Blog > Komentarze do wpisu
Łuska z Endo...

   

Endo, Ubiór

                                               Łuska

                   Nie mam, co na siebie włożyć. Z wnętrza szafy patrzy na mnie wielkie rybie oko. Gdy dotykam wnętrza mojej szafy czuję coś miłego i śliskiego, jednak, gdy patrzę jest mniej przyjemnie. Czasami wyobrażam sobie, że jestem owinięta w wiele powłok, warstwy nachodzą na siebie jak warstwy naskórka, trudno oddzielić, co jest ubraniem, a co rozebraniem. Czuję się bezpiecznie, gdy jestem ubrana, zaś niebezpiecznie, gdy jestem naga. Zagrożona, gdy ubrana, oswojona, gdy rozebrana. Zawłaszczona i własna. Potwór podnosi głowę. Czy mój strój jest dziełem zewnętrznego oka, czy też opowiada o mnie. Tak jakbym chciała?

         Nie wiem, co na siebie włożyć. Jak mam dzisiaj wystąpić. Myśli rozpierzchają jak ryby w wodzie, czasem płynę chwilę za jedną, ale potem zachwyca mnie druga. Ten ocean rozpływa się w każdym kierunku. Nie, nie wyjdę dzisiaj. Pozwolę rybom, by płynęły wokół mnie. Pozwolę rybom, by były żywe, nie będę polować. Polowanie zamienia je w targ rybny. Targ niewolnic, rynek kobiet, jarmark osobliwości. Oficjalnie jako kobieta jestem uprzedmiotowiona. Mam być nadmiernie zakryta, ocenzurowana. Albo odkryta, wtedy cenzura wkracza jeszcze mocniej. Gdyż to zawsze przeszkadza. Mój ubiór powoduje, że czujesz się zachęcony zanim nastanie czas błogiego ciała. Ale powoduje także, że czujesz się zniechęcony, zohydzony. Mój ubiór powoduje, że można mnie ukarać, bo sama tego chciała. Rozporządzać mną, decydować, zabraniać, oceniać.

         Mój syreni śpiew. Czasami nie wiem, gdzie zaczyna się i kończy granica mojego ciała. Mojego ciała i mojego ubioru. W tej sprawie kobiety są nieme, jak ryby, mówią barwą swego naskórka. Czy rybia łuska jest ubiorem czy skórą? Łuska to coś, co łączy postrzeganie i odczuwanie. Jak soczewka albo menisk, wypukłego społecznego oka. Łuski mojego naskórka i łuski moich ciuchów, stosy, naręcza, twierdze obronne łusek moich ciuchów. Każdego dnia, ubierając się rano, zmierzam się z czymś niemożliwym. Łuskam swój strach, swoją niepewność, swoje pragnienie przyjemności.

         Łuskam się jak cebula i wzbudza to łzy. Łuskam tego mężczyznę, kiedy na niego patrzę. Jego łuskanie to moje hobby, wbrew pozorom często to robię. Zdejmuję koszulę i spodnie, potem odejmuję włosy i stopy. Zostawiam tylko oczy, usta, ręce i podbrzusze. Robi się gorąco.

         Jednak, gdy łuskam w lustrze siebie nie jest już tak przyjemnie. Chyba, że patrzę sobie w oczy. Triumfująco.

         Wielkie rybie oko. Na dnie mojej szafy i na dnie mojego ciała. Rybowatość płci. Gdy dotykam siebie, czuję coś miłego i śliskiego. Łuski węża spadające jak pociski, gdy odczyniam zakazy, martwe ciało i jego słoną wodę zamieniam w coś słodkiego.

         Jeśli jestem mężczyzną kochającą mężczyzn, jeśli jestem kobietą kochającą kobiety, jeśli jestem kobietą kochającą mężczyzn i siebie, wyjście z szafy może przypominać afirmacyjną zmianę łuski. Ciało, pożądanie, ubranie. Intymność jest łuskowata. Gorset spada jak rybia łuska. W oku pojawia się mokra mała wodna łezka. Pragnę, czuję i widzę. Pochylam się nad morskimi potworami w mojej szafie i wtedy łuska spada mi z oczu, potwory zamieniają się w marzenia.

tekst wygłoszony na wieczorze Historia Jednego Obrazu, poświęconym rysunkowi Agaty Nowickiej - Endo "Ubiór", 9 czerwca w Studium Teatralnym z instalacją muzyczną Candi (Paristetris), ul. Lubelska 30/32, Warszawa

wtorek, 14 czerwca 2011, agata_araszkiewicz

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: