RSS
środa, 25 kwietnia 2007
Freud i fashion: surrealizm i design w V&A Museum

 Londynski weekend to istne szalenstwo - w tym kolejnym "polskim" (po Brukseli) mieście aż huczy od jakieś nowej dynamiki, rozmachu, groąca i zmęczenia, które nie daje zasypiać! Boskie Chelsea i Kensington, boski Trafalgar Square i boskie muzea i wystawy, oblegane przez kolejki zwiedzających i obsługiwane przez polskich strażniczki i strażników (wraz z kartą prasową w tłumie daje to pozycję korzystnie :) uprzywilejowaną ...).

Rene Magritte, Reprodukcja zakazana, 1937

Rene Magritte, Czerwony model, 1937 (Magritte o swym obrazie: "unia ludzkiej stopy i zwierzęcej skóry pokazuje w istocie montrualność tego zwyczaju")

Salvador Dali, Owce, akwarela na papierze, 1942

Blisko 300 przedmiotów przynależących do kierunku surrealizmu pokazuje wystawa Surreal things w Victoria and Albert Musuem w Londynie. W zupełnie nowy sposób w teatralnej scenografii najdziwniejsze obiekty, w znacznej części dobrze znajome, wskazują w jaki sposób Salvador Dali, Max Ernst, Rene Magritte, Juan Miro, Meret Openheim czy Giorgio de Chirico "flirtowali" ze światem dekoracji wnętrz, reklamy, filmu, kolorowych pism, tendencji stylistycznych epoki, wyznaczając estetyczne horyzonty do dzisiaj. Jest to pierwsza na świecie i na taką skalę wystawa, dotykająca tematu nieco zmarginalizowanego przez historię sztuki.

Salvador Dali, Homar Telefon, 1938

Okazuje się, że podobnie jak romantyzm był pierwszą nowożytną epoką, która prócz kierunków esteycznych wyznaczyła także styl życia (czyli lifestyle jak można by powiedzieć), surrealizm, z niespotykaną dotąd siłą jak na kierunek artystyczny zawładnął dziedzinami sobie pokrewnymi. Zrodzony z idoelogii Karola Marxa i psychanalizy Freuda surrealizm wedle Andre Bretona miał być ruchem radykalnym politycznie, który zmienia oblicze świata.

Salvador Dali, Wenus z Milo z szufladkami, 1936/64

W latach 30-tych jego wpływ na projekty wnętrz, przedmiotów codziennego użytku, scenografii teatralnych i mody okazał się niezwykle silny. Asymilacja surrealistów w świat komerycjnych działan była przez jednych celebrowana przez innych zaś atakowana za zadradę założen politycznych. Jednak surrealistyczne tematy i metody wizualne były zbyt adekwatne by zdominować tendencje estetyczne nowoczesności, a sami surrealiści chcąc nie chcąc stawali się designerami.

Elsa Schiaparelli i Salvador Dali, Buto-kapelusz (Shoe Hat),1937

Surrealistyczny przedmiot - jedna z najważniejszych obsesji twórczych ruchu miała naraz podkreślać wygody i pradoksy życia w nowoczesności. Dali w 1940 roku zasłynął deklaracją, która jest mottem londynskiej wystawy: "Staram się tworzyć fanastyczne przedmioty, magiczne rzeczy jak ze snu. Świat potrzebuje więcej fantazji. Nasza cywlizacja stała się zbyt mechaniczna. Możemy stworzyć fanastyczną rzeczywistość, jest ona bardziej realna niż ta, w której żyjemy." Tym samym Dali wskazał konieczność zaanagażowania w świat materialny i w świat materializmu, jak możemy dzisiaj rozumieć świat surrealistycznych rzeczy.

Salavador Dali, Kurtka z afrodyzjaków (Aphrodisiac Dinner Jacket), 1936/67

Eileen Agar, Ceremonialny kapelusz do jedzenia rybnej zupy Bouillabaise, 1936

Agar od 1935 roku rozwijała ideę "znalezionych przedmiotów". O swym kapeluszu mówiła: "Składał się z korkowego koszyczka znalezionego na plaży w Saint Tropez, pomalowanego na niebiesko, który udekorowałam rybią ością, skorupą homara i innymi morksimi przedmiotami. To rodzaj nakrycia głowy w stylu Arcimboldo but very fashion..." 

Man Ray, Odważny prezent, 1921

Surrealistyczna wyobraźnia przeniknęła do świata mody, komerycjalnego designu, grafiki i filmu za sprawą wielu surealistycznych artystów, których działalność na tych polach jest immanentną częścią ich artystycznej kariery. Podniesienie domu czy mieszkania do rangi dzieła sztuki, to jeden z przejawów tej "szerokiej wizji". Dzięki Freudowi było już jasne, ze dom jako miejsce schornienia jest "podejrzany", swojskość może zawsze stać się obca, a poszczególne jej elementy mogą odsyłać do wielorakich znaczen.

Surrealistyczne tendencje u Corbusiera widać w projekcie ogrodu na dachu w paryskim mieszkaniu meksyknaskiego milionera na Chapmsee Elysee, 1930 (widok budynku poniżej)

Przypisywany Dalemu porcelanowy serwis  do herbaty, Royal Crown Derby,1939

Leonore Fini, Szafa antropomorficzna, 1939

Klatka Jeana-Michela Frankilna w salonie Elsy Schiapraelli na Placu Vendome, Paryż, 1947

Elsa Schiaparelli, Wieczorowa suknia "Łzy", 1938, tkanina wg projektu Salvadora Dali ( w aluzji do jednego z jego obrazów Trzy młode kobiety surrealistki...)

Schiaparelli i Jean Cocteau, Wieczorowy płaszcz, 1937

 Surrealiści wchłaniali i zagospodarowywali wszytsko, co spotkali na swej drodze. Przykładem niech będzie ich wielkie zainteresowanie psychanalitycznymi analizami części garderoby poczynionymi przez Freuda, który tłumaczył na przykład karierę futra jako podstawy kobiecych kreacji w tym, że stanowić ono miało symboliczne "przedłużenie" owłosienia intymnego. Ta sama w sobie surrealistyczna analiza stała się punktem wyjścia dla kilku projektów sukien autorstwa Elsy Schiaparelli, nie wspominając o słynnej futrzanej filiżance (czyżby kolejne wcielenie "kobiety do zjedzenia"?...) Meret Openheim. 

Salvador Dali i Edward James, Sofa z ust Mae West, 1938, drzewo i satyna, 86,5x183x81,5cm, (Dali podkreślał różowy kolor wylansowany przez Elsę Schiaparelli)

Salvador Dali, Broszka z rubinowych ust, 1949, 18-karatowe złoto, rubiny, perły

(Dali pisał o swej broszce-fetyszu: "Poeci wszystkich wieków i krajów pisali o rubinowych ustach i perłowych zębach". Podjął się on transpozycji poetyckiego cliche w prawdziwie surrealistyczny przedmiot.)

Giorgio de Chirico, bransoletka, perły, rubiny, 18-karatowe złoto, platyna, 1950

 

Innowacyjna broszka Longhorn marki Maison Boivin, 1938-40, diamenty, zielone diamenty, polerowane złoto, szafiry

Francoise Gilot i Pablo Picasso, naszyjnik Owl, kamienie, metal i kości na sznurku,1948

Surrealiści nie tylko z upodobaniem projektowali kostiumy filmowe i dekoracje teatralne, ale także wnętrza, modę, meble, przedmioty codziennego użytku, ceramikę czy biżuterię. Elsa Schiaparelli, jedna z najsłynniejszych surrealistycznych kostiumolożek, wciągnęła nawet Dalego do projektowania okien wystawowych sklepów...Na tym się nie konczy: na wystawie podziwiać można plejadę surrealistycznych okładek Vogue'a z epoki...

Pierre Roy, okładka Vogue'a, wyd.brtyjskie, styczen 1938

Cecil Beaton, fotografie z serii: Londynskie myśli, sierpien 1936

Giorgio di Chirico, okładka Vogue'a, styczen 1936

Surrealizm nie tylko był ściśle związany ze światem designu i mody, ale współ-stworzył przez to nowy wizualny język nowoczesności, który dzisiaj skolonizował popularną wyobraźnię, nie przestając być ciągle w mocy...   

Meret Openheim, Stolik z nogami ptaka, 1939, brąz i drzewo  

Wystawa ta wskazuje na współczesne coraz ściślejsze przenikanie się sztuki z dziedzinami projektowania przedmiotów codziennych czy wnętrz, ponieważ ukazuje historię sztuki w tej perspektywie, odwracając znaki tradycyjnego wartościowania. Sztuka i moda nigdy nie były sobie bliższe.

Man Ray, Modelka w sukni Vionnet z taczkami Oskara Domingueza, 1937

(sam przedmiot Domingueza - drewniane taczki wyłożone satyną były dosyć surrealistyczne, modelka na nich tylko podkreśla związki surrealizmu z glamoure'm i modą...)

Co ciekawsze jednen z najstarszych londynskich domów mody słynny Selfridges wyszedł na spotkanie wystawie w V&A Museum, zapraszając m.in. współczesnych kreatorów mody do przedsięwzięcia surrealizm w sklepie - "this is not a shop"...c.d.

Giorgio de Chirico, Bal, scenografia do sceny drugiej sztuki wg Vladimira Solloguba Bal, odegranej po raz pierwszy w Monte Carlo, 1929 (W 1926 roku Serge Diaghilev zamówił u Ernsta i Miro dekoracje do baletu Romeo i Julia - rosyjskie balety były bardzo modne, więc komercyjne - co wzbudziło protest Bretona i Aragona, prawdopodobnie namówionych przez Picassa przeciwko temu, by "idee oddawały benefis pieniądzom"...)

Surreal Things. Surrealism and design, V&A Museum, Londyn, 29 marzec - 22 lipiec 2007, kurator Ghislaine Wood

www.vam.ac.uk

23:34, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 kwietnia 2007
Gilbert&George w Londynie

  W moim nieodzownym cytowanym już na wiele sposobów noworocznym francuskim Vogue'u o temacie wiodącym "Być jak John Galiano" mam jeszcze jeden ciekawy zaskórniakowy artykuł. Mianowicie Catherine Millet, znana w Paryżu krytyczka sztuki, redaktorka pisma ArtPress, znana w Polsce także ze swej pornograficznej biografii (która i nad Sekwana nie obeszła się bez echa...) napisała długi artykuł o trwającej właśnie w Tate Modern wystawie "rodaków Galiano" artystach Gilbercie & George'u. Tekst o tytule "Moi bracia" analizuje porządek seksualności zderzony z porządkiem religii w pracach londyńskich artystów. W swym jedynym przypisie Millet odwołuje się do tej samej pracy Leo Steinberga "Seksulaność Chrystusa w sztuce Renesansu i jej współczesne wyparcie", którą przywołał niegdyś na łamach Obiegu Guy Amsellem piszący o Nieznalskiej...

Do tekstu Millet jeszcze powrócę...

Dziś wieczorem na skutek cudownej koincydencji wyjeżdżam do Londynu - wybieram się do Tate Modern z niecierpliwością, podobnie zajrzę na wystawę portertów mody, o której pisałam i może na surrealizm i design do V&A Museum!... :)

Kadry filmowe z The World of Gilbert & George, 1983

Heterodoxy, 2005, 318 x 453 cm


z serii Was Jesus heterosexual?, 2006, która prowowkowała wielkie debaty w zeszłym roku w Londynie

 

Cunt, 1977

Gilbert&George, Tate Modern, 15 luty - 6 maja 2007, Londyn 

Catherine Millet, Mes frères, Vogue, grudzień 2006/styczeń 2007

Leo Steinberg, La Sexualité du Christ dans l'art de Renaissance et son refoulement moderne, Galimard, 1987 

16:42, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
Royal...ps.

  "Zmiana" - ten slogan widnieje u szczytu wyborczego plakatu Royal, poniżej "Prezydencka Francja" - hasło mające potwierdzać, że Royal zapewni Francji należyte miejsce w świecie...Ale jest to także podswiadoma próba rozładowania napięcia w związku z kłopotami lingiwstycznymi jakie stwarza pojawienie się kobiety kandydującej na stanowisko prezydenta. Feministyczne listy internetowe oburzają się od wczoraj, że w mediach tuż przed decydującą chwilą mówi się tylko o "wyborach prezydenta Francji", choć przecież by podświadomie nie wykluczać kandydatki lewicy można by mówić o "wyborach prezydenckich". Podobnie krytykowane jest określenie "troisième homme a l'éléction" - "trzeci mężczyzna w wyborach" (l'homme znaczy mężczyzna, ale też człowiek), dotyczące kandydatury Bayrou i sygnalizujące, że ciągle nie ma tu miejsca dla kobiety.

"Co drugi człowiek (l'homme)  jest kobietą!" głosiło hasło feminizmu francuskiego II Fali. Jednak jak nazywać kobietę-prezydenta nie jest do dzisiaj we Francji jasne. Podobnie w Polsce słowo "prezydentka" brzmi sztucznie i kojarzy się tylko z nieprzyjemną sztuką teatralną Lupy...Ciągle czekamy czy nastąpi tu jakaś zmiana...

Ja, osobiście mam duże obawy i złe przeczucia co do nadchodzących niedzielnych wyborów....

Krugerowski plakat wyborczy Ségolène Royal

15:51, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 kwietnia 2007
Wenecja for ever!Efekt Mitoraja...

   Zanim przejdę do kolejnego etapu moich podróży, które zapowiadają się na ten week-end (do Londynu!!!...) chciałam jeszcze wspomnieć o Wenecji. Jak pisała Erica Jong w powieści Serenissima do tego miasta z powietrza, wody i szkła, do Najjaśniejszej, stolicy intryg, przepychu (maskarady i luster...), dekadencji od wieku ściągali gromadnie rozliczni outsiderzy - złota młodzież i jej młodzieńcy o ambicjach biseksualnych...

Wenecja jako stolica sztuki - Palazzo Grassi, Gugenheim, Biennale...

Tym razem Wenecja objawiła się jako miasto...Igora Mitoraja...Natykałam się na jego ślady wszędzie...

Nie tylko przy przejściu sucha stopą z placu San Marco na Santo Stefano mijamy jedną z istotnych weneckich galerii Contini Galeria d'Arte, którego większą część wystawowej witryny zajmują prace polskiego rzeźbiarza...

Oprócz imponujących weneckich pałaców Ca d'Oro i Ca Rezzonico zwiedziłam także wystawę w Palazzo Franchetti, które pokazywało ciekawy, acz sumienny i nieco turystyczny pokaz "Autoportrety artystów" z kolecji Galerii Uffizi z Florencji...

70 obrazów pokazuje panoramę sposobów widzenia się artystów od XV wieku do dzisiaj. Od Rafaella, Tintoretta, Philipino Lippiego po Marca Chagala i Michelangelo Pistoletto - artysta jako natchniony wizjoner, romantyczny samotnik lub znerwicowany wyrzutek - w zależności od teorii jednostki i filozoficznych rozważań na tem idei autoprezentacji właściwej danym czasom. A oto autoportrety:

                           

Rafaello (1505)      Antonio Canova (1790)

             

Marc Chagal         Michelangello Pistoletto

Odnotowałam tylko dwa lub trzy autoportrety artystek, w tym jeden Artemissi Gentileschi. W znaczącej przewadze włoskiego malarstwa reneseansowego i poźniejszego było parę wyjątków, w tym Marc Chagal i... Igor Mitoraj. Galeria Uffizi, jak sie okazuje ma w swoich zbiorach jego płaskorzeźbę zatytułowana "Podwójny autoportert", przedstawiającą typową nawiązującą do antycznych wątków scenę, złożona z fragmentnów korpusów niby starożytnych rzeźb. 

Włosi, co można wyczytać w niezliczonych recenzjach sztuki Mitoraja w internecie, mają słabość do polskiego rzeźbiarza za jego uwielbienie dla antyku. Od 1979 roku Mitoraj, po wycieczce do Carrary, zafascynował się marmurem i pracował głównie z tym materiałem, stale podróżując między Paryżem i Włochami. Od czasu zaproszenia na Biennale w 1986 roku artysta jest obecny w Wenecji. W 2005 roku brał udział w wystawie w Ca Pesaro - zdominował prac San marco swoją wielka pracą w plenerze. Centaury, półnagie i fragmentaryczne torsy, motywy mitologiczne i kształty z kamienia urzekają słoneczną Italię.

Ja tymczasem myślałam o "Śmierci w Wenecji" Tomasza Manna, kryptonimującej homoseksualne pożądanie (i o jej bohaterze nomen omen polskim chłopcu Tadziu...), o kanałach Wenecji i jej ciemnych wilgotnych uliczkach, po których zatacza się mannowski bohater upity swym pożądaniem, a jego zagubienie zwiastuje dekadencki kres Starej Epoki; o Winkelmanowskim białym antyku, którym napawał się wiek XIX z powodu  podobnego stłumienia i odkrycia starożytności, jej rzeźb z marmuru wraz z jej cielesną przedchrześcijańską otwartością...i o...tekście Pawła Leszkowicza "Efekt Mitoraja", opublikowanym kiedyś w Obiegu, o tym, że Mitoraj jest głównym, "nadwornym" artystą III RP wspieranym przez Jolantę Kwaśniewską w kraju, w którym narasta homofobia (a pod rządami prawicy dodajmy króluje...), choć jego prace znakomicie kodują splot homoseksualności i antyku... (już teraz nawet Mitoraj na mecenat chyba nie mógłby liczyć...)

No właśnie, i dlaczego Mitoraj? I dlaczego akurat w Wenecji?...

(Czy dlatego, że pozostaje ona stolicą bi- i wielo-seksualności, jej potęga została stworzona na wyparciu, zanim powstała i stała się średniowiecznym i renesansowym Nowym Jorkiem była miejscem wygnania, jej prawa napisano od nowa i zawsze będzie Miastem Odwrotnym? Że tutaj nawet sztuka salonowa zyskuje nowy sens?...Że tutaj od zawsze kicz ocierał się o wielkość, a okrucieństwo o wspaniałomyślność...)

Igor Mitoraj, Testa addormentata, 1983

«Autoritratti/Selfportraits», Veneto Institute for Sciences, Literature and Art
Palazzo Franchetti, 23 styczeń - 6 maja 2007, Wenecja

Erica Jong, Serenissima, Warszawa 1993

http://www.artnet.com

http://www.meetingvenice.it

20:43, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 kwietnia 2007
Wolna kobieta Royal...

  Etap wojaży jakoś nie chce przeminąć i z Wenecji wróciłam via ...Montrésor...czyli odwiedziłam podzamkowe posiadłości rodziny moich przyjaciół Olgii Stanisławskiej i Jeana-Gabriela Potockiego. Montrésor to jedyny zamek w rejonie Loary od połowy XIX wieku w polskich rękach, pierwotnie zakupiony przez Branickiego. Oprócz rozlicznych walorów, które nie dają się streścić w jednym słowie ( i wymagają odrębnego miejsca), pobyt ten miał tę zaletę, że... dotarło do mnie wreszcie do czego odwołuje się w mojej świadomości plakat wyborczy Ségolène Royal!!! Plakaty wyobrcze rozwieszone są wszędzie, ale w małych miasteczkach widać je dosadniej...

wyborcza "sztacheta" w Loche, niedaleko Montrésor

 

Wybory są już w niedzielę, więc napięcie przedwyborcze osiąga szczytu. Dziś w dzienniku telewizyjnym TF1 Royal ogłosiła "jestem wolną kobietą", podkreślając, że tylko ona wciela obietnicę prawdziwej zmiany. Problem polaga na tym, że prócz głównego przeciwnika politycznego jakim jest Sarkozy, od niedawna na politycznej scenie zaczął róść w silę kandydat centrowy, liberał François Bayrou i znacznie obniżył on polityczną moc kandydatki socjalistów. Tymczasem Royal wyostrzyła swą kobieco-polityczną wymowę. Być może było to w planie od dawna, gdyż jej plakat do złudzenia przypomina i odsyła do dzieł...Barbary Kruger - czołowej amerykańskiej feministycznej artystki lat 70-tych i 80-tych.

 

"Moje ciało jest polem walki" - ten plakat wydany przez CSW niedawno był przedmiotem debaty na blogu Izy Kowalczyk Straszna sztuka, więc mamy go w pamięci. Patrząc na afisz Royal widzimy tę samą stylistykę, te same kolory - biało-czarne zdjęcia i biało-czerwone hasła. Na kobiecej twarzy widać zmarszczki, o wiele bardziej niż na jej kolorowych zdjęciach...

 

Royale zaostrzyła ton swojej kampanii. Podkreśla przede wszystkim walkę z przemocą wobec kobiet i dzieci. Dwa dni temu udała się na spotkanie wyborcze do Nantes, miasta pogrążonego w żałobie po niedawno brutalnie zamordowanej młodej kobiecie (na tle rabunkowym i seksualnym). "Gwałciciele i przestępcy posługujący się przemocą wiedzą dokładnie, co robią i powinni być surowo osądzani i skazywani" - ogłosiła na wiecu, proponując, by po odbyciu kary nosili elektroniczne bransoletki. Royal widzi w sobie polityczną obrończynię wszelkich wolności - imigrantów, by nie być oddzielani od swych dzieci, kobiet, które boją się publicznych środków transportu nocą, policjantów atakowanych podczas walk z policją. Proponuje "wzmocnienie wszelkich rodzajów wolności publicznej". Hasła te są wymierzone bezpośrednio w Sarkozy'ego, który w ramach programu "twardej prawicy" proponuje szokujące i radykalne prawa ograniczania swobód wspólnot imigranckich (m.in kontrolę pochodzenia Francuzów, odsyłanie rodziców czy diadków dzieci mających prawa pobytu, nagonke w szkołąch odsyłanie dzieci w sytuacji nieuregulowanej - to ostatnie wzbudziło największy sprzeciw Francuzów i parę takich akcji już udaremniono...) oraz kontrolę tzw. "trudnych dzielnic", czyli imigranckich przedmieść. Niedawno zasłynął też tezą, że pedofilia jest dziedziczna... Robert Badinter, znana we Francji "moralna figura lewicy" (i mąż Elisabeth Badinter, autorki wydawanych w Polsce książek o feminizme) oskarża Sarkozy'ego o faszystowską inspirację w swych ideach w programie reżimu z Vichy: "Sarkozy zlepenizował swój dyskurs, próbując pozyskać zwolenników Le Pena" - mówi na łamach wczorajszego Le Figaro.  

pierwsza strona Le Figaro, 17 kwietnia 2007

 

Feministyczne listy internetowe huczą od komentarzy - przede wszystkim negatywnie komentowana jest super-ekspozycja w analizach politycznych kwestii "kobiety", którą jest Royale jako kandydatka na prezydenta...Populistyczne debaty i ich fałszywie naiwne pytania czy "kobieta" może sprawować władzę? Co to oznacza dla porządku politycznego? Czy kobieta jako polityk może "uwodzić" wyborców?  Itd. Itp. toczą się w mediach całą parą. (Na szczęście równie często padają odpowiedzi - oczywiście, że kobiety bywają przywódcami politycznymi, a Mitterand uwiódł Francuzów...). Potoczne prasowe nazywanie pojedynku Royal i Sarkozy'ego jako "ségo-sarko", odzwierciedla tę dysproporcję płci - kobieta po imieniu ("łagodniej"), mężczyzna po nazwisku ("twardo", "normalnie").

 

W tym kontekście ogłoszenie przez Royal "jestem wolną kobietą" - brzmi jeszcze ciekawiej... (Nie wspominając o tym, że ze swym partnerem tworzy rodzinę i ma dzieci bez ślubu). "Jestem wolna, nie podlegam żadnym naciskom, ani układom politycznym" - mówi Royal. Jestem wolna, by zająć się Francją... Zobaczymy czy francuskie społeczeństwo jest gotowe zdać egzamin z tej lekcji...  

22:02, agata_araszkiewicz
Link Komentarze (1) »
niedziela, 01 kwietnia 2007
Wenecja!...

A na razie ogłaszam dwutygodniową przerwę związaną z wyjazdem do Wenecji...

Marc Jacobs na swym balu poświęconym Wenecji przebrany za gołębia z placu Św.Marka (i nie jest to prima aprilis :)))...)...

www.vogue.com

16:16, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
Korczynski Création Polonaise...

 O sztuce i modzie w Paryżu, ale ...po polsku, czyli o wizycie w butiku Korczynski Création Polonaise, pełnego polskich młodych disgnerów i artystów, napiszę po powrocie...

      

(trzymam mój zarezerwowany Tshirt z cudownym  srebrnym buldożkiem francuskim jako logo...nie uśmiecham się z wrażenia...:))

Pozdrowienia dla Mateusza Korczynskiego!...

16:12, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
Art & fashion again...

  Pora wreszcie na mój ulubiony temat "Art & Fashion". W prasie codziennej amerykańskiej i francuskiej, na którą się natknęłam od pewnego czasu pojawia się więcej artykułów na ten temat (nadmieniam, że w blogu pisałam o tym z górą ponad rok temu...). Pretekstem są dwie wystawy Face of fashion w National Portrait Gallery (St Martin's Place) w Londynie i Autoportraits de mode w starym zabytkowym domu handlowym, znajdującym się do tego w moim bezpośrednim sąsiedztwie... Bon Marché w  Paryżu.

Do 28 maja w Londynie można oglądać około setkę zdjęć wykonanych dla Vogue'a, i-D, Pop, W Magazine i innych pism trendy pokazanych jako dzieła sztuki...Skomplikowanie i różnorodność fotografii mody dzisiaj zbliżą ją do statusu jakim cieszy się fotografia artystyczna. Mert Alas & Marcus Piggott, Steven Klein, Mario Sorrenti, Paolo Roversi, Corinne Day to nazwiska znane nie tylko wszystkim fashion's victims...

Corinne Day, Kate Moss, 1993

 

Paryska wystawa, którą obejrzałam niedawno gromadzi fotograficzne autoportrety znanych kreatorów czy ludzi z branży - moment, żeby sprawdzić jak legendarny kunszt "gigantów" projektowania odzwierciedla się w sposobie widzenia siebie. Do podziwiania wyobraźnia Lagerfelda czy prostota Christiana Lacroix. Helmut Newton zestawiony razem z polaroidami Andy Warhola czy ze słynną artystką fotografii z lat 30-tych Claude Cahun i wyjątkowym projektem Cindy Sherman - jej autoportretem na wazie Pompadour...

Cindy Sherman, Madame de Pompadour (neé Poisson),
1990

 

 

Autoportrety Claude Cahun

Poza tym: Man Ray, Bettina Rheims, Jeanloup Sieff, Michael Thompson, Ellen von Unwerth, Martin Parr, Ugo Rondinone, modele, muzy, krytycy, dziennikarze, obserwatorzy... Mała wystawa, choć nazwiska balansujące na pograniczy sztuki i mody można by mnożyć (Gilbert&George, Mapplethorpe, Richard Avedon...)

 

Ellen Von Unwerth, Autoportret

Jeanloup Sieff , "Auto"-portret, Paris 1978

Bon Marché zresztą od zawsze od kiedy pamiętam ma politykę, małą galerię sztuki przy wejściu na piętro, gdzie zawsze jest wystawa jakiegoś artysty, przez którą wiedzie przejście. Ma też swoją kalokcję sztuki współczesnej (/www.lebonmarche.fr/)...

Jak pisze Wall Street Journal tendencja ta jest coraz bardziej światowa. Nie tylko nowy sklep Gucci otwarty w listopadzie w Tokyo ma wielką galerię sztuki. Prada w Nowym Jorku i Beverly Hills pokazuje wystawę z około stoma spódnicami zatytułowaną "Waist down" (towarzyszy jej także pokaz chińskich filmów odrestaurowanych przez Fondazione Prada na Wenecki Festiwal Filmu). Także w listopadzie ubiegłego roku Louis Vuitton (którego wielka nowa siedziba przy Champsée-Elysée otwarta dwa lata temu ma swoją galerię sztuki, a wnętrze sklepu wypełnia instalacja świetlna Tima White'a-Sobieskiego; dodać należy, że Suzanne Pagé na czele Foundation Louis Vuitton tworzy kolekcję sztuki współczesnej) zamówił u duńskiego artysty Olafura Eliassona zaprojektowanie wielkiej okrągłej lapmy, która urozmaicała wystawy ich 360 sklepów na całym świecie do niedawna (obecnie zastąpiona nową instalacją).

Waist down w Pradzie w Nowym Jorku

Olafur Eliasson dla Louis Vuitton

Do podobnych pasji przynaje się też marka Polo Ralph Lauren. W Nowym Jorku także tansze sklepy podjęły ten trend (marka Theory otwiera nowy butik wystawą nowojorskiej artystki Ruth Ro, tworzącej portrety w stylu papieża pop Warhola...)...

 

Tymczasem w Luksemburgu zapowiadane jest otwarcie wystawy "Dysfashional" prezentującą instalacje młodych znanych projektantów. Heidi Slimane, który właśnie rozstał się z Diorem (zastąpi go Kris van Assche), będzie tu obecny z projekcją na wielkim sześcianie zdjęć zrobionych w Berlinie w 2003 roku, w których krzyżuje się miejski margines i młodzieżowa estetyka, słowem pytania na temat sylwetki ludzkiej w mieście - czy nie tym właśnie zajmuje się jako kreator mody?...

 

 

Heidi Slimane, Berlin 2003, projekcja na sześcianie 350x350x350cm

 

 

 

Face of fashion, National Portrait Gallery. St Martin's Place, Londyn, do 28 maja, kurator Susan Bright

Autoportraits de mode, Bon Marche, 24, rue de Sevres, Paryż, 24 luty - 31 marzec, kurator Martin Bethenod

Elodie Cuzin, Du papiers galcé aux murs des musée i Figures libres au Bon Marché , Figaro 20 luty 2007

Christina Passariello, Rachel Dodes, Art in fashion: Luxury boutiques derss up as galleries, Wall Street Journal, 16-18 luty 2007

Dyfashional, Rotonde 1, 62, rue Bonnvoie, Luxembourg, 21 kwiecien - 27 maj 2007, www.luxembourg2007.org

Natasha Wolinsky, Quand la mode habille l'imaginaire, Magazine des Beaux Arts, kwiecień 2007

Zdjęcia pochodzą z sitów internetowych poświęconcyh danym artystom, wystawom i z artykułów prasowych oraz blogów

http://www.blographic.com/exhibition/autoportraits-de-mode-au-bon-marche

15:40, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
Zielinska i Gretkowska
  Nie tak dawno rozmawiałyśmy z Anną Baumgart o obecności sztuki nowoczesnej we współczesnych polskich powieściach...A tu czytając ostatnią książkę Gretkowskiej natykam się na taki oto fragment:

 

 

 

 

Na koncu książki znajdują się podziękowania dla Moniki Zielinskiej za "udzielenie" swej prawdziwej osoby.

Bardzo dziwna to książka. W gruncie rzeczy analiza prawicowego środowiska starzejących sie pampersów, ich zakłamnia, karierowiczostwa, mody na "nawrócenia" i parcia na zajmowanie ważnych stanowisk, posiadanie udziałów w katolickiej telewizji. Ideologiczna "misja" jest raczej środkowiskowym sposobem na "przystosowanie" się i urządzenie - atmosfera jak z "Popiołu i diamentu" lub powieści Tyrmanda... Jednak byłam zszokowana tym do jakiego stopnia Gretkowskiej brakuje krytycyzmu i ironii właściwej choćby Tyrmandowi. Jest to świat nadwiślanskich Talibów, który opisuje ona ze swoistym przyzwoleniem - trochę jak serial "Klan" w telewizji.

Osiedla domków nowych bonzów zdominowane są przez biało-czerwone flagi, ale błotnistą drogą nie sposób do nich dojechać. Wpajanie dzieciom "dumy z bycia Polakami" i hołubienie katolickich wartości nie przekłada się na prawdziwe dbanie o rodzinę mężów, któych po 40-stce nie dość, że nie dbają o siebie to jeszcze jako "ważny" towar odchodzą z byle kim... Jest to świat upadły, świat rozkładu więzi ludzkich, gdzie nie ma żadnych normalnych wartości egzystencjalnych (miłości, przyjaźni, radości) - wszystko jest na pokaz jak chodzenie do kościoła (mam tu na myśli świat w tle, a nie główny wątek, którym jest borykanie się bohaterki z depresją męża - nie prawicowca). 

Manifa (opanowana przez krzykliwe studentki o kolorowych własach i górnolotnych hasłach - oddalonych od problemów kobiet pragnących społecznego prestiżu, wychodzących za karierowiczów-prawicowców i  żyjących w zakłamanych prawicowych rodzinach...) i feminizm, podobnie jak Monika Zielinska są gośćmi nie z tego świata, trochę dziwnymi, niezrozumiałymi i przez to jakoś ...niepoważnymi (?)... Jedna z bohaterek - przyjaciółka naszej głównej portagonistki - gdy opuścił ją mąż myśli:

"Hasłu Moniki Zielinskiej Pępek - blizna po matce brakowało drugiej części - blizny po ojcu. Odcinającym się, odrębującym od rodziny. Blizna na mózgu - zaproponowałaby złośliwie, myśląc o głupocie Marka." (s.244) 

Jest to świat przygnębiający i straszny wyalienowanych kobiet uzależnionych od mężczyzn (de facto to mężczyźni są tu zwiastunami wolności kobiet, oni je "pchają" w wolność...), w którym prawdziwa egzystencjalna rewolucja feministyczna, artystyczna, myślowa czy wrażliwości nie wydaje się możliwa... A znaki postępu natychmiast odwracają się w swoje przeciwności (Gretkowska jako autorka przedziwnie "oznacza" ten świat)... Można "chorować" czytając tę książkę nie tylko na straszną polską rzeczywistość, ale też na brak alternatywy...

Prownicjonalni Polacy, którzy w przypływie "cudu" mają tylko populistyczne wizje związane z papieżem, pozbawieni wszelkiej wielkości...

Brakuje mi tu subwersji, dekonstrukcji, otwarcia perspktywy i przewietrzenia polskich domów... Prawdziwego skorzystania ze świata Moniki Zielinskiej (póki co jej rola polega na doradzaniu jako rzecznik patentowy zdrazdanej i porzuconej żonie i matce czy jej patent na dmuchany nocnik przenośny dla dziecka ma sens...Oczywiście nie ma...). "Egocentryzm" (czy nie jest to "odwieczna" kobieca wada, nabrzmiała zwłaszcza dzisiaj w Polsce w dyskusjach o aborcji, którego to tematu partia Gretkowskiej unika?...) czy "utrącanie łóżyskowej roli kobiet" jako interpretacja biloboardu Zielinskiej brzmi straszliwie ubogo, biologicznie i ...konserwatywnie...

Gretkowska wygląda na konserwatywną pisarkę, nie potrafiącą sprzeniewierzyć się "polskiemu piekłu" - może to tłumaczy zresztą konserwatyzm i "przystosowawczość" jej nastawionej na medialny sukces partii...

ps. co do "pępka" zaś - zęby już zjadłam na ciągłym gadaniu o pępku w feministycznej antropologii, tłumacząc filozoficzne eseje Luce Irigaray na polski i pisząc o tym...Nie będę się powtarzać...

Manuela Gretkowska, Kobieta i mężczyźni, Świat Książki, Warszawa 2007

13:15, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
Cisza Budnego...

 Michał Budny przysłał mi niedawno imponujące zdjęcie swej nowej pracy - Cisza... Dostałam też zaproszenie na wernisaż do Johnen Galerie w Berlinie na wystawę Stille, skąd podaję dane... Poprosiłam od razu Michała, żeby podał więcej szczegółów swego berlinskiego pokazu, ale cisza...

W każdym razie ciekawe... Zaś ogrom i waga zapewne wyzywające!...

 

 

Cisza, tektura i drewno, 140cm x 1043cm x 519cm (praca
zawisła 150cm nad ziemią!)

Michał Budny, Stille, 10 marzec - 14 kwiecien 2007, Johnen Galerie, Schilingstrasse 31, 10179 Berlin 

12:47, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »