Blog > Komentarze do wpisu
Mizoginiczno-egalitarny przekładaniec...

  Festiwal w Cannes właśnie się skończył i wsławił się mega-mizoginicznymi uwagami Romana Polańskiego i François Ozona. W jednym z ostatnich dni polsko-francuski reżyser pokazywał swój ostatni film "Wenus w futrze" z Emanuelle Seigner w roli głównej. Sięgając po arcydzieło tzw. literatury drugorzędnej (warto pamiętać, że w XIX wieku Sacher Masoch był bardziej znany od Sade'a)- słynną powieść austriackiego pisarza Leopolda von Sacher-Masoch (opublikowaną około 1870roku), której przywykło się przypisywać narodziny "masochizmu" (terminu tego użył po raz pierwszy w 1886 roku seksuolog Richard von Krafft-Ebing, Masoch protestował przeciwko użyciu swego nazwiska) jako rodzaju seksualnej perwersji (a wiadomo, że wszyscy jesteśmy perwertami!) - Polański miał rzeczywiście pole do popisu. Tuż po zakończeniu kolejnego epizodu afery o zgwałcenie amerykańskiej nastolatki, czyli po uwięzieniu w zimowej willi w Gstaad (podczas którego rząd Szwajcarii zdecydował nie wydać jednak reżysera amerykańskim władzom), Polański zabrał się za temat relacji między płciami. Wybór inspiracji scenariuszowej był właściwie wielką szansą. "Wenus w futrze" analizowali już wybitni intelektualiści jak np. Gilles Deleuze w swej słynnej książce  "La présentation de Sacher-Masoch", który odrywał ostatecznie znaczenie masochizmu od sadyzmu (rozbijał zbitkę sado-masochizm), dowodząc, że masochizm odnosi się do pragnienia innego wyobrażeni matki i innego fundamentu porządku między płciami, bardziej emancypacyjnego. Czy Polański w zimowym więzieniu miał czas sięgnąć po Deleuza tego nie wiadomo, wiemy jednak, że powstał wtedy film dokumentalny ("Polanski, le film-mémoire", nakręcony przez Laurent Bouzerau), opowiadający o jego życiu - od holocaustowych tragicznych przeżyć w Krakowie, po ponury, graniczący z ostracyzmem (zanim poznano szczegóły sprawy) nastrój po brutalnych morderstwie na jego żonie Sharon Tate, aż po problemy z amerykańskim prawem z powodu gwałtu na dziewczynce, rzekomo shootingowanej do sesji zdjęciowej. Zmienił się klimat i obyczaje epoki. Flower, power - wolna miłość i znoszenie zakazów ustąpiły miejsca backclashowi lat 80-tych. Prawda, że Polański stał się ofiarą szybko zmieniającej się mentalności, która wraz ze znoszeniem tabu  w dziedzinie seksualności, odkrywała coraz więcej obszarów nadużyć (w tym np. pedofilię czy molestowanie nieletnich), a więc na otwartość odpowiadała restrykcją. To, co robiliśmy kiedyś wydawało nam się bardziej niewinne. Ale nie jest też nieprawdą fakt, który reżyser ujawnił zresztą w swojej biografii, że na syndrom po-holokaustowego survivera (tego, który przeżył) odpowiedział wzmożoną aktywnością seksualną, przedłużaniem "afirmacji życia" w stałej, zmultiplikowanej gotowości do seksu. Zresztą było to w modzie tamtych lat. Czy i do jakiego stopnia Polański miał poczucie nadużycia, ulegając impulsowi seksu z nieletnią dziewczynką, nigdy się nie dowiemy. W filmie dokumentalnym mówi rozrywająco, że żałuje tego, co zrobił, przepraszał ją i jej rodzinę. Brzmi to szczerze, film jest wzruszający.


Roman Polanski, Emanuelle Seigner i Mathieu Almaric na planie "Wenus w futrze"

okładka książki Gilles'a Deleuze'a "Prezentacja Sacher Masocha" (1967)

Czy więc słowa wypowiedziane przed premierą filmu w Cannes w ostatnią  sobotę nie są jednak rodzajem pełnej resentymentu reakcji? "Pigułka zmaskulinizowała kobiety, a równość płci to idiotyzm!" - grzmiał z mównicy  80-letni artysta. Czy Polański się źle starzeje (choć energia bije od niego świetna)? Czy tylko jest zgorzkniały po upokarzających przejściach ostatnich lat?

 

 

Emanuelle Seigner i Roman Polanski w Cannes

Obserwując zresztą tematy ostatnich filmów "The Ghost Writer", "Rzeźnia", a choćby nawet wcześniej nakręconej sztuki teatralnej w Paryżu "La Doute" ("Wątpliwość"), mamy wrażenie, że reżyser ciągle konfrontuje się z problemami fałszywych oskarżeń lub raczej niemożliwej do udowodnienia winy - ta pierwotna "wątpliwość" jest w sercu jego dzieła. Podobno nowym tematem ma być sprawa Dreyfusa. Czy tym sposobem robienie filmów staję się dla Polańskiego egzyorcyzmowaniem poczucia winy czy raczej braku poczucia winy, szukania za wszelką cenę udowodnienia niewinności. Czy reżyser, dziś sam ojciec dorastającej córki, nie potrafi do końca skonfrontować się z przeszłością? Czy uważa, że coś go usprawiedliwia?

Mathieu Almaric, Emanuelle Seigner i Roman Polanski w Cannes 

I czy mamy tu do czynienia z pierwszymi symbolicznymi zwiastunami silnej fali konserwatywnego backlashu XXI wieku?

Przed Polańskim. inny francuski reżyser uwiecznił tegoroczną edycję festiwalu, znany i ceniony za ambitne filmy François Ozon, promując swój obraz w młodej prostytutce (sic!) znamiennymi słowami: "Uważam , że każda kobieta o tym marzyła, aby uprawiać seks za pieniądze. To po prostu jest wpisane w kobiecą naturę i jej geny..." Po fali protestów Ozon prostował, że miał na myśli tylko i wyłącznie bohaterkę swego filmu....

François Ozon z ekipa swego filmu "Młoda i ładna" w Cannes (w tym z prawej glowna aktorka: Marine Vacth)

Tymczasem jury na pod przewodnictwem Stevena Spielberga nagrodę przyznało...francuskiemu filmowi nieznanego szerzej reżysera o północno-afrykańskich korzeniach Abedellatifowi Kechiche'owi o tytule "Życie Adeli", opowiadającemu o dojrzewaniu nastolatki zakochanej w dziewczynie, o poezji, agresji, smutkach i uniesieniach kształtującej się lesbijskiej skłonności seksualnej...

Lea Seydoux w "Życiu Adeli"

Bakclash rzeczywiście jest falą reakcji na postępujące utrwalenie egalitaryzującej wrażliwości zachodnich społeczeństw. I chyba taka właśnie jest prawda, gdyż w tym samym czasie daleko od Cannes w deszczowej i zimnej tej wiosny Brukseli, zeszłoroczny zdobywca Złotej Palmy Michael Hanneke starał się wychwalanym przez krytykę ulubieńcem sezonu po premierze swej najnowszej opery w prestiżowej brukselskiej La Monnaie "Cosi fan tutte" Mozarta. Podobno afirmuje w niej kobiecą wolność pragnienia i poznania. Znaną intrygę opery, w której, chcący testować wierność swych połowic, małżonkowie wracają do domu pod przebraniem, austriacki reżyser poprowadził tak, że kobiety świętują w niej swoją autonomię i emancypację, jak entuzjastycznie piszą krytycy. Niestety miejsc już brak, ale entuzjazm krytyki w tak "niecodziennej" sprawie jest już może formą rekompensaty za dwa wielkie uderzenia backlashu!...

wtorek, 28 maja 2013, agata_araszkiewicz

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: