Blog > Komentarze do wpisu
Wspomnienia z wakacji (2): Wenecja i Palazzo Grassi...

  Wenecja! Czy istnieje piękniejsze miasto?!... George Sand, jak i Marcel Proust byli zdania, że nie, Francois Mitterand kochał jej melancholię... "Śmierć w Wenecji"... Tomasz Mann umieścił tutaj w ogromnym gmaszysku hotelu na Lido swojego podupadłego bohatera ścigąjącego w kleszczach beznadziejnego pożądania widmo polskiego chłopca Tadzia - stary świat ginął w przedwojennej dekadencji, ustępując miejsca nowemu, wcale nie doskonalszemu... Jeanette Winterson we współczesnej powieści "Namiętność" przywróciła pełną przepychu historię najbogatszego kiedyś miasta świata, wplatając w nią romans dwóch kobiet: bogatej arystokratki i ...gondolierki... Kiedy pływając po kanałach zapytałam naszego gondoliera czy kobiety także prowadziły gonodole (mijaliśmy właśnie wedle naszego znamienitego przewoźnika dom Casanovy - "the great Italian lover"...), namyślał się dłuższą chwilę, po czym odparł: "Today women want to make every thing what men used to do, but this is not ok. They are women's things and they are mens things and they are not the same..." Zrozumiałam, że nie czytal Winterson i nie ma raczej na ten temat zdania...

 

Oprócz biennale sztuki (i festiwalu filmów, który sie właśnie zakończył i na którym w tym roku Piotr Uklański pokazywał film...) Wenecja proponuje dzisiaj luksus w wersji twórczości. Oprócz znanej filli Muzeum Peggy Guggenheim z XIX-wiecznym malarstwem awangardowym (na zdjęciu to ten biały budynek, który właśnie minęłam w wodnej taksówce...), od niedawna możemy tu ogłądać kolekcję Francois Pinault, która nie znalazła spokojnej lokalizacji we Francji. O wystawie "Where we are going" przygotowanej przez młodą kuratorkę z Centrum Pomidou Alison Gingeras pisałam już wcześniej, po jej kwietniowym otwarciu (miejmy nadzieję, że archiwum poprzedniej wersji bloga wkrótce się odnajdzie na łączach...). Tym razem miałam okazję je zwiedzić!...

Tak wygląda "Balonowy piesek" Jeffa Koonsa od środka, widziany z wewnętrznego dziedzińca, a tak muzeum prezentuje sie nocą, wraz z zewnętrzną instalacją, nie widoczną w dzień:

 

Do tematu "moda i sztuka" dodam chętnie, że w komitecie honorowym Palazzo Grassi, na którego czele stoi oczywiście francuski biznesmen Francois Pinault znajduje się także Muccia Prada...

Rozważaniami na temat tego czy duże prywatne kolekcje nie odbierają chleba narodowym muzeom oraz w jakim charakterze należy je pokazywać (wielka dyskusja toczyła się na ten temat we Francji...) nie będę się  zajmować tutaj, choć bez wątpienia są to ważne nadal kwestie. Jednak ważniejsze było dla mnie samo obejrzenie wystawy, a najciekawsze potwierdzenie związku, o którym czytałam juz w recenzjach, między wrażliwością kolekcjonera a sposobem istnienia sztuki w jego orbicie. Zwłaszcza, że pan Pinault jest bardzo na swej wystawie obecny. Nie tylko w końcu sam tytuł wystawy "Where we are going?" nawiązuje  do klasycznego dzieła Gaugaine'a ("Skąd przychodzimy? Kim jestesmy? Dokąd idziemy?"), ale motyw wanitatywny został także  powtórzony w otwierającej pokaz pracy Piotra Uklańskiego wykonanej specjalnie do zbiorów pana Pinault (Untitled (Monsieur Francois Pinault), 2003), która jest pokolorowanym radiologicznym zdjęciem czaszki znanego kolekcjonera...Tym sposobem stał się tworzywem sztuki, on sam i hołd oddany mu przez skupionego na nim artystę...  

Rzeczywiście wydaje się, że pan Pinault ma bardzo wyrazistą kolekcjonerską osobowość i wyróżnieni w opisach prasowych jego ulubieni artyści oddający coś z jego własnych obsesji rzeczywiście zostają na tej wystawie uhonorowani. Zwłaszcza naturalistyczny Damien Hirst i ekcentryczny David Hammons.

 

Poćwiartowana krowa z pracy "Pewien komfort uzyskany z akcpetacji inherentnego wiecznego kłamstwa" (1996), szkielety zwierząt jako parodia ewolucji z pracy (uwaga!:) "Where Are We Going? Where do We Come From? Is there a Reason?" (2000-20004) czy gablotka leków z pracy "Nieskończoność" (2001) świetnie oddają zamaskowaną niepewność współczesnego świata techniki, dobrobytu i wygody... I współgrają z ironicznym marginesem, z którego wypowiada się David Hammons:

Ekskluzywna wersja glamour tablicy do koszykówki (Untitled, 2000) - symbolu wykluczenia murzyńskiego getta, któremu artysta składa hołd czy mikrofony z pracy "Which Mike Would You Like to Be Like?" (2003) pokazują, że dwubiegunowy rasizm ciągle zarządza zachodnią (białą) wyobraźnią. Uwielbienie dla czarnoskórego gwiazdora koszykówki czy znanego piosenkarza nie oznacza prawdziwej tolerancji. Pomnikami wykluczenia stają się także ironiczne koty leniwie drzemiące na afrykańskich bębnach o surrealistycznych rozmiarach (High Level of Cats, 1998).

   

 

 

Praca Hammonsa "Forgotten Dream" (2000), pokazująca wywindowaną do sufitu ślubną suknię vintage spotyka sie gdzieś z pracami Cindy Sherman pokazanymi w nie odległej sali, o której recenzenci francusscy wystawy nie wspominali, a która dla mnie jest naturalna i organiczna kontynuatorką rzeźby kolekcjonerskiej wrażliwości pana Pinault. Zdjęcia z okresu "pornografii i groteski" (seria: Untitled, 1992) w znakomity sposób uzupełniają deziuluzję ludzkiego pragnienia samowystraczalności i egoistyczną zakłamaną wizję spełnienia. U Sherman pornograficzne ciało przypomina tragiczną groteskę zalanych formaliną fragmentów krowy zaklętych niczym w przedpotowym bursztynie. Pornografia jako parodia techniki i prawdziwej cielesnej narracji jest tyleż samo znakiem wyzysku i wykluczania kobiet, ile nieudolną walką o nieuchwytną dominację nad znaczeniem i pragnieniami.   

 

 

 

 

W muzealnej kawiarni wiszą zdjęcia artystów:

 

Cindy Sherman 

Maurizio Cattelan

Jeff Koons                                      

 i Pablo Picasso mieszający sałatę w zapowiedzi kolejnej wystawy - "Pablo Picasso, radość życia" - otwarcie przewidziane na 11 listopada...

 

środa, 13 września 2006, agata_araszkiewicz

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2013/03/19 12:20:04
Świetna wyprawa i przepiękne zdjęcia. Ja mogę jak na razie tylko o tym pomarzyć. Siedzę właśnie przed programem - rzeczpospolita pit 2012 i mecze się ze swoim formularzem.
Bez zwrotu z mojego pita nigdzie nie pojadę :P