Blog > Komentarze do wpisu
Kobiety do zjedzenia c.d. - politycznie

  No właśnie - a oto bardziej polityczne wizerunki z okresu kampanii dwóch kobiet (oba to internetowe znaleziska), starających się o tytuł prezydenta kraju w ostatnim czasie: Ségolène Royal i Hilary Clinton. Okazuje się, że fantazmat "kobiety do zjedzenia" jest tak silny, że niektórzy nie mogą oprzeć się, by i kandydatkom nie dorobić "jadalnych" gęb (mówiąc po gombrowiczowsku, ale równocześnie jak tu pasuje ta pan-oralność!...)... Twarz Royal została wpisana w opakowanie po serku topionym La Vache qui rit a figurka Clinton posłużyła naprawdę do stworzenia przedmiotu "dziadka (babki?) do orzechów. W tym drugim przypadku napisałam już, że wplecenie wątku kobiety do zjedzenia można czytać jako bardziej subwersywne, by nie mówić rebelianckie (i prawdopodbne niezgodne z zamierzeniami). Aluzja do apetycznego pokarmu, zdominowana jest tu aluzją seksualną (mocnych ud...) i przypomina się trochę wątek krzepkiej Jagny  z "Krzyżaków", która samym siedzeniem ... orzechy upała... Nie tyle kobieta do zjedzenia, co kobieta, która być może nagle sama coś zje, która aspiruje do uosobienia mocy (władzy), a więc budzi lęk (wiadomo vagina dentata et caetera...) i trzeba ją ośmieszyć...

W przypadku Ségolène Royal nazwa serka "Krówka-śmieszka" została zastąpiona słowem "Plama-śmieszka" (to chyba aluzja do dziecięcej słownej zabawy francuskiej w "la vache sans tache qui tache..."- la vache-krowa i la tache-plama, czyli "krowa bez łaty, co plami", przypominająca naszą zabawę w angielską chorobę...). Plamę można też traktować jako charakterystyczną metaforę patriarchalną - kobiety zanieszyszczają i "plamią" (krwią i łzami...) męski porządek...

Hilary Clinton jako (subwersywna) "babka do orzechów"(?)...

(Królestwo temu, za pomocą kogo udało by mi się pozyskać ten przedmiot realnie do mojej kolekcji!...)

Dodaję do tej części serię kolorowych puszek, które nazwałam Zbutnowane Pin-ups i które udało mi się kiedyś nabyć w Brukseli. Retro-glamourowym rysunkom towarzyszą tu odmienne w tonie napisy, całość tworzy zabawny "bunt pin-up grils" czyli rewoltę "dziewczyn do przypięcia", których wizerunki oryginalnie (lata wojny w Wietnamie) wyrażały raczej uległość i łagodność, ciała zaś były ułożone w pozie "do konsupmpcji"...

Pracować? A co to jest za koncept?

 

Picie kawy pomaga wykonywać nudne rzeczy z większą energią...

Ale wiecie co? Mam to wszystko gdzieś...

 

Jeśli mam kuchnię to tylko dlatego, że była w sprzedaży razem z DOMEM...

Zbuntowane Pin-up są zepsute i cyniczne, ale dowcipne i pełne uroku. Na zakończenie mój ulubiony kubek rodem z Antwerpii...

Mam okres, więc mogę legalnie cię zabić...

A oto parę faktycznych opakowań żywności w stylu Pin-up:

 

cytrynada Belle Lula z Grande Epicérie de Bon Marché w Paryżu

           

W podsumowaniu opakowanie czekolady, które dostałam w prezencie; łączy ono w sobie kobietę "słodką", Pin-up i stewardessę - prawdziwa fantazja lat 60-tych z epoki pierwszych kroków James Bonda...

 

czwartek, 13 marca 2008, agata_araszkiewicz

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: