Blog > Komentarze do wpisu
Karl Lagerfeld mnie (wreszcie) oświecił!

  Gdybym nie padła ofiarą strasznej choroby, która rozłożyła mnie na cały październik (choroby zapewne przeżywa się gorzej w ciąży!...), przerwa, która powstała po ostatnim wpisie na pewno nie wydłużyłaby się w nieskończoność. Chociaż dziwnie to brzmi - od kiedy czuję się lepiej, mam tyle zaległości do nadrobienia, że nie udaje mi się zasiąść do pracy. Poza tym ciągle trzeba przecież wypoczywać...

Jednak tydzień temu w weekend w Paryżu na Saint Germain des Près, płacąc za coś w kiosku spostrzegłam, że tuż przede mną stoi w asyście dwóch młodych chłopców niejaki...Karl Lagerfeld, skądinąd podskórny bohater mojego przedostatniego wpisu (patrz powyżej!). To już naprawdę najwyższy czas, aby wrócić do bloga, pomyślałam. Zwłaszcza, że niedługo będę musiała ogłosić prawdziwą, faktyczną przerwę związaną z urodzinami dziecka (niestety perturbujące są to wydarzenia!!! nie jest łatwo też znaleźć do nich odpowiednich język).

Lagerfeld w kiosku to wszak wielkie prouszenie...:)

Słowem Karl Lagerfeld w swym nienagannym mundurze Karla Lagerfelda - siwy kucyk, okulary słoneczne, żabot, mankiety, rękawiczki, surdut i czarne dżinsy o 18h wykupywał w kiosku nakład jakiejś gazety. Bez wątpienia jest on w tej części Paryża postacią znaną - zaparkowawszy swego hummera niezbyt dokładnie niepoodal kiosku na środku ulicy, zdążył już zainteersować grupę policjantów wypisujących mandat. Jednak przechodnie występowali w jego obronie - "zaraz mu powiemy i odjedzie!" - krzyczeli. Jako kobieta ciężarna przy ladzie, czułam, że tarsuję nieco przejście i utrudniam jeszcze sprawę, więc naprawdę starałam się jak mogłam...choć nie uniknęłam karcącego wzroku, którego można było się domyślić zza ciemnych szkieł...:)

Przypomniało mi to, że - gdyby nie przerwa - stodołę Chanel kontynuować wątek związany z innym stylowym mężczyną, guru mody, który czerpie natchnienie spomiędzy mody i szuki, czyli z Markiem Jacobsem. Podczas ostatniego Tygodnia Mody zdecydowanie forsował on męską spódnicę (przyznaję, że cudowną!) konsekwetnie pojawiając się w niej publicznie - i na pokazie i w telewizji.

Marc Jacobs w męskiej spódnicy po pokazie Louis Vuitton, prêt-à-porter wiosna/lato 2010 miesiąc temu w Paryżu

a oto główna propozycja pokazu Louis Vuitton na przyszłe lato (ocieplenie klimatyczne w modzie!) - wielkie afro XXL transcedujące nie tylko kultury i kontynenty, ale także płcie...:)

 

www.madame.lefigaro.fr 

niedziela, 15 listopada 2009, agata_araszkiewicz

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/11/19 12:56:20
świetnie piszesz, az żałuję że tak późno trafiłam na twojego bloga, bo przecież już sie okazało, że czaka mnie przerwa, swoją droga ,szczęśliwego rozwiązania :*, ale to nic, poświecę ten czas na nadrobienie zaległości, a tY obiecaj, że jak juz sie odnajdziesz w nowej, cudownej sytuacji, wrócisz tutaj, pozdrawiam :*
Spotkanie z Karlem musiało być zabawne w swojej absurdalności, aż mnie ciekawi cóż to za pismo wykupywał :D, a Marc, spódniczka niczego sobie jednak te bamboszki pozostawię bez komentarza ;)
-
2009/11/30 18:06:42
A ja wraz z Żoną wpakowałem się na Lagerfelda na Rue de Rivoli, niespiesznie przechadzającego się w asyście rosłych młodzieńców. Czyli Lagerfeld jest gwiazdą zdecydowanie dotykową.
Pozdrawiam
Antek