - dwóch artystów (a czasami i bohaterów mojego blogu!)...Michała Budnego i Zbigniewa Rogalskiego.

Oto oni, sfotografowani moją komórką - wcielenie "artystów z czasów młodości", debatujących nad lampką wina! Odbyliśmy super pogawędkę. Zrobił na mnie wrażenie ich widok. Co za koincydencja, zważywszy pośpiech, w którym wszędzie się przemieszczam! Zwłaszcza, że pracują ostatnio w duecie i od jutra (a właściwie od dzisiaj!...jest już późno) można będzie zobaczyć ich pracę na międzynarodowych targach sztuki FIAC, które zaczynają się w Paryżu... Napiszę o tym wkrótce!

Nareszcie powróciłam do domu!

Banalnie mówiąc Paryż jest tak nieskonczenie piękny (pewnie chodzi mi o wymiar mityczny! ha ha!...), że zawsze powala mnie na kolana. Jestem śmiertelnie zakochana w tym mieście rodzajem miłości chyba wczesno-dziewczęcej - idealistycznej i pełnej przesadzonych zapewne uniesien. A niech tam, trudno, "sacrebleu" (jak klął szpetnie Książę Pan) !!!... :)

I właśnie od tego mitu chyba zacznę!

W nowym sezonie jesiennym Paryż gwarantuje masę rozrywek i parę nowości (prócz wspomnianych...): i prócz strajku w Centrum Pompidou (mitycznego - w Paryżu zawsze ktoś strajkuje, tym razem chodzi chyba o podwyżki), z powodu którego nie mogłam zaobaczyć od razu wystawy Althamera, mamy też inną atrakcję!...W kabarecie "Crazy Horse" - znowu oczywiście mitycznym, z gatunku "Moulin Rouge" czy "Folie Bergere", który złote lata przeżył w dekadzie lat 70-tych i do którego dziś chodzą głównie turyści, a prawdziwi Paryżanie uważają za naprawdę trącący myszką i "demode"...przez parę dni występuje Dita von Teese (ja wybieram się na ten występ w czwartek). A szkoda było by to przegapić! Żona Marylina Mansona, mieszkająca z nim w mitycznym gotyckim domu w Los Angeles, jest zaiste dziwną arystką.

Ma 34 lata i uznawana jest za muzę mody w stylu retro i ikonę fetyszyzmu. Jako modelka i tancerka, od dziecinstwa uwielbiająca estetyczny glamour aktorek złotej epoki kina holywoodzkiego, za swój cel profesjonalny wybrała... przwrócić sztuce streap-teasu należącą jej rangę (sic!). Przysłuchując się jej wywiadowi telewizyjnym zaczęłam się zastanwiać czy strep-tease może mieć swój wariant feministyczny?

Blondynka przefarbowana na czarno, której prawdziwe nazwisko brzmi Heather Sweet, a pseudonim pochodzi od słynnej filmowej gwiazdy epoki niemej Dity Parlo, zafascynowana modą vintage po studiach z historii kostiumu w Kalifornii, postanowiła wypromować nowy styl streep-tease'u na miarę XXI-wieku. Po rewolucji seksualnej, epoce porno-szyku w modzie i w dobie metroseksualności chce swoją sztuką udowodnić światu, że historia streap-teasu jest bliską krewną historii tanca i wszystkich dyskursów seksualności XX wieku, zarówno intelektualnych jak i popularnych (jak "Playboya") i jako taka przynależy do naszej epoki na równych prawach z innymi tradycjami artystycznymi. Jej postmodernistyczny z ducha show jest więc kulturowym (a nie pornograficznym) spektaklem w całym tego słowa znaczeniu. Dziś występuje jako międzynarodowa gwiazda streap-teasu w stylu burleski z lat 50-tych. Szyk i kicz, żartobliwe żonglowanie między zasadami peep-show a prze-estetyzowanym obrazem pin-up girl cechują jej spektakle.

 

                     

 

 

Jej najsłynniejszy numer to "Martini" -  zwana czasem żartobliwie "szklanka pełna Dity", został przeniesiony do słynnego remake'u "Aniołków Charliego" i wykonany przez Cameron Diaz. Sama autorka wykonuje go także w teledysku Marylina Mansona "Mobscene" (legenda głosi, że piosenkarz w tym celu skontaktował się z artystką, znając jej stronę interenetową, ale był to tylko pretekst...Ślub wzięli w grudniu ubiegłego roku...)

Dla mnie ta żartobliwa trawestacja charakterystycznego połączenia erotycznego wizerunku kobiety i konsumpcji spożywczej jest ciekawa zew zględu na moją kolekcję "kobiet do zjedzenia" (etykietek produktów spożywczych i seksolotek, o których pisałam w "Fototapecie" nr 1 2004, przedruk w zbiorowek książce "Kobiety, feminizm, media" Poznan 2005, patrz też wywiad w "Wysokich Obcasach" 31.01.2004).

"Dziś obraz streap-teasu jest zdegradowany. I wielka szkoda. Streap-tease to sztuka z własną historią i własnymi technikami. Staram się nawiązać do jego artystycznej formy, nieodzielnej od pewnej elegancji, artystycznej techniki i estetyki, która im towarzyszy" - mówi Dita von Teese jako Burlesque Performer w wywiadach z niezwykłą świadomością, że seksualność to przede wszystkim forma. Artystka sytuuje swój spektakl także wobec histroii kobiet - zapomnianych dziś "gwiazdeczek" epoki pin up girls, streap-teaserek lat 50-tych czy aktorek epoki niemej, które przywołuje. To już nie jest spektakl wyalienowanej kobiety dla mężczyzn, ale zabawna gra z konwencją, także konwencją seksualnych upodoban. Sytuuje ją to obok seksualnych spektaklów Madonny i francuskich reżyserek współczesnych z nurtu "Nowej Pornografii", które próbują seksualności nadać cech mniej zmistyfikowanych i bardziej obecnych w kinowym obrazie.

W "Crazy Horse" Dita von Tease pokazuje numer "Kąpiel", który jest trawestacją oryginalnego spektaklu, który się tu narodził w latach 50-tych. Zobaczymy!

(materiał wizualny pochodzi z situ internetowego Dity von Teese)

 

03:03, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 października 2006
"Charytatywne" dzieło Althamera w Pompidou?...
Jak dogłębienie zrozumiałam niedawno - dzięki pracy "Forum" - prowadzonej przez galerię Potocka w Krakowie, która dzięki nowym technologiom umożliwiała wzięcie udziału w przewidzianej przez artystkę projekcji intymnych wypowiedzi na osiedlowym tadycyjnie alienacyjnym bloku nie tylko jego mieszkańcom, ale także "mieszkańcom otoczenia i internetu"!!! Dzięki internetowi jesteśmy zawsze w globalnym "otoczeniu" jakieś nawet oddalonej sprawy.
Choć przebywam właśnie w Warszawie, chciałam więc donieść więcej informacji o paryskiej wystawie Pawła Althmera, której choć jeszcze nie widziałam, mogłam sie bliżej "przyjrzeć" dzięki przebywaniu w "internetowym otoczeniu" (i newsletterze jaki otrzymuję z Centrum Pompidou...)...

Otwarta 13 września wystawa - przez polską kuratorkę, która właśnie sezonuje w szacownym francuskim muzeum Joannę Mytkowską - jest anonsowana jak następuje:

"Zaproszony do realizacji projektu w galerii Espace 315 Pawł Althamer wolał zjednoczyć grupę jedenastu młodych artystów, pochodzących z różnych tradycji i szkół artytstycznych i urodzonych między 1972 a 1981 roku, aby powierzyć im realizację projektu. W ten sposób artysta posługuje się swoją sztuką jako możliwością dla Innego, proponując młodym artystom Centrum Pompidou jako teren doświadczeń dla młodszych adeptów. Wystawa jest efektem tej współpracy i refleksją powstałej w ten sposób grupy na temat roli artysty i instytucji artystycznej dzisiaj.

Warsztaty
Althamer zaprosił grupę do udziału w wielu warsztatach. Pierwszy odbył się w Centrum Pompidou w marcu 2006 roku - zaproponował uczestnikom prezentację historii Pompidou przy użyciu rozmaitych narzędzi. Drugie spotkanie miało miejsce w kwietniu w miasteczku Płochocinek w Polsce, gdzie
podczas dwóch tygodni artyści rozwijali swoje osobiste wizje i wzięli udział w zajęciach grupowych proponowanych przez Althamera. Z tego doświdaczenia powstał pomysł realizacji filmu w postaci teatru cienia na podstawie ich wrażeń z "warsztatów".
Udział Pawła Althmera w wystawie polega właśnie na stworzeniu filmu, zapisującego proces trwania projektu i wymianę, która powstała w obrębie grupy. Film zatytułowany "Plochocinek", pokazywany na marginesie wystawy, oddaje też intecję odsunięcia sie na bok samego Althamera.

Status artysty
Prawdziwą intencją Althamera jest kwestionowanie statusu artysty, zwłaszcza w szczególnym kontekście instytucjonalnej wystawy. Koncentrując się na procesie współpracy między młodymi artystami, niejako "zostawia obok" ich wszystkie artystyczne prace i ustawia się w opozycji przeciwko pewnej idei "artysty-gwiazdy". W istocie, ze względu na różnorodność ich pochodzenia, stosowanych praktyk i użytych narzędzi, artyści dzisiaj nie funkcjonują wedle "romantycznego" stylu
grupy artystycznej.

Czy ten nieobecny już dzisiaj koncept może zostać reaktywowany i wygenerować nowy rodzaj refleksji? Praca z młodymi artystami pozwala Althamerowi dialogować z nowym pokoleniem, które jest w fazie pytań o własną przyszłość w dobie, gdy

świat, także świat sztuki, wydaje się funkcjonować wedle zasad rywalizacji i rywalizyjncości. Wystawa więc prezentuje ruch odwrotny od tego, zaproponowanego przez Jeffreya Deitcha w Nowym Jorku w 2006 roku w projekcie "Artstar", rodzaju repliki na programy typu "Star Academy" (francuska wersja "Idola" - AA), w której inscenizowano proces "stanięcia w światłach rampy" artysty- gwiazdora"."

Tyle "newesletter" z Pomidou...

Zobaczę wystawę dopiero za dwa tygodnie, ale już zastanawiam się czy nie jest ona jednak propozycją złudnej anty-jednostkowej utopii?
Odgrzewając stary, "romantyczny" styl teatru Grotowskiego (chciało by się powiedzieć - "tak bardzo w polski"...) Althamer przywołuje na nowo "polskich mistrzów" (po Witkacym i Malinowskim) i na nowo zbliża się do tematu teatralizacji sztuki (po udziału w wystawach poświęconych Kantorowi w Wiedniu i Warszawie). Jednak trudno uzyskać pewność czy powstaje w ten sposób kontr-propozycja dla stystemu gdwiazdorstwa czy raczej jest to rodzaj ucieczki od jego zasad?...Przy całkowitym zachowaniu związanych z tym systemem profitów...W końcu wystawa jest wystawą Althamera i jedyne co pozostaje to jego Imię...

A także wspomnienie jego "dobroci"?...




http://www.centrepompidou.fr/Pompidou/Manifs.nsf/AllExpositions/775CB758200201D5C125710900369F0D?OpenDocument&sessionM=2.2.2&L=1&form=AvenirCategorie
17:08, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 października 2006
Nowy jet-set kocha sztukę....

   Pieniądze i sztuka...Temat, który dzisiaj pojawia się z nowym blaskiem. Międzynarodowe tygodniki ekonomiczne donoszą, że w ostatnich 10 latach liczba bogatych rodzin, które dysponują więcej niż milionem dolarów „na życie” się podwoiła. Chodzi o takie kraje jak Brazylia, Chiny, Indie, Rosja. Pojawia się też nowy wzór bogactwa, któremu ton nadaje Bil Gates, jeden z najbogatszych ludzi świata, który "wydziedziczył" swoje dzieci, przeznaczając gros fortuny na...medyczną fundację naukową. Nie tylko filantropia - niektórzy mówią "bilantropia" - staje się nowym wzorem "wydawania" pieniędzy (bogaczy straszy ponoć krążące nie tylko po Europie widmo..Paris Hilton, bogatej, kapryśnej i egocentrycznej dziedziczki - jak się okazuje w starym stylu...) Nowy jet-set kocha sztukę!...Słynna "kolejka miliarderów" na targach sztuki w Bazylei, o której donosiła swego czasu polska prasa, jest wyrazem tego trendu. Jeden z francuskich tygodników społecznych donosi, że nowym upodobaniem globalnych miliarderów jest podróżowanie prywatnymi samolotami na ekskluzywne wernisaże do Paryża czy Londynu albo Nowego Jorku.

 

Uczestnictwo w międzynarodowych targach sztuki jest synonimem przynależności do nowego kręgu wybranych, gdzie wzbogacenie oznacza także wzbogacenie sie o kulturę...W tej kolejce gwiazd i miliarderów można spotkać Madonnę, Eltona Johna, lub też stylistę Heidi Slimane'a (tego samego, który w zeszłym roku odwiedził warszawski Raster), słynnych artystów np. z pod znaku "Young British Artist", a także biznesmenów. "Sztuka współczesna niegdy jeszcze nie była tak ekscytującą okazją dla tak wielkiego grona słynnych osób, które chce uczestniczyć w czymś współczesnym i pokazać, że należą do swojej epoki i ja współtworzą" - mówi Martin Bethenod (wedle tygodnika "Le Point" z 27 lipca 2006), główny kurator FIAC-u dorocznych francuskich największych tragów sztuki w Paryżu ( w tym roku goszczących znowu Raster, nad którym gwiazda ciągle świeci...). Zapropnował on znanemu klubowi nocnemu "Le Baron" (znanemu - także z bywalności Sofii Coppoli) organizację imprezy wernisażowej właśnie z tej okazji... Wszyscy wspominają kolację, jaką wydał Francois Pinault w Palazzo Grassi na otwarcie swojej kolekcji (pisałam o niej w poprzednich postach z Wenecji), na której prym wiódł "nowy jet-set"... Magazyn Artnews opublikował niedawno ranking "200 topowych kolekcjonerów", w których luksusowe domy-współczesne muzea prześcigały sie o palmę pierwszeństwa. Na przykład francuski galerzysta Enrico Navarra przekształcił swą wielką posiadłość niedaleko Saint-Tropez w wielką galerię sztuki, która służy do mieszkania, gdzie niczym nowoczesny luksusowy hotelarz-krytyk sztuki przyjmuje on gości z Nowego Jorku, swoich przyjaciół czy chińskich biznesmenów. A zaraz potem proponuje wspólne zwiedzanie swojej nowej wystawy na jedenj z tropeziańskich plaż blisko znanego klubu Niki-Beach, gdzie podczas wakacji opalając się obok księcia Alberta z Monako czy producenta Eminema bogaci Rosjanie topią codziennie fortuny... Nowy jet-set szuka pogłębionych rozrywek (czy na tej fali Paris Hilton chce właśnie zagrać Matkę Teresę w jednej z najnowszych hollywoodzkich produkcji?...)...

W ten sposób na scenę wkraczają także designerzy przedmiotów użytku codziennego. Obok najbardziej znanych jak Philip Starck czy Andree Putman wielu młodych, próbujących fachu projektantów sztućców, szklanek i mebli może liczyć na to, że dostrzeże ich talent jeden ze znanych kolekcjonerów sztuki (jak Francois Pinault) i podniesie ich rangę przez zakup do swojej kolekcji. "Dziś to głównie kolekcjonerzy sztuki wspóczesnej powodują, że mam za co się utrzymać" - wyznaje jeden z projektantów  Martin Szekely, autor słynnych szklanek, z monogramem wody "Perrier", które stały się bestsellerem (Le Point, 31 sierpień 2006).

Tymczasem Espace Louis-Vuitton - galeria na szczycie wielkiego domu handlowego jednej z najbardziej luksusowych marek świata LVMH na Champsee-Elysee, o której wystawie na temat Indii - nowego bożyszcza aukcji współczesnej sztuki - już pisałam, proponuje na otwarcie nowego sezonu nowy eksperyment. 15 września odbył się tam wernisaż "Ikony", który zjednoczył "świat sztuki i świat mody", jak pisały gazety (Le Figaro, 18 wrzesień 2006). Dziewięć najbardziej znanych modelów toreb i walizek od 1875 do 1968 roku produkowanych przez markę Louis Vuitton zostało zreinterpretowanych przez dziewięciu artystów współczesnych... Jedna z toreb (model Keepal z 1930 roku) została zamieniona przez artystkę szwajcarską Sylvie Fleury (pisałam o niej przy okazji działu mody na wystawie "Force de l'art"...) w statuę z brązu, która to rzeźba natchnęła obecnego dyrektora arystycznego firmy Marca Jacobsa do stworzenia nowej wersji - Keepal Mirror...Torba Alma (1934) stała się bohaterką instalacji video Tima White'a-Sobieska, analizującej relację intymną między właścicielem a jego własnością...Najbardziej znany model Speedy, jak i torba ze słynnym wielo-kolorowym logo Takashi Murakamiego znajdują tu także swoje różne wariacje...Jako "ikony czasów współczesnych"...

W dobie filmu "Diabeł ubiera się u Prady" trudno przeczyć, że moda wyznacza nam współczesne ikony, które znakomicie slekcjonuje i utrwala światowy jet-set. Jeśli chodzi o torby to warto zaznaczyć, że kolejny gigant w tym sektorze firma Gucci podkreśla, że w nowej epoce nie ma już miejsca na "porno-szyk" i wyzywjącą prostotę lat 90-tych. "Nowa kobieta Gucci jest bardziej klasyczna - zmysłowa, świeża i przywiązana do rodziny" ("Capitale" nr 180, wrzesień 2006)...Koniec z Clintonowskim "seksem w wielkim mieście" ubiegłej dekady...Witamy w nowym światowym królestwie "desperates house-wifes"...

Czy sztuka pomoże nam się wyzwolić i z tego? Jednym słowem jak odpowie ona na wzmożone zainteresowanie rynkiem? Jaka rolę odegra przypływ pieniędzy na rynek sztuki? Czy sztuka i pieniądze zawrą dzisiaj nowy nie-antagonistyczny mariaż?...

 

 

 

00:02, agata_araszkiewicz
Link Komentarze (1) »
czwartek, 28 września 2006
Tajemnica kradzieży...

   O co chodzi w kradzieżach wielkich dzieł sztuki?

31 sierpnia, niespełna miesiąc temu, norweska policja podała, że odnalezione zostały dwa obrazy Edwarda Muncha "Krzyk" i "Madonna" - oba z 1893 roku, których łączna wartość jest oceniana dzisiaj na 83 milionów dolarów - skradzione w biały dzień 22 sierpnia 2004 roku z Muzeum Narodowego w Oslo. Pamiętna sprawa. Dwaj uzbrojeni mężczyźni zdjęli je ze ściany i wynieśli na zewnątrz oczach sterroryzowanej obsługi i zwiedzających!

Sprawa wywołała wiele debat na temat sposobów i zabezpieczeń wystawiania arcydzieł w muzeach. Mimo wyznaczonej nagrody 250 tysięcy euro do wiosny tego roku, los obu prac nie był znany. W maju norweski trybunał skazał trzech mężczyzn za "implikację w kradzieży" na karę więzienia od 4 do 8 lat, a dwóch z nich na grzywnę tytułem odszkodowania wysokości 100 milionów euro. Jednak miejsce przebywania obrazów, ani szczegóły kradzieży nadal nie były znane. Aż do niedawnego "cudownego odnalezienia"...

Choć policja norweska odmawia nadal podania szczegółów, deklarując jedynie, że oba obrazy zostały odnalezione w Norwegii, i nigdy nie opuściły macierzystego kraju, norweska prasa prześciga się w domysłach. Często pojawia się motyw odwrócenia uwagi, który miała zapewnić kradzież słynnych arcydzieł od włamania do banku, w tym samym czasie w miejscowości w południowo-zachodniej Norwegii. Jeden z bandytów skazany na 19 lat więzienia miał wskazać, w zamian za łagodniejsze warunki kary, miejsce przebywania obrazów. Niektóre gazety podawały także, że obrazy oraz swego szefa wydali aresztowani i skazani w maju mężczyźni. Policja oraz norweski minister sprawiedliwości dementują pogłoski, że odnalezienia obrazów było efektem jakiejkolwiek transakcji.

Publiczność w Oslo mogła podziwiać odnalezione skarby na początku - obecnego miesiąca - września, gdzie przez tydzień były wystawiane w pozycji leżącej w klimatyzowanych witrynach i bez ram. Mimo, że nie uległy większym uszkodzeniom nie nadawały się do powieszenia, a obecnie przebywają na paromiesięcznym okresie konserwacji.

Prasa branżowa i internetowe blogi prześcigają się w komentarzach i gubią w domysłach. O co chodzi z kradzieżą dzieł zbyt znanych, aby mogły zostać sprzedane?... Nadal pozostaje nieznany los innych wielkich skradzionych arcydzieł jak "Koncertu" Vermeera czy "Narodzin" Caravaggia... 

 

 

 

 

http://www.norvege.be/culture/painting/munch.htm

 

 

 

18:21, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 września 2006
Miejsce: krakowskie osiedle wraz z otoczeniem oraz internet...
 
 Niedawno z Galerii Potocka z Krakowa dostałam informację o projekcie "Forum" prowadzonym przez Teresę Czepiec-Chwedeczko.
FORUM
www.forum.amgs.pl
Projekt w przestrzeni publicznej osiedla Krowodrza Górka w Krakowie
czas: 15.09. 2006 - 30.09.2006
finisaż : 30.09.2006 od godz. 19.00
miejsce: bezokienna ściana bloku przy ul. Rusznikarskiej 12 w Krakowie wraz z otoczeniem
patronat: GALERIA POTOCKA

FORUM to projekt artystyczny, który odnosi się do anonimowości i braku więzi międzyludzkich w blokowiskach.
Na tym osiedlu mieszkają tysiące ludzi, a niewiele o nich wiadomo. "Forum" daje mozliwośc ujrzenia w przestrzeni nie tylko bloków, ale ludzi i ich historii.Czy to się uda? Przekaż to, co dla Ciebie ważne.
Wlącz sie do Forum - zostaw swój post.
Prześlij tekst, pamiętnik, blog wiersz, zdjęcie czy film na adres: forum@amsg.pl
 
Blokowisko to miejsce anonimowe. Tu toczy się, poukładane piętrowo życie wielu ludzi. Jednostek bardzo różnych, którzy znaleźli się obok siebie w roli sąsiadów, z powodu przydziału jaki dostali, z przypadku, z wyboru. Ludzie ci, poruszają się pomiędzy blokami, nie pozostawiając po sobie śladu i znikają za drzwiami mieszkań. Przestrzeń publiczna otaczająca te wielorodzinne domy, przenośnie rzecz ujmując, nosi w sobie nie uobecnioną wartość myśli, zdarzeń i obrazów, które niosą w sobie Ci, którzy przemierzają je codziennie. FORUM ma stać się możliwością takiego uobecnienia. Ma być próbą przeniknięcia przez opakowanie ścian do rzeczywistości jaka się za nimi toczy.
Podczas finisażu pokazane zostaną wszystkie wypowiedzi tworząc rodzaj zamkniętego pamiętnika. W oczekiwaniu na głosy mieszkańców, artystka wyświetla krótkie filmy nakręcone na osiedlu i odnoszące się do ludzi, zdarzeń i życia w blokowisku.
 
Wpisałam dziś następujący komunikat:
"Pozdrawiam wszelkie ludzkie i ciepłe więzy na krakowskim osiedlu z Paryża!!!"
Najbardziej podoba mi się określenie:
"Miejsce: krakowskie osiedle wraz z otoczeniem oraz internet"!...
Co Państwo na to? 
www.forum.amgs.pl
 
17:22, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
Jeszcze Wiedeń: "small talk"-i wernisażowe, Marcin Maciejowski i język niemiecki oraz inne ciekawostki...

Jak powszechnie wiadomo wernisażom towarzyszy zawsze mnóstwo okoliczności towarzyskich i interesujących tematów. Jedną z najciekawszych rozmów, jakie odbyłam, z kuratorką wiedeńskiego Kunsthalle, doktor Sabiną Folie (o powieściowym imieniu i naziwsku!...), dotyczyła wystawy, którą zorganizowała niewiele wcześniej na temat związków między twórczością Kantora a pracami Kozyry, Żmiejowskiego, Althamera, Kuśmirowskiego... Pomysł ten wydał mi się na tyle nieoczekiwany (choć nie pierwszy raz moi zagraniczni rozmówcy dokonują takich porównań, ponadto była też wystawa w Zachęcie, choć jej profil był chyba nieco inny), że zapytałam jakiego typu związki leżały u podstawy takiego połączenia. Dla Sabine "torture art" (performance, teatr cierpnienia i śmierci) spod znaku Kantora ma swoje przedłużenie w ustawicznym doświadczeniu "humiliation" obecnym u Kozyry (np. w performensie "Dreams comme true", gdy pada ona na scenie jako skompromitowana operowa diva) czy u Żmiejwskiego (torutry i uopkorzenia zadawane innym w wideo "8064" czy eksperymencie "Powtórzenie"). Jakie to ciekawe!... Oczywiście pewien styl pracy wynoszą oni z pracowni Kowalskiego, ale powiedziałam do Sabiny, że co jest ważne, to być może fakt, że w ogóle bycie artystą w takim kraju jak Polska dzisiaj może być ciężkie i upokarzające...Od niedawna życie publiczne w Polsce jest rodzajem ciągłego rytuału pogardy i ceremonii "humiliation" na różne sposoby. Powiedziałam jak ważny dla Kozyry był fakt, co wyznała w jednym z wywiadów, że odgrywanie operowej divy było dla niej odreagowaniem poczucia osaczenia i wykluczenia, w jakie wpędziła ją polska prasa za karę, że "przebrała" się za mężczyznę, po pamiętnym weneckim biennale (i nawet nagroda za "Męskę łaźnię" nie mogła jej przed tym uchronić). Polski artysta, a już zwłaszcza artystka, może z łatwością odegrać rolę kozła ofiarnego. Najlepszy dowód, że nieodtańczoną do końca przez Kozyrę partię ofiary, odtańczyła ..do końca...wszak Nieznalska. Wydaje mi się, że nieodzowną sprawą dla rozumienia genealogii sztuki tortury i upokorzenia na polskiej scenie artystycznej lat 2000 jest proces i skazanie Nieznalskiej. Co ciekawe, dla Sabine sprawa Nieznalskiej nie była dobrze znana, podobnie jak jej łączność z transgresją Kozyry. Przypomniały mi sie słowa francuskiego komisarza dawnego sezonu polskiego, Guy'a Amsellema: mówić o Nieznalskiej cały czas, wspominać jej sprawę nieustannie...

Nasze "małe rozmowy" na wernisażu: stoję w towarzystwie Sabine Folie i Adama Adacha (na tle "Ministerstwa Edukacji" - podskórnego niezamierzonego bohatera większości zdjęć...)

Jednak zanim udaliśmy się wieczorem do galerii zwiedziliśmy z Adamem małą wystawę Jenny Holzer w wiedeńskim muzeum sztuki stosowanej Vienna MAK, będącym filią Museum for Art and Architecture z Los Angeles. Piszę o tym dlatego, że praca Holzer odnosi się do 11 września, a właśnie o jego rocznicy i echu w sztuce nie dalej jak tydzień temu pisałam. Pierwsza część "For New York City" (2004) to wideo z widokiem wielkomiejskich budynków, na które wyprojektowane są dwa teksty: jeden fundamentalistyczny, a drugi cywilny (powtarzają się słowa "to kill" i "live"). Drugi "For City (for Vienna)" (2005) to pokój, w którym wyłożono ogromne poduchy a na ścianach projektowane są ogromne litery, układające się w nie do końca dające się odczytać wersy, ale odcyfrowalne słowa to np. "liebe" i "welt" ("miłość i "świat")...

 

 

Wernisaż Adama był także ciekawy ze względu na sąsiadujące z nim inne doniosłe wydarzenia. (Nie tylko w Paryżu - wielki sukces! - 13 września w Pomidou otworzyła się duża wystawa Pawła Althamera - ze względu na to, ze przygotowała ją Joanna Mytkowska polskie media o tym donosiły. Nie mogłam być na tym obecna, ale poprosiłam jedną z biorących w niej udział młodych artystek francuskich o komenatrz właśnie do mego blogu, więc zobaczymy!...) W Wiedniu tymczasem wystawa Ewdarda Krasińskiego właśnie się skończyła, za to 2 dni przed Adamem było otwarcie w innej prywatnej galerii Galerie Meyer Kainer kolejnego już tutaj pokazu Marcina Maciejowskiego (ta sama galeria pokazywała na początku tego roku Bogacką).

Udałam się tam niezwłocznie, jednak, gdy poprosiłam panią o wszelkie materiały po angielsku usłyszałam w odpowiedzi, że "tu jest Wiedeń, który jest stolicą Austrii i tu się mówi po niemiecku!..." "Nie wątpię" - pomyślałam ("Ratunku!...mój niemiecki w regresie!..."). "Jednak tytuł wystawy - I Used to live in Vienna - jest po angielsku...!..." - udało mi się głośno wyszeptać, ale pani tylko prychnęła... Pomyślałam, że może gdy okażę nieco inne nastawienie, wskóram więcej. "Co jeszcze zostało do kupienia?..." - zapytałam. "O już niewiele!..." - pani zdecydowanie się ożywiła - Oprowadzić Panią?"... W ten sposób w asyście młodej austriackiej liderki rynku sztuki obejrzałam prace krakowskiego artysty (który przebywał w Wiedniu na stypendium i "dlatego wszystko sprzedane, proszę pani..."), a zamiast tytułów podawano mi ceny. Faktycznie, niewiele zostało. Trzy prace, spośród których najciekawsza to malarska kopia archiwalnego zdjęcia "Tadeusz Kantor (Wystawa Sztuki Nowoczesnej, 1948)" z 2006 roku. Na wręczonej mi liście - a warto zaznaczyć, że w Wiedniu nie umieszcza się tytułów ani nazwisk przy obrazach, przy wejściu do galerii czekają specjalne listy, przy pomocy których widz lub klient sam oprowadza się po galerii - jego tytuł napisano jako "Wystawa Sztuki Nowoszesne"... "Nie wątpię" - pomyślałam znowu, a głośno dodałam: "32 tysiące euro to rzeczywiście atrakcyjna cena jak za taki ciekawy obraz, dziękuję Pani..."

(Mogę zdradzić jedynie, że z tego co pamiętam, tyułowy obraz wystawy Maciejowskiego - nie wiedziałam jak po niemiecku poprosić o kopię na CD albo o zrobienie zdjęcia...- to taka wersja komiksowej scenki z arystokratycznym pałacem na środku, z którego wyrastają dwie chmurki: "I used to live in Vienna, but now I live in Los Angeles and my collection follows me there..." a z drugiej strony z innego okna takie słowa: "In Austria every year all nationals museums have 70 milion euro..." Nie jestem pewna czy czegoś nie pokręciłam... ).

Jednak wbrew temu co można by myśleć, gdy zasięgnęłam języka na wernisażowej kolacji (a miałam za sąsiadów jednego kolekcjonera i jednego dyrektora prowincjonalnego muzeum w niemieckiej Bawarii), okazało się, że w przekonaniu Austriaków Wiedeń nie jest dużym rynkiem sztuki... Pytaniem czy nie mają wrażenia, że Wiedeń staje się dzisiaj artystyczno-rynkowym centrum między Europą Zachodnią i Wschodnią, które promuje i "wypuszcza" np. polskich artystów w świat, wyadwali się być zaskoczeni... Analizowali rolę Berlina, który w bardziej naturalny sposób mógłby pretendować do tego miana, jednak jak sami dodawali, nie jest on tak bogatym miastem jak Wiedeń... Jednym słowem takie postawienie sprawy (i fakt, że wielu polskich artystów z tego powodu chciało by mieć tu wystawę) nie było dla nich wcale oczywiste. W zamian dostawałam za to obsesyjne pytanie: "Jak to jest, że Polska ma obecnie tylu ciekawych artystów i taką dynamiczną scenę artystyczną w stosunku do innych krajów byłego bloku wschodniego?...". Kolejni moi rozmówcy wypowiadali się podobnie.Wszyscy dodawali, że podobno większy rynek sztuki jest w Bruskeli ... 

Może wszystko zależy od punktu widzenia...

Tymczasem okazało się, że wiedeński czwartkowy wieczór dla ludzi tropiących fenomen handlowania sztuką to raj... Wiedeńskie centrum podobnie jak krakowski rynek można obejść w parę minut i w każdy wybrany czwartek miesiąca w kilkudziesięciu galeriach otwierają sie nowe wystawy (podobnie z listami i cenami). Obejrzałam wiele z nich w asyście moich nowych przyjaciół, co było o tyle ciekawe, że w kolejnej galerii Christine König Galerie odbywał się wernisaż "Fighting Poland" ("Walcząca Polska"...) i był to mały pokaz warszawskiego "lokalu 30" z pracami video Zuzanny Janin, Tomasza Kozaka, Macieja Kuraka, Moniki Mamzety, Józefa Robakowskiego i Piotra Wysockiego. Niestety dotarłam tu na samą końcówkę, mam nadzieję, że i ten pokaz zakończył się sukcesem. Wszędzie było pełno ludzi, w galeriach i na chodnikach przed nimi, ale zrobiło się już późno, światła miasta pomału gasły...

Na zakończenie zamieszczam niecodzienne zdjęcia jakie wykonaliśmy wraz z Adamem podczas naszego wypadu do Vienna MAK na niezidentyfikowanym obiekcie artystycznym. Tschüss!!!

 

(Może piszę rzadko - och!moja technofobia!...- ale za to jak długo!...)...

01:13, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »