RSS
czwartek, 07 kwietnia 2011
Polska

 Moi Drodzy, trudności, trudności, przerwa się przedłuża do połowy maja. Za to okres maj-sierpień spędzę w Polsce, spodziewajcie się nowości z Polsk!...

14:15, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 grudnia 2010
Slumdog Milioner...

   W quasi-biograficznej książce "Egoiste romantique" (2007) Frédéric Beigbeder pisze o festiwalu filmów amerykańskich w Deauville i dzieli się takim oto spostrzeżeniem: im ktoś jest większym milionerem, tym bardziej wygląda na kloszarda... Glamour zamienił się w trash, jeśli chodzi o sposoby manifestowania bogactwa. Trudno powiedzieć czy chodzi o zepsucie czy o kamuflaż. Czy może o gusta przed-kryzysowe?... Gdy przesycenie, przeinwestowanie, przeszacowanie i finansowe nadmuchanie święciło triumfy, może nie przypadkiem towarzyszył im niechlujny look śmieciowy?

Nie trudno zgadnąć, że kryzys, już nie na wcale przewrotnych zasadach, tendencję tę umocnił. Także dlatego oczywiście, że wielu milionerów... dosłownie poszło z torbami. Mieszanie rejestrów to zawsze mocna strona Marca Jacobsa. Tym razem dla Louis Vuitton zaproponował on taki oto zestaw - worek na śmieci jako ekskluzywna mini-torebka w wersji luksusowej. 

Louis Vuitton, jesień-zima 2010/2011

Już u Szekpira śmieciarze mieli najwięcej kluczy do ludzkiej egzystencji. Worek na śmieci marki Louis Vuitton krzyżuje w sobie wiele tendencji - bogatej stylizacji na śmieci, echa pokryzysowe czy ekologiczne wydźwięki...

Tym akcentem ogłaszam przerwę do końca marca!...

Dobra wiadomość, że problemy techniczne zostały opanowane (jak widać!). Postaram się w tym czasie uzupełnić brakujące archiwum zdjęciowe!

 WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO NA NOWY ROK! ABY NAWET WORKI NA ŚMIECI PEŁNE BYŁY ZŁOTA...

20:29, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 grudnia 2010
Last days...

  Ten okres roku zawsze sprzyja najróżniejszym podsumowaniom i nostalgicznym zwierzeniom. Tym razem na epokę Pana Scrooge'a jestem szczególnie podatna. Trudny rok dla bloga (jak widać!) i dla mnie...

Właściwie od czerwca nie udało mi się pokonać trudności technicznych związanych z przejściem na nowy nośnik zdjęciowy, także dlatego, że mam tak mało czasu, że każda dodatkowa trudność staje się niemożliwością. Nie chodzi tylko o bycie mamą - skończyłam swoją drugą książkę i próbuję skończyć doktorat. Nadrobić związane z ciążą zaległości. Blog jest z pozoru najmniejszym z moich zmarwień (ulotny, ale trwa, domagający się obecności, ale cieprliwy, zmienny, ale zawsze można do niego wrócić...), ale jego "upadek" martwi mnie najbardziej. Ilez ataków depresji mogłam przegonić małym, zręcznie zrobionym, szybko nakreślonym wpisem... A tak - ani wolności od depresyjnej niemocy i braku siły, ani wpisów... Jednak miejmy nadzieję, że wszystko dobre, co się dobrze kończy. Prawdopodobnie będę mogła wrócić na całego na łamy bloga po pierwszym kwartale przyszłego roku!!! Może wcześniej uda mi się zacząć reperować skutki brutalnego włamania do zasobów zdjęć.

 Póki co, jeszcze jeden nostalgiczny wpis - ostatnie dwie edycje mojej gablotki w warszawskim Saturatorze. Od kiedy powstała gablotka - a właśnie obchodziliśmy jej drugą rocznicę, ktoś czasem wspomina mi, że widział gdzieś inną gablotkę. Jednym słowem gablotka otwiera na inne gablotki - ich obecność czy konieczność obecności w naszym życiu. I nie chodzi tylko o generała Świerczewskiego...:)

Jedną z "gablotek", o której mowili mi uparcie znajomi jest kącik Diany i Didiego w londyńskim Harrodsie. Ostatecznie zwiedziałam to miejsce nie raz, ale bardziej przypomina ono mauzoleum.

 

 Memorial Diany i Dodiego w Harrods w Londynie

 W podziemiach wielkiego gmaszyska sklepu znajduje się mała przetrzeń poświęcona tragicznie zmarłej parze - jej kiczowatość i nadmiar atencji tłuamczyć można bólem zrozpaczonego ojca (do niedawna Harrods należał do ojca Dodi Al Fayeda). Mamy tu i sztuczny kwiat, i szumik wodospadu, i portrety zmarłych w konwencji ślubnej, oprawionych jak gdyby w obrączki i zjednoczonych gołąbkiem pokoju...

W gablotkach jest coś z nieobecności, z nostalgii, z nicości. Taka była geneza w końcu mojej warszawskiej gablotki z parasolką - która powstała tam, ponieważ mnie nie było... (Niestety pozostałe edycje póki co są niewidoczne z powodu włamania...). I nie bez powodu przywołuję ten aspekt w tej chwili - dlatego, że prawdopodobnie ostatnie dwie edycje gablotki (które omawiam tu zbiorczo...) będą w ogóle jej ostatnimi edycjami... 

 Pantha rei - moja gablotka  w warszawkim Saturatorze, wydanie z czerwca 2010

 Dealowanie z nieobecnością z definicji wiąże się z kiczem, nadmiarem uczuć, czułostkowością. Sama idea konceptu gablotki przesiąknięta jest kiczem, tak jak silnie związna jest z uczuciami, pamięcią, stylem zapamiętywania i zaznaczania śladu. Gablotka jest rodzajem świadectwa tego, co mogło by być, co mogło by istnieć, gdyby nie przeszkody - oddalenie czy śmierć. PRL-owskie szkolne gablotki zawsze poświęcone były zmarłym. Nieobecności sfetyszyzowanej - można łatwo wyobrazić sobie, że status religijnych relikwii również jest "gablotkowy". Święty piszczel ma tu podobne swoje miejsce jak pierwszy wypadnięty ząb - epos zwany rodziną dużo miejsca poświęca swoim oddzielnym relikwiom, a także przeznaczaniem dla nich miejsca.

 

Epos zwany egzystencją również. Ten rok była rokiem odwrócenia uwagi. Wszystko, co dotąd mnie zajmowało z konieczności zeszło na drugi plan, a całość wypełniło pochłaniające fizycznie doświadczenie macierzyństwa. Możliwe, że gdyby nie dopełniły go kupno nowego domu i ogromna, trwająca tak naprawdę wiele miesięcy przeprowadzka z dzidziusiem na ręku, rónowaga odnalazła by się nieco szybciej. Gdy przyjechałam na chwilę do Polski w czerwcu trudno mi było wybrać inny temat do gablotki niż moja po-ciążowa nadwaga - zaznaczająca swoją doniosłość wszędzie i cały czas - podczas przesuwania kartonów, chodzenia po schodach, opiekowania się dzieckiem.

Czy wiecie, że cztery kostki masła to kilo nadwagi? Umieściłam je na czerwonym dywanie - symbolu najwyższego glamouru naszych czasów. Uosabiają coś całkowicie wobec tego glamouru - zawsze slim! -przeciwstawnego. A jednak są majestatyczne, złote i pełne ciężkiej elegancji, co za paradoks! Pantha rei - wobec tego, że masło może stopić się jak śnieg i że wobec walki z mechanizmami natury mozna uzbroić się w jedyne narzędzie - czas...:)

 Sarmen Beglarian, Hubert Czerepok, Agnieszka Tarasiuk, Piotr Wyoscki na wieczorku ostatniej edycji gablotki, listopad 2010, Saturator

W listopadzie, będąc po raz kolejny w warszawie, rozesłałam smsa do wielu znajomych, zapraszając ich do wzięcia udziału w ostatniej gablotkowej akcji. Pisałam, by przeniesli, co chcieli - "sen, marzenie, ziarno lęku..." i co będzie mozna włożyć do gablotki prawdopodobnie po raz ostatni, by ją tym razem stworzyć wspólnie. Ja zdecydowałam się oddać moją drugą parasolkę.

 Przez cały wieczór zbierałam drogocenne dary...:)

 W ręku trzymama dary m.in. od Sarmena Beglariana i Huberta Czerepoka

 

 "Dziewicza" w pierwotnej wersji gablotka (od tego się zaczęło) i dary...

 Tego wieczoru impreza w Saturatorze...toczyła się właściwie niezależnie od gablotki, choć z nią w tle...

"...Sen, marzenie, ziarno lęku..." - ostatnia, listopadowa wersja gablotki z udziałem: Sarmena Beglariana, Huberta Czerepoka, Piotra Wysockiego, Dominika Jałowińskiego, Zuzanny Janin, Agnieszki Kurant, Oli Józefowskiej, Karola Słowika, Maksa Matuszewskiego, Magdy Środy, Agnieszki Grzybek, Marka Flisa, Katarzyny Herman, Tomka Brzozowskiego...i innych...

Dlaczego ostatnia? Prawdopodobnie wiele się zmieni już wkrótce, jeśli chodzi o jej schornienie, ale zobaczymy...:) Gablotka to w końcu prezent, nie można być zbyt kapryśnym...

 

 

Tym razem po wyjeżdzie z Warszawy udałam się znowu do Londynu, gdzie na wysstawie w Saatchi Gallery o młodych brytyjskich talentach odnalazłam (za podszeptem Ani Baumgart) taki oto ślad, aluzję, wzmiankę, pendant...do gablotki.

 

Ximena Garrido-Leca, The Followers, 2010

U tej artystki gablotka powraca jako wspomnienie pośmiertne - to tak naprawdę półeczki cmentarne, upamiętniające zmarłych jak groby. Sparwiają wrażenie tak żywych, jak kiczowatych, tak przepełnionych dobrą wolą, że uchybiającym zasadom dobrego tonu. I taka właśnie jest pamięć, lub inaczej - chęć zapamiętania... Drwiąca ze wszystkiego, sentymentalna, kapryśna, mknąca sobie znanymi, arbitralnymi drogami. Czy jestśmy już po stronie przeszłości? Być może zawsze tam byliśmy...  

 

 

 

 

 

22:02, agata_araszkiewicz
Link Komentarze (3) »
wtorek, 09 listopada 2010
Próba techniczna

  Ten wpis jest próbą techniczną wobec ustawicznych niemożliwości fotograficznych, z którymi się borykam.

suri-gold-heels-boston" alt="" /> 

 

19:49, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 października 2010
Romantic płuco...;)

 Biceps złożony z szarych komórek?... Dalsza część serii Romantic boy, ale jakże inaczej. Alladyn i Atlas w wersji Michelin... Romantyczne płuco miasta, trochę ukwiał na podwodnej skale, trochę poszarpane skrzydło pęcherzyków powietrza. Miasta mają obwodnice, ciało ma swoje zaplecze na poziomie serca, płuc, ramion i barków. W propozycji belgijskiej artystki Anais Oisline, współczesny pancerz miejski dla nowoczesnego dandysa raczej odsłania niż zasłania, choć przypomina zbroję. Raczej na bakier z powagą - szeroki rękaw i flamenco figlują tu w tańcu połamńcu, nie całkiem jednak oddalonym od geometrii. Ta peleryna zawieszona na lini między koronką (flamandzką) a tym, co militarne, wykonuje szew głęboki w stronę mężczyzny - mniej wojownika, a bardziej kwiatu... 

  

Anais Oisline, Point par point - entre corps et espace (Punkt po punkcie - między ciałem a przestrzenią), 2010

22:26, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 września 2010
Comme un come back!

   Nie jest to powrót w wielkim stylu, gdyż niestety nie udało mi się porozumieć z Yahoo. Oczekiwałam 2 miesiące na odpowiedź senior advisora, która miała nadejść w 3 dni... Jak głupi do sera. Poszukuję rozpaczliwie kontaktu do kogoś, kto wie jak dotrzeć do Yahoo Polska, proszę dać mi znać, jeśli znacie kogoś takiego.

A na osłodę na razie mały powakacyjny clin d'oeil. Lato się skończyło, ale czy mamy rezygnować z tego?...:)

Młody osiadły w Paryżu kreator Vincent Schoepfer ciekawie przekracza rodzaje płciowe w swych kolekcjach.

Romantic boys are back, comme moi, jak ja, jak mój come back...

Vincent Schoepfer, wiosna/lato 2010

 

www.vschoepfer.com

19:06, agata_araszkiewicz
Link Komentarze (1) »
wtorek, 20 lipca 2010
Brutalne włamanie

Chciałam się podzielić z moimi czytelnikami okropną historią, która zdarzyła mi się, gdy próbowałam wrócić do pisania bloga na początku czerwca (tak, tak nareszcie poczułam, że wiatr wieje w żagle...). Jednak na moje konto na Flickr, skąd postuję zdjęcia, odbyło się włamanie jakiegoś brutalnego hakera. Dlatego zdjęcia zniknęły. Cały ten czas próbuję to wyjaśnić z yahoo, co jest bardzo trudne i oporne, pokonuję szczeble łączenia się z załogą tej internetowej instytucji i otrzymuję, jak na razie, tylko obietnice.

Niniejszym ogłaszam dwumiesieczną oficjalną przerwę do czasu wyjaśnienia tej historii i do końca wakacji.

Proszę  bawić się dobrze!

 

22:56, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 lutego 2010
Biżuteria w szpitalnych łóżeczkach

  Z górą ponad roku temu, w Paryżu odbyła się dziwna wystawa, która ostatnio często wspominam... Była to premiera nowej kolekcji biżuterii Diora, wymyślona przez jego kultową projektantkę Victoire de Castellane (nad Sekwaną to oczywiste, że w jej żyłach płynie krew pewnego słynnego dandysa Boniface'a de Castellane...). W ramach Biennale des Antiquaires we wrześniu 2008 Castellane we współpracy z paryskim kuratorem sztuki Ericiem Troncy'm pokazała nowa odsłonę swej biżuterii pod hasłem Milly Carnivora.

 pierścionek Egratigna Angélique, białe złoto, diamenty, emalia

To w miejscowości Milly-la-Fôret, gdzie miał posiadłość, Christian Dior uprawiał ogrodek i zaczytywał się w ogrodniczych katalogach. Po jego śmierci na liczbę bukietów złożonych przez Paryżan pod Łukiem Triumfalnym trzeba było wydac specjalne pozwolenie. Castellane i Troncy w pięciu niemowlęcych łóżeczkach zaprezentowali 38 sztuk nowej kolekcji. Celebrując "les bébés", jak nazywa Castellane swoje dzieła, swoistym aktem chrztu w Grand Palais, celebrowali akt dziwnego macierzyństwa i dziwny mariaż bujnej żarłocznej fantazji z dziką wyobraźnią. "Milly Carnivora ostanie zaprezentowana w pięciu łóżeczkach. - mówił Troncy - To będzie trochę surowe, dziwne, coś pomiędzy Wschodnią Europą a Davidem Cronenbergiem...". Słynne muzeum zamienione na niemowlęcy pokój o przezroczystych kołyskach, w któych mienią się wszystkie kamienie szlachetne świata i wszystkie barwy tęczy w postaci najmnjeiszych babys świata, mimo, że queen size...  

widok wystawy w Grand Palais, u góry na zdjęciu Victoire de Castellane

 

pierścionki Epinosa Diamants (białe złoto, diamenty, cytryny, rubin, ametyst, szafir, granat i emalia) i Magnatus (złoto, diamenty, granaty, emalia)

obok pierścionka Egratigna Angélique drugi z serii Egratigna: Chipie, pierścionek i kolczyki Epinosa Verte, białe złoto, diamenty, cytryny, rubiny, ametysty, szafiry, granaty, emalia 

 

  

  pierścionek Ancolia, złoto, diamenty, rubiny, emalia

Czy palec bywa żarłoczy, nawet wtedy, gdy jest kwiatem? Ciało i mięso, złoto i zieleń. Czy kwiatowa mięsożerność, złotoustność, złotocielcość jest dla palca tego światem? Planuję i poluję na skarby, aż sama jestem złapana w łup. Drogocenna błahostka czy niepozorny skarb mają sobie to za żart? Planuję, poluję i pilnuję. Żarłoczność ciała i chciwość duszy, złota asceza, przepych po uszy. Kluczowe serce trzyma się sługi. Przesada w udawaniu i umiejętność w nadawaniu. Rozrzutny gest czyni naturę bogatą. Bujna żarłoczność, pożądliwa chciwość, mięsna roślinność. Nadmiar natury, dar miniatury. Roślinna dekadencja. Gorączka złota. Nienasycony apetyt. Bulimia i wspaniałomyślność - czy mają jeden korzeń?...

kolczyki i pierścionek Carnivora Devorus, złoto, diamenty, granaty, szafiry, emalia, kolczyki Chardonus, złoto, ametysty, beryle, granaty, tanzanit, szafiry i emalia

... To prawda - na dnie przezroczystych kołysek drzemią czasem prawdziwe skarby...:))))

 

 http://www.diorjoaillerie.com/fr/jewelry_fr.html

Ines van Lamsweerde i Vinoodh Matadin, L'appel de la Fôret, Vogue, Septembre 2008

14:52, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 01 lutego 2010
Baumgart i polska kolekcja w Parlemancie Europejskim

  Tydzień temu, czyli 25 stycznia 2010 roku, odbył się wernisaż polskiej kolekcji w zbiorach Parlamentu Europejskiego. Szacowna instytucja od lat gromadzi dzieła sztuki, uzupełniane obecnie o nabytki z nowych krajów członkowskich. Polskich artystów (w wyborze znaleźli się: Tomasz Ciesierski, Aneta Grzeszykowska, Ryszard Grzyb, Stefan Gierowski, Zofia Kulik, Włodzimierz Pawlak, Zbigniew Rogalski, Henryk Stażewski, Tomasz Tatarczyk) reprezentowała Anna Baumgart, której praca poświęcona berlińskiemu murowi znalazła się w  kolekcji.

Anna Baumgart, Mur. Hipoteza skradzionego obrazu, 2008

Artystka poruszyła zresztą temat żelaznej kurtyny w swoim przemówieniu, celebrującym wolność jednoczącej się Europy, wolność, która jednak bardziej niż czymś oczywistym powinna ciągle być wzywaniem i zobowiązaniem.

Serce biło mi z emocji.

 

szef Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek i Anna Baumgart w Bruskeli

 

Fragment przemówienia Baumgart:

Jestem artystką sztuk wizualnych i moim językiem wypowiedzi są obrazy i formy.W tym właśnie języku, rozmawiam ze społeczeństwem i jest to język, który nie zna granic.
Wydawałoby się, że tym samym językiem mówią artyści na całym świecie , że jest to język uniwersalny. Ale czy użycie tego samego znaku znaczy zawsze to samo? Tak więc niby mówimy tym samym językiem, ale nasze opowieści są inne, wynikają z naszych prywatnych historii , na które nakładają się losy całych regionów, narodów i państw. Należę do pokolenia, którego dzieciństwo i wczesna młodość toczyła się za murem, tytułowym murem mojej instalacji wchodzącej w skład tej wystawy Murem dzielącym Europę na Zachodnią i Wschodnią, a więc na centrum i peryferia. 
W liceum marzyliśmy o tym, żeby studiować sztukę na zachodnich uczelniach, co wydawało się wtedy   bardzo skomplikowane, prawie niemożliwe, ale  było jedyną sposobnością, by móc oglądać kolorowe reprodukcje obrazów naszych  mistrzów, o ironio krajowe albumy miały czarno-białe reprodukcje; jedyną możliwością, by czytać zachodnie magazyny o sztuce i wreszcie uczestniczyć w światowym jej obiegu. Podzielaliśmy wtedy - choć bardziej podświadomie - przekonanie, że zachodnie nowoczesne formy wizualne są formami nowoczesnymi w całym tego słowa znaczeniu, a więc mają wartość uniwersalną. Długo potem, już jako artyści spotykaliśmy się z oczekiwaniem krytyki, że powinniśmy opanować idiom artystyczny Zachodu, że język uniwersalnej kultury artystycznej to język sztuki zachodniej. To oczekiwanie podtrzymywało hierarchiczny układ Wschód-Zachód, minimalizując znaczenie różnicy, odrębności i siły płynącej z innego doświadczenia. W ten sposób mur zburzony w 1989 roku paradoksalnie nadal trwał w przestrzeni mentalnej tych, którzy tworzą mapy geografii artystycznej.
Wierzę w konieczność projektu przepisania historii i zmianę kierunku wektorów uwagi tak, by peryferia, jak proponuje historyk sztuki profesor Piotr Piotrowski w swojej książce "Awangarda w cieniu Jałty" zastąpić pojęciem marginesów: „Mają one  - pisze Piotrowski - większą wobec centrum autonomię oraz odgrywają wobec niego aktywną rolę, mogą na niego wpływać." 

Wymowa wernisażu, na który dopisała głównie publiczność związana z instytucjami - jako, że do Parlamentu nie można wejść z ulicy, a na odbywające się w nim wydarzenia obowiązuje szczegółowa lista gości - była tym bardziej symboliczna, że obecnym jego szefem jest polski polityk Jerzy Buzek, który oddał hołd polskiej sztuce w słowach wstępu. 

 

Ania Baumgart i Pomme

Ten symboliczny wernisaż był także pierwszym wernisażem w życiu mojej córeczki Pomme.:)

Pomme, Ania Baumgart i Kasia Korczak

oraz ja i Pomme...

Po godzinach odbyła się nieoficjalna powernisażowa kolacja z udziałem brukselskiej śmietanki. Od lewej: Ania Baumgart (za Zuzanną), Zuzanna Janin (prosto z Londynu), Jola Stopka, Abel Auer (a raczej jego nogi), Bartek Lech, Dorota Jurczak (po powrocie z Istambułu) i Jarek Król...:)))

Tym wspaniałym akcentem świętuję swój mały come back do bloga...:)

ps. Aniu, dziewczyna, którą spotkałyśmy przypadkiem w butiku dzwoniła właśnie, że jutro wybiera się, by obejrzeć wystawę...

 Film z wernisażu można znaleźć pod tym adresem, szukając w dziale "All Videos" i "January 2010" :)...:

http://www.ep-president.eu/view/en/

16:56, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
piątek, 25 grudnia 2009
X-mas

 Zaprzestałam - i znowu przerwa! - pisania bloga miesiąc temu a był to ważny miesiąć. Choć cały czas obiecywałam sobie, że w wolnej chwili wrócę - chwil tych okazało się było bardzo mało, za mało. Miesiąc okzał się brzemienny w skutki... Moja córeczka jutro skończy misiąc...:). A ja wrócę na pewno, jeszcze za chwilę...:)

  

 

*  *  *  * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *  *  *  * * * * * * * * * 

*  *  *  * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *  *  *  * * * * * * * * *

*  *  *  * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *  *  *  * * * * * * * * *

        WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO I WESOŁYCH ŚWIĄT (TAKŻE W SENSIE POGAŃSKIM), SPEŁNIENIA MARZEŃ I POCZUCIA BYCIA KOCHANĄ/YM. KOCHAĆ!!!!.......... SZALONEGO NOWEGO ROKU!!!

*  *  *  * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *  *  *  * * * * * * * * *

*  *  *  * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *  *  *  * * * * * * * * *

*  *  *  * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *  *  *  * * * * * * * * *

 

 

20:53, agata_araszkiewicz
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 37