Blog > Komentarze do wpisu
Suita z Saint Paul Trois Chateaux (4)

 Mój powrót z wakacji francuską Autostardą Słońca miał jeszcze jeden przystanek. Postanowiłam odwiedzić dawno niewidzianych przyjaciół z Saint Paul Trois Chateaux. 15 lat temu niedaleko Montélimar i w okolicach Góry Wiktorii, portretowanej tak namiętnie przez Cezanne'a, wraz w dwiema przyjaciółkami, podróżując po Prowansji zajechałyśmy na jedną noc do znajomych naszych przyjaciół z Paryża. Znajomi, jak w bajce, okazali się niezwykle gościnnymi gospodarzami, zamieszkującymi w centrum przepięknej średniowiecznej miejscowści Saint Paul Trois Chateaux. Organizowali u siebie coroczne sierpniowe festiwale muzyczne. Ich bezbrzeżna fantazja oraz otwarty dom pełen przyjaciół z całego świata, a także dominująca atmosfera XVIII wieku (tu rozgrywały się pierwsze sceny filmu "Huzar na dachu"...) sprawiły, że miast na jedną noc...zostałyśmy tam...na miesiąc...Pobyt ten wraz z upływem lat urósł do rangi kultowej opowieści o naszej podróży inicjacyjnej (także do przeszłości!) i ... z największą przyjemnością odkryłam, że opowieści o "trzech dziewczynach z Polski w małym Cinquo Cento" także nie opuściły tego domu!!!... Wtedy dyskutowało się tutaj dużo o przemianach w Polsce, Wałęsie i Wojtyle - byłyśmy czyms na kształt "bohaterek czasu" - dziś nasze spotkanie po latach zdominowane zostało przez prywatne opowieści i wypadło tak, jakbyśmy rozstali się...wczoraj. To jest właśnie urok "słodkiej Francji" i XVIII wieku, czyż nie? Życie jest piękne!...

Lionel de Bimard w swojej kuchni, znowu jesteśmy tutaj, jakby nic się nie zmieniło...

toast za spotkanie: Lionel, Blondine, Philipe, Anaïs, Marie, Pole i ja...

Tak, jak wtedy dom był pełen ludzi a sierpniowy festwial Musique en son ecrin - ufundowany przed laty przez Markiza de Bimard Seniora jest ciągle kontynuowany przez jego syna Lionela, który jest dzisiaj dyrektorem artystycznym festiwalu - właśnie dobiegał końca. Zamiast jednej nocy zostaliśmy... pięć dni...

Udaliśmy się wspólnie na wernisaż do galerii Hôtel de Clérieu w pobliskim Roman (na zdjędciu Véronique Beaulieu, właścielka galerii pierwsza z prawej), gdzie Lionel przygrywał na pianinie...

ach, nie wspominając o mojej ulubionej piosence do słów wiersza Paula Eluarda Il n'y a pas d'amour heureux..., przy której zwykle płaczę...Lionel grał ją przez te dni zdecydowanie za często, choć cały czas o to prosiłam...

Ja jako Tropicielka Polskości... - dla niepoznanki obok na stoliku leżał ogromny katalog z Targów Sztuki w Zurichu z otwartą stroną na ...tekście o młodej polskiej sztuce i fenomenie JAP - tak po francusku brzmi skrót od "Jeune Art Polonais", który określa formułę Pawła Leszkowicza dla nowej formacji sztuki polskiej, przeczytałam to drapieżnie, proszę...

Z Saint Paul sąsiaduje także jeden z piękniejszych prowansalskich zamków Grignan, (należący niegdyś do dziadka Lionela - pamiętam, że zajeżdżaliśmy tu często w wesołym humorze...), zamek słynny dlatego, że pani de Sévigny dożyła w nim końca swych dni, gdy przeniosła się na starość do swej córki Pani de Grignan, adresatki jej wspaniałych pisanych przez całe życie listów...

pomnik pani de Sévigny w Grignan

Tu wszystko przepełnione jest historią. Oto ja w pokoju św.Agaty w pięknym domu Bimardów - pamiętam jakie wrażenie zrobił na mnie, gdy ujrzałam go pierwszy raz - urocza sypialnia w portretem św. Agaty nad łóżkiem i jej legenda wydrukowana na stoliku miały w sobie pewien elementy grozy...Domownicy ucieszyli się, że przyjechała imienniczka patronki sypialni, zgodnie z legendą należącej do ich kuzyna Charlesa de la Roche d'Eurre, który wyzionął tu ducha...Działo się to w zamierzchłych czasach tuż po Rewolucji Francuskiej, Charles został otruty i po dziś dzień nawiedza ten dom.Wiele osób go widziało, niektórzy z nim rozmawiali, zazwyczaj uśmiecha się nieśmiało (niekończące się dysksuje o obecności duchów)... Jego mały portert wisi nad łóżkiem, niektórzy za żadne skarby nie chcą nocować w tym pokoju, inni pragną zatrzymywać się tylko tutaj. Przed laty uciekłam stąd z wrzaskiem, dziś chętnie bym tu zanocowała, gdyby pokój nie był zajęty przez belgijską przyjaciółkę Lionela - Monique... 

Anaïs Muller, siostrzenica Lionela oraz on sam i Monique Verheren

Robert Sołtyk i Lionel de Bimard - dyskusje o polskim tronie nie miały końca...

Trafiliśmy tuż na końcówkę fesiwalu Musique en son ecrin i zamykający go koncert-kolację, pełen tańców...

no tak, taniec z Lionelem przenosił poza czas... (Lionel zwany przez bliskich Lwem, ma też polski pseudonim Królik, który z upodobaniem powtarza, nadany mu przez Małgosię Sardou, jedną z polskich przyjaciółek osiadłych w okolicy...)

i tak, tak, taniec z Anaïs to była prawdziwie wielka przyjemność: Anaïs, ma chère Anaïs, merci pour cette danse splendide!!!

Anaïs wraz ze swoją przyjaciółką Marie przybyły tym razem, by wziąć udział w pokazie mody uświetniającym od paru lat zakończenie festiwalu. Dwie młode, zaledwie 17-letnie kreatorki Léia Gras i Bettina Vincente pokazały kilka wieczorowych sukien w duchu elegancji pełnej obfitych draperii i maleńkich pereł: niech żyje stara Europa!!!

 

na zakończenia Léia pokazała się ze swą mamą i babcią, które pomagały w przygotowaniu pokazu

Nieoceniona Anaïs przysłała mi kilka zdjęć z pokazów z lat poprzednich: pierwszy zainspirowany scenami bukolicznymi i drugi balem z Belle Epoque

Anaïs w sukni "żniwnej", zrobionej z kłosów zboża oraz druga modelka w sukni z płaczącej wierzby

Anaïs jako dama z Belle Epoque kończy pokaz przed dwoma laty...

I na tym kończę ja także. Ach tak, nie ma to jak wakacje...Niech żyje stara Europa i niech żyje każda możliwa bajka!!!...:)

Lionel, merci pour tout! Et...j'oublierai jamais que "il n'a y pas d'amour heureux...mais c'est notre amour à tous les deux"...:)))

 

http://spectable.com/musique-son-ecrin/d_9254.php

http://www.festivals-ra.com/26-Drome/050_MUSIQUE-EN-SON-ECRIN.php

środa, 03 września 2008, agata_araszkiewicz

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: