Blog > Komentarze do wpisu
Maison Martin Margiela(1)- Derrida couture...

 

  W tym miesiącu, a dokładniej 23 października, belgijsko-francuska marka znana jako Maison Martin Margiela, obchodzi swoje 20-lecie. Uznawana jest za jedną z najbardziej rewolucyjnych i radykalnych propozycji w świecie mody. Jej styl bywał określany jako underground, dekonstruktywistyczny, destroy, grunge, minimalistyczny, prowokacyjny, establishmentowy, a tej silnej aurze towarzyszy wielka tajemniczość.

Maison Martin Margiela - kulisy jednego z ostatnich pokazów (jesień/zima 2007/08)

Maison Martin Margiela - słynna surrealistyczna kamizelka z używanych rękawiczek z Collection Artisanale, wiosna/lato 2001 (czas wytworzenia: 12h) 

Choć niektórzy twierdzą, że on nie istnieje - Martin Margiela jest belgijskim stylistą, wykształconym w antwerpskiej Akademii Mody, który pierwsze kroki stawiał jako asystent Jeana-Paula Gaultiera, następnie do 2003 roku pracował jako dyrektor artystyczny dla marki Hermès. Jednak unika publicznych występów i nikt nie wie jak naprawdę wygląda. Zamiast tego jego marka podpisana jako Maison Martin Margiela (czyli Dom Martin Margiela), od 1988 roku kultywuje zbiorowe myślenie o - zwykle forsowanym jako indywidualne autorstwie - i konserwuje anonimowość twórców, która ma wysuwać na plan pierwszy same projekty i fashion, rozumiany szeroko jako dziedzinę wy-twórczą.

 

 

Maison Martin Margiela - sfotografowane na antwerpskiej wystawie kadry z kulisów pokazów z różnych lat 

Już pierwsze propozycje marki polemizowały z typowym dla lat 80-tych stylem power dressing (styl odzwierciedlający bogactwo à la "Dynastia"...) oraz właściwym dla świata fashion "star systemem". Ewoluowało to przez lata, coraz jaskrawiej zapisując się w historii i rewolucjonizując rozumienie mody dzisiaj (w pewnym sensie można powiedzieć, że spotykają się tu twórczo dwie wielkie tradycje fashion-anty/fashion: surrealizm i punk). W 2002 roku właściciel Diesla Renzo Rosso wykupił większość udziałów w Margieli, zwalniając jego załogę od trosk finansowych i umożliwiając skupienie na kreacji. Od tego czasu marka odniosła spektakularny sukces i otworzyła kilkanaście butików na całym świecie. Muzeum Mody MoMu w Antwerpii z okazji 20 urodzin przygotowało wielką rocznicową wystawę.

 

wejście na wystawę w MoMu

makieta słynnej "anonimowej" metki marki

Fragment fasady brukselskiego butiku marki przy ulicy Rempart des Moines 

Od początku istnienia Maison Martin Margiela zwracał uwagę niekonwencjonalnym podejściem do tematów, pojęć-kluczy i rzeczy-ikon związanych z modą. Pierwsza sprawa to nietypowe pokazy w ramach Fashion Week. Organizowane a to na stadionie, a to w metrze, w podziemiach dyskoteki, pod mostem na Sekwanie, w cyrku, w paryskim barze wraz z jego stałymi bywalcami albo w kilku miejsach naraz brały w nawias samą ideę pokazu: jako show złożonego z wybiegu dla modelek, czerwonego dywanu i limuzyny a także jako arbitralnie  ustalonej konwencji, za którą skrywa się gra w hierarchię i maskowanie procesu kreacji. Pierwszy pokaz odbył się w paryskiej kafejce Cafe de la Gare, zaproszenia rozesłano telegramem, modelki miały zasłonięte twarze i charakterystyczne japonizujące buty tobi - odtąd ikona marki - które zostawiały czerwone plamy na dywanie. Drugi pokaz zaanonoswany w gazecie z ogłoszeniami o życiu nocnym w dyskotece znanej z lat 70-tych pokazywał twarze zamalowane na biało i rodzaj wielkich garniturów "uszytych" z potłuczonych talerzy i kawałków drutu... Wino bywa tu podawane w plastikowych kubkach (sic!)...

 

 

 

 

 

Maison Martin Margiela, prét-à-porter wiosna/lato 2009, kadry z jubileuszowego pokazu marki na jej 20-lecie podczas ostatniego Tygodnia Mody w Paryżu 

Maison Martin Margiela nie ma twarzy. "Nikt" to jego dywiza. Nikt albo wielu. Sam Margiela nie udziela wywiadów - wszystko sprowadza się do korespondencji pisanej, w której podmiotem jest ogólne "my" z małej litery (Malcolm McLaren miał nawet żartować na temat maoizmu tego przedsięwzięcia...). Margiela czy Margielowie? Grupę tworzy kilkunastu projektantów, którzy pokazują się na pokazach w białych bawełnianych uniformach. Linie ubrań noszą numery: 1 dla kobiet, 10 dla mężczyzn, 14 to pojedyncze sztuki, 22 - buty. Margiela nie "sygnuje" swoich ubrań. Anonimowa metka to kawałek bawełny przyszyty ręcznie w czterech miejsach - aluzja do rękodzielniczej wy-twórczości mody i "błąd w sztuce", który staje się sygnaturą dla wybranych. Nie ma "gwiazdy" modelki, która firmuje markę, nie ma sklepów przy głównych ulicach stolic (lokalizacja butików przy bocznych trasach, bez krzykliwego logo i napisów wymaga wiedzy i zaanagażowania odwiedzającego - podkreśla to także zaangażowanie marki w modę bez konieczności narzucania jej, uprzewilejowanie stylu, który idzie w parze z indywidualnością klienta). Castingi odbywają się na ulicy i wśród znajomych. Od idealnych wymiarów ciała ważniejsza jest charyzma i osobowość. Twarze modelek na pokazie są zakryte transparentną zasłoną, peruką, cieniem kapelusza oddanym sprytnie przez makijaż, przepaską na oczach.

fragmenty sesji Carine Roitfeld zainspirowane Margielą w październikowym Vogue'u francuskim, zdjęcia Inez van Lamsweerde i Vinhood Matadin

Ten kult incognito - kult "braku" osobowości i anty-gwiazdorstwo - mają za cel nie tyle starcie co wymykanie się systemowi mody: obsesji obrazu, metki z nazwiskiem jako religii, mechanicznemu rytmowi kolekcji, alienacji pieniądza, stosunkom władzy "w falbanach". Choć oczywiście ta nieobecność staje się zwielokrotnioną obecnością, marketingowe wykręty są najlepszym marketingiem a "brak" osobowości jest kultem osobowości... Odmowa przyjęcia reguł gry wyznacza silniejszą pozycję, wzmacniana akcentami poszczególnych kolekcji.

 

okulary Incognito z kolekcji na lato 2008 pośród kadrów z kulisów pokazów z różnych lat 

fragmenty kolekcji "Destroy" - pośrodku top i spódnica z czarnego tiulu z kolekcji wiosna/lato 2009

fragmenty kolekcji "Destroy" - pośrodku kamizelka z kawałków talerzy złączona drutem  z kolekcji jesień/zima 1989/90

 

marynarka z "pękniętymi" rękawami i białymi wyłogami (jesień/zima 1994/95)

 

marynarka z podszewki z doczepioną plisowaną spódnicą (wiosna/lato 2003)

top z fragemntów materiałów garniturowych (jesień/zima 2003/04) 

 

suknia "pęknięta" w talii z widoczną podszewką (jesień/zima 2003/04)

marynarka z podszewką noszoną na wierzchu (jesień/zima 2003/2004)

 

wdzianka z materiału służącego do wzmacniania kołnierzy (jesień/zima 2003/04)

Kolor biały jest kolorem fetyszem Margielów (?...), a raczej wszystkie odcienie bieli, zarówno w biurach, w showroomach jak i butikach. Biel definiowana jest przez markę jako "siła wrażliwości i wrażliwość biegu czasu. Ekspresja jedności, czystości u czciwości. Biel nie jest nigdy tylko biała, ale raczej - biele są białe - ze wszystkimi możliwymi odcieniami! Najczęściej używamy bieli matowej - wtedy bieg czasu staje się bardziej widoczny". 

  

kurtka z kołdry z odpinanymi rękawami, można ją nosić otwartą ze skórzanym paskiem luz z ubraniem z prześcieradła pod spodem, lub z wełny lub z PVC, jesień/zima 1999/2000

  

   

z serii XXXL: białe sandały oversize (5 cm większe od normalnych), wiosna/lato 2009  

z serii "trompe l'oeil": kołnierzyk i mankiety ze srebrnej skóry jako dodatki (wiosna/lato 2003)

 

torebka-rękawiczka ze skóry (jesień/zima 1998/99) i treski zakrywające twarze z pokazów

 

"peruka" z używanych futer (jesień/zima 1997/98)

 

ogólny fragment antwerpskiej wystawy z instalacją z futrem Assemblage stworzonym z dwóch róźnych futer (jesień/zima 2000/20002)

Maison Martin Margiela, The Exhibition "20", ModeMuseum MoMu, 12.09.2008 - 8.02.2009, Antwerp, Belgium

Patrick Mauriès, Le culte de l'impersonalité, Vogue, Octobre 2008

środa, 15 października 2008, agata_araszkiewicz

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: