Blog > Komentarze do wpisu
Wanda, co nie chciała Palikota...

  Od czasu katastrofy smoleńskiej utrwaliło się prawo farsy jako główna zasada wyznaczająca dynamikę polskiej sceny politycznej. Już przedtem ta tendencja dała się zaznaczyć, zwłaszcza, gdy obserwowaliśmy polityczny rozwój tzw, kwestii kobiecej. Feminizm Porozumienia Kobiet 8 Marca (miałam honor to ugrupowanie współzakładać), jak i samej Manify dosyć szybko ujawnił swoją tendencję jako nie-bezpośrednio polityczną. Nie chodzi o to, by szukać winnych czy ocen takiej sytuacji - chodzi mi raczej o prześledzenie tektonicznych ruchów polskiej polityczności. Na temat bezpośredniego upolitycznienia w samym feminizmie debaty toczyły się ostre - na skutek braku zaufania do wartości publicznych ( spadek po komunizmie?) dość szybko i walkowerem zwyciężyła opcja rezygnacji z bezpośrednich związków z bieżącą polityką. Manifa wybrała drogę głębszej polityczności - powolnego uświadamiania i budowy kapitału społecznego. Można było jednak odnieść wrażenie, że dość szybko kapital dojrzał sam, zanim zdolności przywódcze objęcia go wygenerowały się z łona Manify. Zanim wyjaśnię dlaczego, zaznaczę jeszcze, że oczywiście było coś w tym z ducha dziejów - tę samą anty bezpośrednio-polityczną opcje zaproponowała również Krytyka Polityczna, która nigdy nie zdecydowała się zamienić swój kapitał symoliczny na polityczny, a opcja ta była egzekwowana zwłaszcza przez jej podstawową nomen-omen feministyczną siłę czyli Kingę Dunin. Mam tu na myśli intrygujące (i chyba mimowolne) opowiedzenie się Dunin w prezydenckim pojedynku wyborczym Tuska i Kaczyńskiego  za...Kaczyńskim, jako politykiem "wyrazistym", przeciwko któremu można będzie się zjednoczyć w sprzeciwie. Nawet jeśli wypowiedź Dunin była kampem - to archiwalny już dzisiaj "Przekrój", w którym owa wypowiedź padła, zrobił z tego okładkę. Tym sposobem cała Polska dowiedziała się z wystaw kioskowych na kogo głosuje Kinga Dunin i miała prawo wziąć to całkiem na serio (pokazuje to skądinąd całkowite przechylenie na prawo sceny medialnej). Był to jeden z pierwszych akordów farsy (nawet jesli zakładam, że Dunin byłaby w stanie bronić swej pozycji, przywołując np. kwestię rozhisteryzowania sceny wyborczej, obnażenia braku alternatyw  itd.). Poprzedzał go wszak inny mocny akord, a mianowicie sprawa Partii Kobiet. Zrealizowała ona to, czego zawsze obawiano się w Manifie - upolityczniła swoje postulaty  i weszła w polityke bezpośrednią. Jej początkowe sukcesy pokazały, że można zbić kapitał wyborczy na hasłach kobiecych. Tym sposobem był to rodzaj politycznego sprawdzenia efektów działania Manify - Partia Kobiet zbijała polityczny kapitał na społecznych oczekiwaniach rozbudzonych i wzmocnionych przez Manife. Pokazała tym samym, że w naszym konserwatywnym kraju postulaty nowoczesnej lewicy są już konkretna siłą polityczną. A wszytsko to firmował plakat wyborczy Partii Kobiet, pokazujący jej liderki - polskie celebrytki i prominentki - ...całkiem nago...Ta naga prawda obnażyła pierwsze oblicza prawa farsy... I nie chodzi tu o jakieś umoralnianie -kalendarze z francuskimi nagimi graczami rugby są od wielu lat bestellerem sprzedaży i wzmacniają budżety klubowe, z Paris St.Germain n czele. Polski nagi plakat kobiet, starających się o polityczną władzę w imieniu kobiet...był wlaściwie ogonem znikającej komety jako, że zaraz po tym partia zapadła się pod ziemię...Zapewne nie zawiniło tu być może nieświadome uwewnętrznienie patriarchalnego uprzedmiotowienia kobiet (które właśnie zaraz miały stać się podmiotami, choć zakończyo się to tylko odgrywaniem swego seksualnego statusu...niejako na darmo). Prawdopodobnie feministyczne postulaty nie były poparte głębinową polityczną pracą i długim procesem docierania lobbingujących ich staretgeii. Ale pierwsze koty za płoty...

Smoleńska tragedia owocuje wzmocnieniem prawa farsy, które wkracza wobec niemożliwości odnalezienia się Polski w jakiś organiczny sposób na drodze harmonijnej modernizacji. Jak pisał Marks wielkie wydarzenia historyczne zdarzają się dwa razy: raz jako tragedia, a drugi raz jako farsa. Katyń był tragedią, ale Smoleńsk wraz z autorytarnym, wiktymologicznym i anty-rosyjskim nastawieniem polskiego prezydenta, jak i niedociągnięciami techniczno-organizacyjnymi towarzyszącymi całemu lotowi, staje się nawet jeśli bardzo tragiczną, to jednak farsą (rozwijam tę tezę w tekście "Odejście", pomieszczonym w mojej właśnie wydanej książce "Nawiedzani przez dym"). Ta farsa nie jest wesoła: na Polskę Martyrologiczną (nie zdolną sie modernizować) można umrzeć jak na ciężką chorobę, jej zakładnikami zaś są niewinne ofiary.

W Polsce po-smoleńskiej kolejne wybory parlamentarne wynoszą na piedestał dziwny Ruch Palikota, biznesemna i eks-właściciela konserwatywnego tygodnika "Ozon", który z antyklerykalizmem na ustach udowadnia, że można róść w siłę reprezentując ideały nowoczesnej lewicy. Palikot, któremu brak lewicowej wiarygodności, oferuje wyrosłym z organizacji pozarządowych Wandzie Nowickiej i Robertowi Biedroniowi wybieralne miejsca do Sejmu. I udaje się! Ugrupowanie znikąd nabiera znaczenia-prezentując nowoczesne poglądy związane z prawami kobiet i mniejszości seksualnych.

Na konserwatywnej polskiej scenie politycznej progresywne hasła moga znaleźć się tylko na zasadzie niby-żartu, wygłupu, śmiesznostki (Palikot zresztą chętnie używa takiego kodu), krotochwili, która zamienia się w poważną rzeczywistość polityczną. Dzięki posłom Ruchu Palikota w realnym dyskursie publicznym pojawiają się nareszcie świeże sposoby rozumienia wielu zasypanych popiołem kwestii jak aborcja, zapłodnienie in vitro, związaki partnerskie, prawa seksulne. Wiadomo - jaskółki wiosny nie czynią. Ale ją zapowiadają: symboliczne znaczenie obecności nowoczesnego lewicowego dyskursu w mediach dzięki Nowickiej, Biedroniowi, czy Grodzkiej jest kolosalne.

Ta idylla nie mogła trwać wiecznie. W styczniu 2013 roku rozgorzała afera o premie. Nagonka na feministyczną polityczkę Wandę Nowicką przerosła wszelkie oczekiwania. Oczywiscie pierwszy, który rzucił kamień to ten, który patronował kwestii kobiecej, wielki mąż opatrznościowy, sam Janusz Palikot. Cofnął Nowickiej rekomendacje klubu na wice-marszałkinę sejmu. Burza medialna, która się potem przetoczyła, nie wymaga tu specjalnego relacjonowania. Przypominam tylko parę faków: Palikot złożył wniosek o cofnięcie rekomendacji Nowickiej zanim skandal wybuchł na dobre. Czy chodzi o to, że w prawie farsy nic nie trwa wiecznie, a jego sympatia dla sprawy kobiecej to był zwykły kaprys? Medialna nienawiść, jakiej doznała Nowicka, przypomina rodzaj kryzysu ofiarniczego. Młoda polska demokracja podążając w transformacji na oślep ciągle potrzebuje ofiary. Na innym symoblicznym planie swego czasu odegrała ją artystka Dorota Nieznalska. Jej feministyczna praca została zniszczona przez konserwatywne bojówki, a ona sama skazana w procesie na mocy prymitywnie rozumianego pojęcia wolności i godności. Wszystko działo się w atmosferze skrajnego przywzolenia na symboliczną i dosłowną przemoc wobec kobiet (którą zreszta artystka zajmowała się w swych pracach). Dzisiaj, mimo jej uniewinienia, ta publiczna pułapka ciągle jest gotowa i czycha - na kobietę, najlepiej feministkę. Tak jakby przez zaszczucie Nieznalskiej utrwalił się rodzaj jakiejś społecznej rzeźby przemocy, w ktorej koleiny musi wejśc każdy następny skandal, gdy chodzi o postępowo rozumianą rolę kobiety.   

 

Dorota Nieznalska, bez tytułu, z serii: Implantacja perwersji, 2005 (praca pokazana pierwszy raz na wystawie "Posłuszeństwo" kuratorowanej przez Agatę Jakubowską)

Media bez namysłu rzuciły się na inkryminowanie sprawy premii - bez żadnej analizy. Chodziło o premie istniejące od wielu lat, które przyznawał Marszałek Sejmu. Ewa Kopacz, jak jej poprzednicy, postanowiła przyznać je sobie i wszystkim czterem wice-marszalkom z różnych partii. Nawet jeśli rok wcześniej ze względu na kryzys zaczęto po raz pierwszy zadawać pytania o ich zasadność - cala afera, gdyby miała być oparta na jakiejś analizie - powinna być chyba wymierzona w decyzję Kopacz, jawną zresztą, ogłoszoną na stronach sejmowych.

Dlaczego medialny atak skupił się na Wandzie Nowickiej? Bo właśnie reprezentując kwestie feministyczne jest ona z grunut podejrzana, z założenia na cenzurowanym. Zaznaczam, że nie uważam pytania o wzięcie premii jako całkowicie niezasadne - powinno ono dotyczyć jednak mocą wszystkich uczestników zdarzenia, na czele z decydującą o tym marszałkinią.

Wanda Nowicka w telewizyjnych Wiadomościach


Z wielką satysfakcją można odnotować pierwszy chyba w historii gest solidarności środowisk kobiecych w obronie swojej polityczki. Ale dalej prawo farsy żąda ofiar. Palikot musi ustąpić z pozycji pozbywania się ideologicznego balastu, o co go podejrzewam - czyli by móc pozbyć się ideowej Wandy, proponuje nagle kandydaturę Grodzkiej. Czy zdaje sobie sprawę, że tym pseudo-postępowym gestem wyzwala tylko konserwatywne reakcje? Polityk wychwalał się potem, że "obnażył polskiego kołtuna", gdy Sejm zagłosował za zachowaniem Nowickiej na stanowisku. Ale można go raczej posądzić o instrumentalizację kwestii, których podejmowaniem jako jedyny się chełpi. Jeśli wymachiwanie sztandarem "Grodzka"- pierwszej polskiej polityczki transpłciowej ma jedynie "obnażyć polskiego kołtuna", to daleko tu do przemyślanych strategii politycznych, mających doprowadzić do prawdziwej,głębokiej tolerancji. Palikot nie po raz pierwszy ubiera maskę błazna - w teatrze farsy jednak na końcu i sprawie to służy, a w efekcie przeciwko Grodzkiej jednoczą się nawet dotychczasowi wrogowie Nowickiej, którzy wolą się za nią ująć niż stanąć przed jeszcze "gorszą" dla nich alternatywą. Tylko po co cały ten spektakl? Na końcu media huczą o "nielojalnej Wandzie, która wykorzystała Palikota"....Zaraz, zaraz: kto tu kogo probował wykorzystać, kto komu dawał wiarygodność i odwalał realną robotę, proponując rozliczne sejmowe inicjatywy czy pracując w terenie (a nie tylko telewizyjnych studiach)? Palikot zabawiający się rozdawaniem stołków to żałosna elegia tego, w co pokładający w jego Ruchu jakąś nadzieję wyborcy chcieli wierzyć.

No więc o co naprawdę chodziło w aferze z premiami?  Wanda Nowicka niczym brytyjska królowa przetrwała burzę, zachowując przy tym wielką klasę.Wbrew nagonce szefa swej partii ani nie odeszła, ani nie ustąpiła. A w imię czego miałaby to zrobić? Jego personalnych intryg i politycznych układanek, które były czystym science-fiction?

Palikot skompromitował się ostatecznie tekstem "Wanda chce być zgwałcona, ale ja nie jestem takim typem faceta"...Potwierdził tym sposobem symboliczny gwałt, który miał tu mieć miejsce na kobiecie reprezentującej kwestie kobiece na scenie publicznej. Do niczego jednak nie doszło. Farsa zatriumfowała, trefniś nie został królem.

Mimo tego jednak polska demokracja zaczyna dojrzewać do nowoczesności, a ideały nowej lewicy rosną, nawet mimo braku powagi Palikota, w polityczną siłę. Wanda Nowicka, która jednostkowo wybrała drogę bezpośredniej polityczności, i która uprzednio nadaremno próbowała swych sił we współpracy z SLD, potwierdza tylko swą etosowość i oddanie feministycznej sprawie, zostając na stanowisku, a także fakt swej politycznej dojrzałości, świadczący o tym, jak mądrze umiała strawić swój polityczny układ z Palikotem. Na szczęście dla niego prawo farsy może mu pozwolić wrócić do wspólnej gry. Nie tylko już przeprosił Wandę, ale scena, gdy przed nią klęka i błaga ją o powrót - nie wydaje się nam taka surrealistyczna....

Póki co jednak farsa z nas drwi. Palikot skompromitowany brakiem równowagi, a Wanda Nowicka osamotniona (niezależna), bezprecedensowa na stanowisku wice-marszałkini sejmu, bez popracia swego klubu. Ale ta jej samotność-niezależność jest bardzo symboliczna. Pokazuje miejsce feminizmu na polskiej scenie politycznej. Wanda, co nie chciała Palikota, jest ikoną ostatniej zmiany. Na wzór swej legendarnej poprzedniczki z baśni o "Wandzie, co nie chciała Niemca", ikony patriotyzmu dla dzieci, Wanda Nowicka jest symbolem nowego rozumienia feminizmu - jako prawdziwego patriotyzmu właśnie.

wtorek, 26 lutego 2013, agata_araszkiewicz

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: