Blog > Komentarze do wpisu
Wspomnienia z wakacji (1): Antony Gormley w Poggibonsi...

 No cóż!... Nieco dłużej zajęło mi podjęcie wątku wspomnień z wakacji, gdyż ...stara wersja blogu napotkała kłopoty techniczne...Nie wierzcie, że łatwo jest uruchomić nową wersję - zwłaszcza, gdy jest się, tak jak ja, urodzoną "technofobką"... Przez tydzień nie udało mi się wprowadzić udoskonaleń i umieścić logo, od których chciałam rozpocząć pisanie, więc...zaczynam bez tego...Trudno, będzie co ma być (proszę wybaczyć rudymentarną wersję wstępną!...)!...

Wakacje miałam wspaniałe i udane - w okolicach Wenecji i w Toskanii...Zacznę od końca - ostatnia stacja Poggibonsi to małe miasteczko w sercu Toskanii zniszczone podczas wojny bombardowaniami.(Podobno Niemcy mówili na nie "Poggibombi" jak opowiadal 27-letni właściciel zameczku - stojącego mimo wszystko na jednej z okolicznych gór od IX wieku!...- w którym mielismy niezwykłe szczęście się zatrzymać...). Choć nie miałam dostępu do internetu o blogu nie zapomniałam...

Zwłaszcza, że na samym środku małego ryneczku stał przedziwny żelazny człowieczek (jakby z pikseli...), z którym mieszkańcy czuli się oswojeni - właśnie odbywało się w miejskim ratuszu wesele.

Przy wejściu do supermarketu stał kolejny człowieczek i tym razem ja poczułam się z nim oswojona...

 

Obie figury okazały się częścią większej pracy, obejmującej miasteczko i okolice autorstwa brytyjskiego artysty i laureta nagrody im. Williama Turnera: Antonego Gormleya.

Projekt zatytułowany "Tworzyć przestrzeń, zajmować miejsce" odbył się we wrześniu 2004 roku w ramach trwającej od paru lat w regionie Sienny akcji "Arte all'Arte" stowarzyszenia Arte Continua pod hasłem "Sztuka, architektura, pejzaż" i obejmował ustawienie w różnych punktach miasteczka (rynek, sklep, ale także okoliczna polana) kilkunastu figur, z których każda "przedstawia" wybranego mieszkańca lub mieszkankę Poggibonsi, z ich imieniem, zajęciem, wiekiem. Według artysty w ten sposób sztuka współczesna, z pozoru trudna i elitarna, przybliża ludzi oraz oswaja przestrzeń, przy użyciu techniki, która tradycyjnie kojarzona jest z alienacją. Wirtualność oznacza także dosłowność oraz możliwość: możemy być bliżej siebie... Nawet z daleka i przy użyciu abstrakcji...

Uważam, że nie tylko jak na wakacyjną przygodę, wygląda to całkiem nieźle!...

W poprzednich latach inne akcje podejmowane przez różnych artystów (m.in. Daniela Burena w 1999 roku) odbyły się w okolicach m.in.: w sąsiednim miasteczku starodawnych wieżowców - zwanym "średniowiecznym Manhatanem" - San Gimigiano lub przepięknej miejscowości Cole Val d'Elsa.

poniedziałek, 11 września 2006, agata_araszkiewicz

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: