Blog > Komentarze do wpisu
Agata i inne świętości...

   Nowa wersja mojej gablotki w warszawskim Saturatorze, którą zamierzam tu szybko podsumować, wzięła się stąd, że ostatni pobyt w Polsce zaczął się tak naprawdę od moich imienin, które przypadają na 5 lutego. Legendę o świętej Agacie poznałam w całości w przedziwnych okolicznościach (lub może nie takich przedziwnych...), gdy podczas ferii zimowych zadzownił do mnie raz ksiądz prowadzący wówczas katechezę. Miałam wtedy 12 lat i mój ksiądz zaprosił mnie do siebie z okazji imienin. Wzięłam ze sobą młodszą siostrę, gdyż byłyśmy w domu same i miałam się nią opiekować. Ksiądz, uwielbiany zresztą przeze mnie, podarował mi worek czekoladek ( z zagranicy - były to jeszcze czasy ciężkiego kryzysu) oraz powróżył mi z ręki... Same dobre rzeczy! Następnie, ciągle trzymając mnie za rękę, dał mi do przeczytania legendę o świętej: była pobożną dziewicą, lecz zakochał się w niej bogaty książę. Ponieważ nie chciała mu ulec, ścigał ją i wytropił w ukryciu, a za karę obciął jej piersi. Święta Agata, jako swoista odwrotność Salome z głową Jana Chrzciciela na tacy, bywa często przedstawiana z obciętymi piersiami, które trzyma przed sobą w podobnym naczyniu. Czułam sie wyróżniona, gdyż na zakończenie mój ofiarodawca zastrzegł, abym nie opowiadała nic innym dzieciom, gdyż będą one zazdrosne, jako, że tylko mi chciał złożyć wyjątkowow życzenia imieninowe... Moje szczęście trwało aż do powrotu rodziców z pracy, którym wcale ta historia się nie spodobała... Ojciec poszedł nawet do kościoła z bardzo srogą miną i nieco zdenerwowany. Nigdy więcej zdarzenia tego w domu nie komentowaliśmy...

Satuartor i ja, Sexy Life, listopad 08 - luty 09 (ku pamięci kamelii!...:)))...)

Saturator i ja, Agata i inne świętości, luty 09 - .... :))))

Ze świętą Agatą spotkałam sie jeszcze raz po wielu latach u moich przyjaciół markizów z Prowansji, którzy w swoim obszernym domu, zachowali jeden pokój poświęcony świętej (pisałam o tym tutaj). Pomieszczenie dominuje jej wielki portret, a jest ono poświęcone także pamięci ich kuzyna, który umarł tam otruty w strasznych męczarniach przez mnicha, poszukującego skarbów tuż po Rewolucji Francuskiej... Duch kuzyna nawiedza ten dom do dziś, przypominając nie tylko jego okrutną historię, ale także okrutną legendę świętej Agaty.

sierpień 09 - w pokoju świętej Agaty w domu moich przyjaciół w Saint-Paul-Trois-Chateaux

Agata i inne świętości już na nowym miejscu i w innym oświetleniu...(miałam prawdziwym problem ze zrobieniem dobrego zdjęcia, które się w sumie nie udało...:(...)...

Zasady gablotki w Saturatorze już przytaczałam: pewnego razu zostawiłam tam parasolkę, którą moi przyjaciele i właściciele klubu... umieścili w  gablotce. Przede wszytskim dlatego, że zawsze umawiajając się tam ze znajomymi, przybywam spóźniona (mea culpa!), więc główny żart, z powodu którego pękaliśmy ze śmiechu brzmiał: "Agaty jeszcze nie ma, ale jest jej parasolka..." Ustanowiliśmy, że za każdym pobytem w Polsce wnętrze gablotki będzie ulegało zmianie - jedynym jej stałym elementem będzie parasolka (nie przez przypadek od jakiegoś czasu miałam dwie takie same!...). Jako taka - gablotka jest dziełem wspólnym, powstaje w przestrzeni wspólnego spotkania między właścicielami Saturatora, różnymi duchami a mną. Jest dziełem unikalnym, a wszelkie próby kopiowania jej, powtarzania, odtwarzania z góry skazane są na pośledniość i wtórność...:))) Gablotka ujrzała światło dzienne w listopadzie ( wersji Sexy Life), w lutym byłam po raz drugi w Polsce i tym razem poświęciłam ją świętej Agacie.

Sexy Life w Saturatorze... (flâneria gablotki przypomina nieco moją, wędrowała z miejsca na miejsce z powodu remontu...)

a oto Marcin Brzózka - z nową gablotką...:)

Przeciwstawiając się tradycji umartwiania ciała i martyrologii przyjemności chciałam tym razem ciało zaafirmować w wielu jego aspektach. Wypełniają ją (bardzo belgisjkie!) imitacje części ciała wykonane z marcepanu (najpiękniejszy jest tatuaż w różę...), czekolady i słodkiej pianki, które pochodzą z Antwerpii. Nowa gablotka zbiegła się z Festwialem Queer, więc jej wydźwięk jeszcze się wzmocnił. Afirmacja ciała ma dla mnie znaczenie feministyczne i polityczne, przeciwstawia się seksofobii i seksualnej opresji. Cieszę się, że pisze o tym w dzień po Dniu Kobiet i po X Manifie. 

Naprawdę czasem pewna przyjemność jest święta!...:)))  

Edward Dwurnik i Ela Łebkowska w znamiennym kadrze na pamiątkę odwiedzin...

Edo i Ela, dziękuję! - mam nadzieję, że jeszcze się tu spotkamy!

Marcin Brzózka i Aneta Starowieyska - współ-właściciele Saturatora także w kadrze....

....oraz vice-Burmistrz Pargi Północ Artur Buczyński wraz z żoną i Marcinem Brzózką

a tu choć gablotki nie widać, późna noc w Saturatorze i...narada uwieczniona przez Dominika Jałowińskiego:) - kolejna twarz klubu czyli Mikołaj Starowieyski i ja - tak powstają rozmaite szczegóły, także te związane z gablotką...:))) 

Znacie? to posłuchajcie!...(można przeczytać jeszcze raz od początku!...:)))...)

Saturator, ul. 11 Listopada 22, Warszawa  

poniedziałek, 09 marca 2009, agata_araszkiewicz

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: